niedziela, 25 września 2016

A był wrzesień...

...pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie stało i w zieleni...

Jak co roku piosenka Waligórskiego nawiedza mnie. I wszystko się zgadza. I chyba jestem coraz bardziej takim staruszkiem, co to już wie i czuje, że zbliża się zima.
Ale jeszcze jest pięknie. Po upałach i deszczach wszystko rośnie. Temperatury wieczorne i poranne są takie przyjemnie rześkie. Można posiedzieć czy rano czy wieczorem i popatrzeć na ogród.

Z myślą o wiośnie wsadziłyśmy już z Po ponad 100 cebul. Kilkadziesiąt tulipanów, irysów; hiacynty, żonkile, szafirki, szachownice, czosnki i jeszcze inne. I dosyć.
Na rabatach jest jeszcze dużo do zrobienia takich stałych nasadzeń, ale na to w tym roku już nie ma szansy. Za to taras - co prawda nieskończony - ale służy nam dzielnie od kilku tygodni. Bardzo to miłe, gdy można w kapciach wyjść do ogródka i usiąść w fotelu patrząc jak trawa rośnie.

Od półtora roku myślę sobie, że jestem szczęśliwa.