sobota, 10 września 2011

Nowy pomysł

Od dłuższego czasu zmagamy się z 'przykrótką kołderką' finansową. Jakoś tak nie chcielibyśmy budować hurraoptymizmem, który skończyłby się nie we własnym domu a w głębokich krzakach. Kombinujemy co zrobić, żeby bezpiecznie przebrnąć przez fazę budowy a i nie zadłużyć się po same uszy na stare lata. Do spokojnego budowania brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy. Tak raczej bliżej setki, niż dziesiątki, więc porządne kalkulacje są jak najbardziej na miejscu.
Obecnie mamy dwa kredyty: jeden we frankach, przy obecnym kursie na około 130 tys.; drugi w złotówkach na blisko 110 tys. Razem miesięcznie obciążają nas na ok. 1300 zł. Da się z nimi żyć, ale brać coś więcej nie byłoby najlepszym pomysłem.
Oszczędności mamy za mało, żeby dociągnąć budowę do jakiegoś zaawansowanego etapu. Główna część naszego kapitału jest zamrożona w mieszkaniu - wg mnie ok. 350 tys. Wg Łu trochę mniej.

Pierwotny plan zakładał dociągnięcie budowy do stanu surowego z przychodów bieżących. Ciągle jednak widmo brakujących kilkudziesięciu tysięcy przed nami. Czekać aż je uzbieramy? To koszt budowy wzrośnie o kolejnych parę procent. Klasyczne 'dwa do przodu, trzy do tyłu'.

Dzisiaj poszliśmy na kolejny spacer z serii 'to może już zjemy maliny z własnej działki' (ciągle zielone, albo ktoś nam wyżera). Natknęliśmy się na sąsiadów, ale chyba nie w sosie, więc głowy im nie zawracaliśmy. Niemniej urodził się nowy pomysł...


Gdyby jednak tak...
1. Sprzedać mieszkanie (+350 tys. zł); pozbyć się obu kredytów (1300 zł z miesięcznych obciążeń), (-240 tys zł z portfela);
2. zamieszkać w mieszkaniu wynajętym na tym samym osiedlu, lub - jeszcze lepiej - bliżej budowy (koszt miesięczny ok. 1300--1500 zł);

W ten sposób, przy podobnych wydatkach na życie zyskujemy 110 tys. zł. Z 50 tys. oszczędności daje ok. 150 tys. zł na rozpoczęcie budowy.

3. Za tą kwotę dociągnąć budowę do stanu surowego otwartego;
4. z czystym kontem kredytowym wziąć kredyt na 250-300 tys. zł (ok. 1500 zł miesięcznej raty);
5. możliwie szybko doprowadzić dom do stanu używalności;
6. zamieszkać u siebie.

Proste? ;)

Minusy:
- Trudny na pewno byłby etap, gdy trzeba byłoby płacić za wynajem i kredyt (3000 zł!!!);
- przez cały czas budowy wynajmujemy mieszkanie;
- trzeba gdzieś składować wszystkie posiadane przez nas graty;
-

Plusy:
+ Na wstępie mamy wkładu własnego ponad 50% (gotówka + działka bez hipoteki).
+ W takim przypadku realna staje się budowa przez jednego wykonawcę -- od fundamentów do wykończeń -- obniży to cenę robocizny i materiałów;

No i ciągle aktualny jest temat, co zostawić 'na później', żeby zmieścić się w budżecie. Czas siadać do kalkulacji...

niedziela, 31 lipca 2011

Deszczowo i marzennie

Pogoda lipcowa skłania do siedzenia w chałupie pod lampą. Pod kocem i z książką na kolanach. Czyli przytulny dom w takim przypadku to podstawa.
Dzisiaj również ołowiane chmury nie zachęcają do wyjścia. Lać miało i pod Wrocławiem padało równo, ale jakoś nam wyszło, że się ruszyliśmy troszkę na południe i spędziliśmy większość dnia biegając pod chmurami w Arboretum w Wojsławicach. Tam aż tak ołowiano nie było. Choć chłodno, to jednak zielona trawa skłoniła dzieciaki do biegania po trawie na bosaka. Otaczające nas drzewa, drzewka, krzewy, krzewinki, byliny, bylinki i inne takie zmusiły do zachwytów i zastanawiań nad ogrodem.
Żebym nie zapomniała, wrzucam sobie zdjęcie banalnie prostego a jednak nigdzie nie widziałam, żeby wykorzystywanego pomysłu na parkan wierzbowy.

Wierzbowe patyki są powtykane w ziemię. Za parę lat utworzą (jak myślę) równy płotek. W Wojsławicach było więcej wierzbowych, plecionych 'ozdób' ogrodowych. Nasza działka jest dość wilgotna, żeby nie powiedzieć mokra. Wierzba powinna się dobrze trzymać.

Zazwyczaj w takich ogrodach zachwyca ilość i różnorodność form, gatunków, kolorów. Każdy szczegół jest ważny i piękny, a wszystkie tworzą całość, która o żadnej porze roku się nie nudzi. Wracając więc rozmyślałam, jak zagospodarować te nasze 10 i (prawie) pół ara, żeby było pięknie, przytulnie, niepowtarzalnie. Po powrocie do domu trafiłam tutaj: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/56,35751,10024399,Domy_jak_marzenie___wybieraja_wroclawscy_architekci.html i mała konsternacja. Ogrody przy tych domach są zazwyczaj minimalistyczne. Zresztą, co to za ogrody - kawałek trawnika, ścieżka, beton, drzewo/drzewko.

A jednak ogród w Wojsławicach i ogródki przy współczesnej, dobrej architekturze mają wspólny mianownik. Jak na razie, to co zauważyłam to dopracowanie szczegółów i dobre materiały. Mam nadzieję, że u nas tego (i na to) nie zabraknie.

A na koniec pierwsze kroki w butach Poli, czyli Pola W Butach wygląda tak:

piątek, 1 lipca 2011

Finanse i maliny

Kolejne pół roku minęło. Sprawy dzieciowo-zawodowe trafiły w swoje codzienne koleiny, czyli ja pracuję, Pola zostaje z opiekunką. Dzięki temu (że wszystko jest w koleinach) mogliśmy się trochę pozbierać i zacząć kalkulować czy z wiosną uda nam się ruszyć z budową. Wydawało nam się, że jeśli będziemy mieć ok. 40 tys. w gotówce, to można startować. Ale wydawanie wydawaniem -- wszystko trzeba mieć na papierze (no, desce czy innym desku) skalkulowane.
Wydatki, które musimy ponieść do stanu 'zero', czyli pierwszego etapu budowy:
  • droga -- 2400 zł;
  • szambo -- 3700 zł;
  • przyłącze wody -- 5500 zł;
  • przyłącze prądu (budowlane) -- 1700 zł;
  • prace geodezyjne -- 900 zł;
  • wyprowadzenia instalacji w płycie podłogowej -- (jeszcze kalkuluję co trzeba, ale myślę, że nie więcej niż) -- 500 zł;
  • roboty ziemne (wg kosztorysu) -- 9600 zł;
  • fundamenty (wg kosztorysu) -- 34000 zł;
  • posadzki i podłogi (wg kosztorysu) -- 21500 zł.
Co daje kwotę blisko 80 000 zł !!!

A ceny kalkulowane na koniec 2010 r. Chyba nam przyjdzie czekać na gwiazdkę z nieba. :(

A gdzie maliny?
Byliśmy dziś na działce. W chaszczowisku rosły sobie krzaczuszki. Nieduże. Na nim ze dwie malinki, ale jeszcze zielone. Obok - kupa kupy - wywalona przez sąsiada za płot zawartość kosiarki. Chyba będę musiała z nim 'poważnie porozmawiać'. Tyle optymistycznego akcentu. ;)

O czym to ja dzisiaj...

...chciałam pisać...
Rano spojrzałam jak prawie co dzień za okno. Tuż na przeciwko buduje się chałupka. Szczegóły mi się nie podobają: czterospadowy dach z kilkoma lukarnami, złote szprosy w oknach, ale...
Obserwuję wzrastanie tego domu od kiedy się wprowadziliśmy, czyli jakieś pięć lat. Początkowo był to stan surowy otwarty, przykryty czerwoną, angobowaną dachówką, wszystkie otwory były szczelnie zabite dechami. W takim stanie stał jakieś dwa czy trzy lata. Pewnego pięknego ranka zauważyłam, że nagle dom ożył - zamiast dech pojawiły się okna. Ale chałupka nadal świeciła pustkami. Mogłam sobie pooglądać złote szprosy. ;) Później zauważyłam, że w najbliższej okolicy są jeszcze przynajmniej trzy domy wybudowane wg tego projektu - jak widać ma coś w sobie, co przyciąga wielu.
W niemalże codziennej obserwacji zauważyłam, że wszystko było robione starannie i solidnie - spoiny w porothermie są równe i bez rozmazań zaprawy, dachówka równo położona, zabezpieczenia niewykończonych elementów. Widać właściciele i przyszli mieszkańcy nie śpieszą się z zamieszkaniem, ale budują tak, żeby w przyszłości nie poprawiać. Nie powiem - ja też bym tak chciała. Poszczególne etapy budują widocznie z tego co zarobią, ale do kolejnego 'skoku' przygotowują się z nie spiesząc się, z namysłem wybierając materiały i ekipę. Jak dla mnie ideał. ;) Tak myślę.
W ubiegłym roku byłam w ciąży i więcej czasu spędzałam w domu. W domu wykonano instalacje (w tym ogrzewanie podłogowe) i tynki wewnętrzne.
W tym roku niedawno zaczęli ocieplać wełną mineralną całość. Wygląda na to, że niedługo skończą. Ciekawe, czy przyszli mieszkańcy zdążą się wprowadzić przed naszą wyprowadzką?

wtorek, 29 marca 2011

Chaszczowisko

Dziś nasze chaszczowisko zostało wzbogacone o kilka badyli. W sobotę dostałam kilka malin do zasadzenia i dwa kwiatki wiosenne. Pierwotna dżungla zryta przez dziki wcale nie nabrała przez to znamion ucywilizowania, bo badyle wtykałam jak leci. Czy coś z nich wyrośnie - zobaczymy latem. :) Jeśli tak, to jesienią może zjemy pierwsze własne plony. A dwa kwiatki wiosenne zasadziłam pod samosiejnym jesionem. Mam nadzieję, że drzewko przetrwa budowlane perturbacje i wyrośnie nam pięknie.

niedziela, 13 marca 2011

Wiosenna inspekcja

U sąsiadów prace ruszyły pełną parą. Wykopy pod fundamenty wykopane; humus po całej działce rozplantowany; droga utwardzona.

Z tą drogą to teraz mamy zagwozdkę. Sąsiadka zadzwoniła, że to co było (gruzowe śmieciowisko) musieli wywieźć, bo się do niczego nie nadawało i nawieźli tłucznia. I co my na to, czyli czy partycypujemy w kosztach. Bagatela 3300 zł ich to kosztowało. Jak takie koszty rozdzielić? Sprawa nie jest prosta, bo działki drogowe są dwie, z czego jedna ma trzech właścicieli, druga bodajże szesnastu (lub więcej). Z czego bezpośrednio przy drodze, tych którzy mogliby z niej korzystać jest sześciu, ale jeden już pobudowany ma dojazd z drugiej strony, drugi (a właściwie dwóch) możliwy dostęp od drogi głównej (działka narożna), trzeci to sprzedawca działek, który pewnie nie będzie chciał partycypować w kosztach drogi a kiedy znajdzie klienta - nie wiadomo. Zostaje trzech współwłaścicieli, którzy mają szansę się dogadać, ale w jakich proporcjach? My mieszkamy najdalej, to będziemy korzystać z całego wybudowanego kawałka, ale jeszcze sporo musimy dobudować. Ten co ma najbliżej nie będzie pewnie zainteresowany w partycypacji w kosztach dalszej części. Zagmatwane.
Niewiele myśląc odpaliłam arkusz kalkulacyjny. Żeby nie było - jak najbardziej legalny. Podzieliłam drogę na odcinki. Zrobiłam małą macierz uwzględniającą odcinki, długości, współwłaścicieli, ich wykorzystanie poszczególnych odcinków etc. Wyłoniło się kilka kwot, zależnych od przyjętych warunków, których jeszcze nie znam. O te ma się dowiedzieć Sąsiadka. W każdym razie ja już jestem przygotowana z odpowiedzią.

Małe podsumowanie.
Zanim rozpoczniemy budowę domu czekają nas wydatki:
- droga (ok. 700 zł +/-100 dla Sąsiadów) + dobudowanie kawałka do nas;
- przyłącze wody - ok. 6500 zł;
- druga rata za przyłącze elektryczne - 1200 zł.
Wtedy nasza działka będzie miała dojazd, prąd i wodę w działce. :D

sobota, 12 marca 2011

Ptasie plany

Zapewne jak każdy budujący wyobrażam sobie, co będzie się działo, gdy ta nasza chałupka już stanie. Jakie będzie otoczenie; co zrobimy w ogródku; co warto byłoby zrobić, żeby było miło, wygodnie itd.
Dzisiaj podczas naszych (prawie)cowieczornych rozmówek z Mi, pod wpływem lektury książki prof. Kruszewicza, stwierdziliśmy, że zrobimy jakieś oczko wodne lub poidełko dla ptaków. Jest to podobno świetne miejsce do obserwacji. Jeśli zostanie mi mój nawyk w miarę wczesnego wstawania, to na pewno ogromnie przyjemna będzie możliwość podglądania różnych sikorek, mazurków i kopciuszków (tych w okolicy jest najwięcej) z własnego okna. Trzeba będzie również zadbać o zachwaszczenie całej działki. Coby obrosła różnymi krzaczorami. I od dłuższego czasu myślimy o trawniku nie takim, do cotygodniowego koszenia, ale bardziej takiego łąkowego. Który będzie się kosiło dwa razy do roku - jak łąkę. Mmm...

Sąsiedzki start

U nas zapowiada się przestój. Niestety, prawdopodobnie dłuższy. Za to u sąsiadów prace ruszyły pełną parą. Wczoraj, przejeżdżając obok działek zauważyłam, że kopareczka sobie kursuje w te i we wte. Pewnie humus ściągali. Jutro podejdziemy zobaczyć co widać pod poziomem gruntu. Fajnie, że coś się dzieje. Szkoda, że u nas wiatr tylko hula. Przynajmniej nasz jesionek-samosiejka będzie sobie rósł.

czwartek, 17 lutego 2011

A jednak... wiosna coraz bliżej

Jaskółka, tfu, skrzyneczka już przyleciała i stoi. Ma prawidłowy numerek działki, więc na pewno nasza. Wczoraj dzwonił pan, że jeśli chcę brać udział w odbiorze, to mogę zadzwonić pod podany numer i czy może nie wysyłać powiadomienia listem poleconym bo mu się nie chce. Tzn., że się nie chce, to nie powiedział, ale przecież wszyscy wiedzą o co biega.
Obeszłam sobie dzisiaj działkę wkoło. Widać niejaki ruch na nieużytku po ciąganiu mediów, deptaniu spacerowiczów - spora ilość psich odchodów, wrrr, i dzicze buchtowiska. Te to chyba najbardziej zmieniły wygląd działek. Mam nadzieję, że poziomki przetrwały.
W przeciwieństwie do ubiegłego roku jest wyjątkowo sucho. Ciekawe z czego to wynika, skoro opady śniegu były spore. Zobaczymy co się będzie w kwietniu działo.

wtorek, 1 lutego 2011

A jaskółki frru...

Myślałam, że z prądem spokój. A tu dzisiaj dzwoni sąsiadka z działki obok, że energetyka nie chce im odebrać prądu bo kwestionują jedną zgodę na dysponowanie działką do celów budowlanych. W czym problem? Nasze działeczki leżą przy działce drogowej, która ma dość dużo współwłaścicieli. Żeby cokolwiek na niej zrobić wymagana jest zgoda wszystkich.
W sumie nie jest najgorzej, bo do każdego współwłaściciela można złapać kontakt (co czasem nie jest proste), ale dwójka współwłaścicieli, korzystając z dobrodziejstw włączenia nas do Unii, wędruje sobie po świecie. Ostatnio widziano ich w Grecji. Tam udało się mnie ich namierzyć i takie upoważnienie wycisnąć, zaś sąsiadka nie była tak skuteczna i ma upoważnienie od pełnomocnika.
I tu małe kuku... prawo w przypadku wyrażenia zgody na takie dysponowanie nie przewiduje pełnomocnika - właściciel musi wyrazić ją osobiście. Czyli sprzedać nieruchomość można przez kogoś, natomiast wyrazić wolę na jej temat - już nie. Taki sobie mały absurdzik polskiego prawodawstwa.
Jak myślę najlepszym rozwiązaniem problemu byłoby skorzystanie z mojego upoważnienia. Jakby nie było dla mnie też to przyłącze było budowane.
Pytanie, na ile to będzie blokowało możliwość przyłączenia naszej skrzyneczki.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

No właśnie... wiosny nie czyni

Po telefonach do energetyki i wykonawcy naszej skrzynki z ramienia tejże [energetyki] sprawa się wyjaśniła. Wiosny nie ma. Naszą skrzynkę wykonuje kto inny niż skrzynkę sąsiadów, ale... nasz wykonawca miał się przyłączyć do skrzynki sąsiadów - bo ich wykonawca miał wykonać przyłącze licznikowe i rozdzielcze (zabijcie, jeśli dobrze zapamiętałam, może jakieś inne) - a tego jeszcze nie było, więc nasz się nie przyłączył. I nie wykonałby naszej skrzynki jeszcze przez najbliższe kilka tygodni, bo zanim tamten by zgłosił, energetyka odebrała i poinformowała tego [naszego wykonawcę], że już się ma do czego podłączyć i on się podłączył i postawił naszą skrzynkę, to minęłoby następne kilka tygodni. Ufff...
Ale teraz, gdy ja już go poinformowałam, że ma się do czego przyłączyć, to on w te pędy (w przyszłym tygodniu) skrzyneczkę postawi i tydzień później energetyka odbierze. Git. Czyli wiosna za dwa tygodnie a mogła za dwa miesiące.

niedziela, 30 stycznia 2011

Pierwsza skrzynka wiosny nie czyni

Dwa dni temu Łu przybył z wiadomością, że na działkach postawili skrzynki elektryczne. Dzisiaj ruszyliśmy na niedzielny spacer w tamtym kierunku. Skrzyneczki stoją śliczne, tylko... mała konsternacja. Jest skrzynka dla działek 354-355 i dla działki 356. A dla nas coś nie widać. Jutro trzeba będzie wyjaśnić co zacz. Za skrzyneczkę i przyłącze zapłaciliśmy. Ba, nawet w umowie napisali, że część prac razem z przyłączem działki 356. Czemu więc sąsiedzi mają a my nie? A może to jedna skrzyneczka? Słupek geodezyjny oczywiście wykopali i trudno nawet stwierdzić, czy skrzynka stoi na jednej czy na dwóch działkach. Może jest jakaś wspólna?

Druga sprawa - przyłącze wody. Ja optuję za jak najszybszym zrobieniem przyłącza. Wszystko mamy już gotowe, projekt, uzgodnienia, wybrana firma, ba - nawet zgłoszenie będzie 'uprawomocnione' za parę dni. A tu Łu zaczyna temat, że może by przyłącze zrobić na koniec budowy.
Argumenty za:
- cały czas się dysponuje tą gotówką, którą trzeba by jeszcze wydać na przyłącze (jeszcze ok. 5500 zł);
- można wcześniej zrealizować np. etap fundamentów;
- nie trzeba będzie zabezpieczać końcówki przyłącza przed przemarzaniem (studzienka wodomierzowa).
Argumenty przeciw czekaniu:
- pieniądze wydane nie są pieniędzmi straconymi - zrealizowanie przyłączy dość znacznie podnosi wartość działki (to tak w razie gdyby jakaś straszna tragedia...);
- taniej nie będzie;
- czekać nie można dowolnie, realizacja jest obwarowana trzema datami - ważności zgłoszenia, uzgodnieniami (dostarczenia wody i z gazownią, bo przyłącze biegnie przez teren ochrony rurociągu gazowego); aby nie trzeba było wszystkiego załatwiać od początku to ważna jest data 13. kwietnia 2012 roku;
- do każdego etapu budowy potrzebna jest woda i tę trzeba by dostarczać w inny sposób co generuje koszty i problemy (zakup baniaka, pilnowanie go, wożenie i dźwiganie wody).

W każdym razie ja nie widzę żadnego powodu, żeby zwlekać.

czwartek, 27 stycznia 2011

Ekonomia i warunki rynkowe

Jako, że ostatnio dużo czasu spędzam w domu (Bąbelina od trzech miesięcy jest wśród nas), grzebię dużo po necie w różnych tematach. Wczoraj w notce dałam namiary na bloga dotyczącego finansów domowych. Na pewno możliwości oszczędzania i ogólnie zarządzanie kasą w rodzinie takiej jak nasza (czyli dość standardowej) ma duży wpływ na możliwości budowlane i organizację budowy. W każdym razie temat mnie wciągnął i zaczęłam go drążyć. Stąd kilka konkluzji...
1. Zarabiać, oszczędzać, zarabiać, oszczędzać. Co bardziej - to już zależy od doradcy. Możliwości zarobienia jakieś są, jednak nie nieograniczone. Możliwości oszczędzania - to samo. Truizm.
2. Ważne jest zaplecze finansowe. Jeno, to wszędzie piszą o 'funduszu bezpieczeństwa' - Ok. jakiś drobny mamy. Wydatki mniejsze niż dochody - tu również OK, choć ciągle nie tak jak bym chciała.
3. Mimo że w pkt. 2. wydawać by się mogło, że OK, to jednak budowa diametralnie zachwieje stabilność finansową budżetu domowego. Zupełnie przesuną się posiadane środki. Co niby nie zmniejszy ich wartości, jednak czy działka (warta x) z połową budowy budynku wartego y daje w sumie x+1/2y? Wg mnie zdecydowanie nie.
4. Jednak... już jestem przekonana co do tego, że nie ma co za wcześnie zaczynać budowy. Zakładaliśmy, że w tym roku fundamenty, w przyszłym (a może jeszcze rok później) stan surowy i w tym samym albo z rocznym poślizgiem zamknięcie tego stanu (czyli SSZ - stan surowy zamknięty). Później ( w tym samym lub następnym roku) sprzedaż mieszkania i szybkie dopięcie budowy. Taki schemat to jednak ostateczność. Po tych analizach ekonomicznych doszłam do wniosku, że lepiej mieć gotówkę niż murki fundamentów. Dlaczego?
a) Wartość działki (jako inwestycji kapitału) rośnie. Dodanie infrastruktury dodatkowo zdecydowanie ją podnosi. W razie gdyby coś... Wartość działki z rozgrzebaną budową byłaby znacznie niższa.
b) Gotówka na koncie pracuje. Nie tylko w ten sposób, że wpadają odsetki. Również przez możliwość kupienia czegoś tanio, zainwestowania w program, dzięki któremu się zarobi.
c) To również ochrona przed stratami. Nie ukradną jakiejś rurki, myszy nie zjedzą ocieplenia fundamentów, a kret nie zepsuje się w przewodzie do wentylacji.

Oczywiście są i zagrożenia. Główne jakie widzę, to wzrost kosztów budowy: ceny materiałów i robocizny. Pod tym kontem próbowałam dzisiaj analizować, co się dzieje na rynku budowlanym. Prognoz na materiały jeszcze nie sprawdzałam. Vat na materiały budowlane już wzrósł i nic z tym nie mogliśmy zrobić, więc nie będę sobie tym zaprzątać głowy. Może za rok spadnie?
Jeśli chodzi o wykonawstwo, to do głowy przyszło mi otwarcie się niemieckiego rynku pracy i ilość budów w okolicy. Ciekawa jestem, jaka jest ilość wydanych pozwoleń na budowę w powiecie wrocławskim. Może ktoś wie? Takie ogólne i niezbyt aktualne dane można znaleźć na stronie Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, ale to trochę mało do prognoz dla mnie. ;)

środa, 26 stycznia 2011

Przed budową

Po pierwsze, pewnie błędnie, mam potrzebę poukładania sobie wszystkiego, zanim zabiorę się do tak wielkiego zadania jak budowa domu. Jak myślę nie jest problemem rozgrzebać budowę, nawet może i skończyć papierkiem 'budowa zakończona', ale po drodze nie osiwieć, nie rozwieść się, nie stracić radości życia, kontaktu z dziećmi itd. - to pewnie jest trudniejsze.

Może to ja taka 'asekuracyjna' jestem? Pewnie tak. Wczoraj trafiłam na bloga Finanse Domowe. Dużo z tego, co tam napisano ostatnio wdrażałam czy w jakiś inny sposób przerabiałam. Trochę pod wpływem lektur w necie, trochę pod wpływem własnej intuicji. W każdym razie tam opisana potrzeba zabezpieczenia się ostatnio we mnie siedzi i dużo w tym temacie przerabiam. I teoretycznie i w praktyce (we własnym życiu).

Roczek minął...

...tutaj cichutko, co nie znaczy, że nic się nie działo.
Po pierwsze zaczęłam pisać bloga na forum Muratora. Niewiele tego wyszło, bo widocznych postępów w budowie brak. Wystarczyło jednak, żebym zraziła się do tamtego dziennika budowy. Z jednej strony fajnie mieć wszystko połączone - wyszukiwanie okazji, bazę informacji o budownictwie, znajomych związanych z tematem. Z drugiej - kichowato działają tam dzienniki. Jeszcze nie wiem jak to zrobić, żeby np. tu pisać a tam? Może wklejać tylko linka? Nie wiem czy tak wolno. Obaczy się później.
Link do tamtych wpisów: http://forum.muratordom.pl/blog.php?112743-Conena
i chyba wystarczy.

Jeśli chodzi o postęp w budowie...
tak jak napisałam wyżej 'widocznych postępów brak. Co nie znaczy, że nie ma 'niewidocznych. Zgodnie z założeniami przeszliśmy etap pozwolenia na budowę. Papierek mamy w ręku. W tej chwili mam uczucie, że stoję przed wielką białą planszą, na której ma się znaleźć wszystko, co będzie dalej. Cały plan, harmonogram, kosztorysowanie. I to nie tylko budowy, ale naszego życia. Trzeba w to wpleść możliwości finansowe i finansowanie, możliwości czasowe, nadzorowanie, zgranie sprzedaży mieszkania z przeprowadzką, chodzeniem dzieci do szkoły czy przedszkola, pracą. No i chwilą dla siebie.
Łatwo nie będzie. Od paru miesięcy pilnie studiuję, jak zrealizować plan możliwie bezproblemowo i bezbólowo. Od strony ekonomicznej, zdrowotnej, psychicznej ;), organizacyjnej. Uff, jak tak zaczynam pisać, to już tą wielką górę przed sobą widzę. STOP. Jeden. Dwa. Trzy...
Po pierwsze podział na etapy. Te etapy na zadania. Wydzielić budowę przyłączy, ogrodzenia od budowy domu - każdy z tych procesów jest w pewnej części niezależny. Te pierwsze to drobiazgi. Dom to znowu 'za duża góra', więc trzeba ją podzielić na mniejsze pagórki. Sama się już w blogu zagmatwałam więc trzeba ruszyć od początku.