środa, 26 lutego 2014

Nic nie piszę...

...bo jak zaczynam myśleć o czym, to trochę za dużo się tego bierze. I znowu musiałabym pisać, że mnóstwo rzeczy pozaczynanych, ale niedomkniętych. Jak niedomknięte, to nie ma się co chwalić. A końców nie widać. Z takich drobnych 'przebłysków' to robi się elewacja i już jest w całkiem zaawansowanym stadium. Komin skończony, choć nieobrobiony. Kupiliśmy parapety - z granitu strzegomskiego; jeden jest już nawet zamontowany. A poza tym plany, plany, plany, aż w głowach huczy. Jak rozplanować każde wnętrze dokładnie. Łazienki są stosunkowo niewielkie, mieszczą wszystko, ale żeby było wygodnie i zgrabnie to sporo musimy się nagrzebać, żeby dopasować. Nie chcę zanudzać dywagacjami np. na temat szafki podumywalkowej (którą wertowaliśmy przez kilka wieczorów, żeby zrezygnować ostatecznie), bo to nudne jak flaki z olejem. Ale swoje przetrawić musimy. To idę trawić.

czwartek, 20 lutego 2014

Babole i kalafiory...

...tym razem nie z nomenklatury Poli.
Jojczałam nad wykonawcami, choć chyba ogólnie raczej ich chwaliłam. Przyszedł czas na omówienie błędów.
1. Bomba zegarowa pod fundamentami. Już chyba wspomniałam, że wykonawca przyłącza zostawił nam łączenie rury wodnej poniżej płyty fundamentowej. Ostatnio ruszyliśmy ten temat i chyba trzeba będzie go naprawić, póki się da. Jedyne wyjście, jakie przychodzi nam do głowy, to dokopanie się do rury z zewnątrz, ucięcie, być może zrobienie studzienki wodomierzowej (choć pytanie, czy ostatecznie wodomierz nie powinien być w środku?) i w jakiś inny sposób przeprowadzenie rury do budynku. Ponieważ chodzi o rurę wodną, więc trzeba by to zrobić tak, aby w zimie nie zamarzała. Nie mam pomysłu jak. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to że może dałoby się w tę rurę, która jest, wetknąć inną o mniejszym przekroju? Np. cienkościenną miedzianą? Bo inna alternatywa to rozwalanie płyty podłogowej co nam się zupełnie nie uśmiecha. Wrr...
2. Okna. Pisałam, że osadzili krzywo? Pisałam. Ale już poprawili, więc temat zamykam.
3. Dach. Hmm... Momentami boję się myśleć. Okna połaciowe zamontowane krzywo, co trochę widać tutaj:
Poza tym folia paroprzepuszczalna pod oknami źle podocinana (za głęboko), źle powykładana na okna. Nie mówiąc już o tym, że okna za wysoko (ale tu chyba już nie przeforsuję swojego zdania), bądź za nisko (garaż do poprawy) zamontowane.
W kalenicy wypatrzyłam, że taśma kalenicowa, taka blaszana, która powinna leżeć na dachówkach, przykrywa tylko górną część zamka dachówki. We wszystkich filmach instruktażowych nachodzi na tę gładką część. I teraz pytanie, czy im dach się nie zbiegł? I jak to poprawić? Ostatecznie mogłoby być, ale... taśma powinna być dokładnie doklejona do dachówek. Nie jest. Odstaje. Również kołnierze przy oknach dachowych wyglądają, jakby miały odlecieć. Może dlatego, że wykonawca miał świadomość, że okna do poprawy i trzeba będzie zdejmować? Wrr... Kolejna sprawa - koślawe cięcie dachówek. Nie tak bardzo, ale mogłoby być bardziej proste.
Największy babol może będzie widać tutaj:
Może w tym ujęciu słabo to widać, ale końcówka kalenicy się zapadła. I teraz pytanie, czy tylko łata kalenicowa lekko siadła? To byłby mały problem. Czy ostatnie krokwie się poddały. Nam wychodzi, że jednak to drugie, ponieważ:
a) pod spodem podbitka wygląda, jakby już się zwichrowała;
b) w projekcie jest to jedyna krokiew, która nie ma wzmocnienia jętkami! mechanika dachu pi razy takiego jak nasz jest świetnie opisana tutaj pokazuje, że krokwie powinny być związane, a u nas nie jest. A zawsze zastanawiało mnie, czemu przy szczytach dachów są takie, czasem ślicznie zaprojektowane, hmm, jak się nazywa taki element?
Lecę do pracy.

sobota, 15 lutego 2014

Obiecana koza...

...i inne wrażenia z dzisiaj.
Koza wygląda tak:
Tak jak pisałam całkiem malutka, ale jak w tym kawale, jak już wszystkiego będziemy mieli dość to będzie co wystawić z chałupy.
Komin do kozy już prawie skończony. Ale 'prawie' czyni wielką różnicę. W piątek dowiedziałam się, że jeszcze jakichś cegieł nie ma na wykończenie. Nosz, !@#$%^ przecież wiadomo było, że będą potrzebne tak już ze trzy miesiące. No niestety, fachowość fachowością ale planowanie niektórych przerasta. To samo ze styropianem... chcą już, natychmiast (w czwartek). A tu figa, bo będzie dopiero we wtorek. Hurtownicy nie trzymają styropianu na stanie, bo jest ogromnie przestrzeniożerny. Tylko na naszą chałupkę potrzeba blisko 40m3. To kilka ładnych transportów, choć wiezie się prawie samo powietrze.
A płyta, czy jak się to nazywa, komina wygląda tak:
Szczerze powiedziawszy w jakiejś poczytnej gazecie tematycznej oglądałam podbudowę pod komin. I tutaj 'nasi' fachowcy biją tych gazetowych na głowę. Wymurowane (tam podbudowa była z belek! drewnianych!), równo i solidnie. Ładnie?

A tu jeszcze zdjęcie z komina z pozdrowieniami dla Dorki i Marcina:

piątek, 14 lutego 2014

Dużo się dzieje...

...ciąg dalszy.
Mieliśmy jutro hulać po działce z grabkami. Ale rozdziału 'Grabki i koparki' nie będzie, bo koparka odmówiła współpracy. Dodatkowo Po przyniosła z przedszkola jelitówkę. Na razie ona nam tu upiększa dywany, kanapy i inne łóżeczka. Ciekawe kiedy przyjdzie kolej na nas.

Dużo się dzieje...

...ale żadnych spektakularnych sukcesów (finiszów) nie widać. A o tym bym najchętniej pisała. Mogłabym napisać, że okna są, ale... główny budowlaniec zwrócił nam uwagę na to, że okna na wschodniej ścianie lekko wystają ze ściany (to nie problem), ale - co gorsza - krzywo wystają. Są dwa okna, jedno pod drugim, nie dość, że jedno do drugiego nie trzyma płaszczyzny, to jeszcze są skośnie względem ściany. Nie wiem czy to duży problem. Łu też. Zapytaliśmy kierownika budowy - kazał poprawiać. Dzisiaj był wykonawca ale jeszcze nie wiem co uradzili. Jak dla mnie, to rozwalanie czegoś gotowego i poprawianie będzie się wiązało z odrywaniem taśm izolacyjnych, wycinaniem okna ze ściany, być może jakimiś uszkodzeniami. Może nie warto?

Aaa... skończyli ścianki działowe. Są już wszędzie gdzie trzeba. Dzieciaki mają swoje pokoje i widzę, że bardzo to przeżywają. Mi ostatnio pytał wykonawcę, czy to naprawdę jego pokój. :) O dziwo nawet Po (3 lata i 4 mies.) dopytuje się o swój pokoik, meble, obiecane łóżko.
Ścianki ledwie postawili, to już je rozwalają. ;) Ostatnie dni to tylko wiertarki i młoty podobno słychać do nas w ciągu dnia. Trzeba porobić przejścia dla rur, kabli, wentylacji.

Elektryk jutro ma skończyć rozciąganie kabli. Jednak 'rozszycie' szafy zostanie na 'po tynkach'.

Wentylacja wygląda, hmm, ciekawie? Po chałupie porozpinane są rury, na oko fi 30. Zupełnie sobie nie wyobrażam jak taka wentylacja sprawdzi się w takim małym domku. W sklepach to widać takie wielkie rury pod sufitem i to się rozumie. Ale w domu mieszkalnym? Nie spotkałam nigdzie. Może to przesada? Może się za dużo naczytaliśmy różnych nowości? Rzeczywistość zweryfikuje.

Hydraulik przeprowadził już część rur wodnych i część kanalizacyjnych. Łu jeszcze szybko w nocy zamawiał podtynkowy moduł do baterii i odpływ liniowy do prysznica. Zostały już chyba tylko drobiazgi (nie licząc podłogówki, która będzie robiona gdzieś w połowie marca, po zamknięciu wszystkich innych otwartych spraw). Mamy też jednego babola wykonanego przez wykonawcę przyłącza wody (co go tak chwaliłam przed chwilą). W sumie nie wiem na ile to babol a na ile bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem. Mianowicie pod domem mamy łączenie rury wodnej, które wynikło z powodu dociągnięcia przyłącza trzy metry za daleko. Rura zamiast skończyć się w chałupie skończyła się ciut za wcześnie. Łu pogadał z hydraulikiem i czegoś takiego, czyli łączenia rury bez dostępu, nie powinno być. I teraz mamy zgryza, czy to odkopywać i co zrobić dalej. Można by na zewnątrz zrobić studzienkę wodomierzową. Ale i tak zostaje problem, jak dociągnąć rurę do wnętrza bez rozwalania płyty podłogowej, ocieplenia, izolacji, itd. Może dałoby się wcisnąć węższą rurę (np. miedzianą) do tej istniejącej? Trzeba będzie jednak kogoś dopytać, bo w sumie nie wiem z jakimi konsekwencjami mogłoby się wiązać rozszczelnienie. Podmycie fundamentów? Ech...

Dach - nadbitka czy podbitka cd.

Nadbitka wygrywa.
'Z pewną taką nieśmiałością' podchodziliśmy do nadbitki.
1. Bardziej nam się podobała;
2. w sumie wychodziła taniej (choć koszt trzeba ponieść szybko, a jest to jeden z kosztów, które nie są konieczne);
3. wymaga więcej dziubania przy dachu (choć ogólnie dziubania jest dużo mniej, bo wypracowanie konstrukcji pod podbitkę, wymyślenie co zrobić, żeby się płaszczyzny zeszły, wykończenia krawędzi jest dużo bardziej zagmatwane);
4. cały dach robi się raz i nie trzeba do niego wracać;
5. widać konstrukcję (co samo w sobie jest ozdobą);
6. nic się nie zagnieździ w przestrzeni pomiędzy podbitką a dachem (a trochę się nasłuchałam od dekarza);
ale...
wszędzie w koło widać podbitki. Teoretycznie ludzie chyba powinni wybierać to, co lepsze i tańsze. A nam w każdą stronę wychodziło, że nadbitka lepsza. Zniechęcał nas wykonawca, kręcąc nosem i zachęcając, że jak zobaczymy co zrobił u siebie to na pewno nam się spodoba.

A teraz...
Teraz wykonawca po raz kolejny zachwyca się efektem. Dzisiaj powiedział, że nawet sąsiad stwierdził, że szkoda, że nie zrobił u siebie.
No, jak sąsiadowi gul skoczył, to wybór nie mógł być inny. ;)

A na poważnie...
Mi się podoba. I już.

wtorek, 11 lutego 2014

Tyle się dzieje...

...że praktycznie ja przestaję ogarniać.
Robi się:
- komin, ale że wylali płytę pod zakończenie i ta płyta jeszcze nie wyschła, więc zabrali się za
- ocieplenie. Mieli ocieplać z tyłu garaż (od zachodu), ale o dziwo zaczęli z drugiej strony.
- Elektryka: w sobotę zrobili przyłącze do chałupki, zrobiony jest garaż i dół, góra chyba jeszcze nie; no i zaraz skrzynkę elektryczną trzeba będzie podłączać.
- Hydraulik był wczoraj. Już coś tam naznosił.
- Wentylacja ruszyła dzisiaj. Rano Łu pokazał co i jak. Po południu zdumiały mnie jakieś dziwne rury zeskładowane w salonie. Tak, wentylacyjne. Rozryli też kawałki ścian pod te rury.
- Studnia. Ponownie muszę pochwalić wykonawcę przyłącza wody. To gość, który robi (skutecznie) zanim się zdąży coś powiedzieć. Dwa telefony i jeden krąg studzienny zamówiony, dowieziony.
- Ogródek. W niedzielę kupiłam sobie swoje pierwsze grabki. :) Takie duże, nie do piaskownicy. W najbliższą sobotę mamy umówioną koparę i - mam nadzieję - okiełznamy nasze góry i doliny.

To pewnie nie wszystko, ale - jak napisałam - nie ogarniam. Muszę się zabrać za przygotowanie umów.

sobota, 8 lutego 2014

'Wykańczająca...

...wykończeniówka' przed nami.
Jak można wypatrzeć na zdjęciach, to SSZ się zamknął = wstawili trójkątne okno. Czyli każde pomieszczenie ma już swoje własne 'oko'. Niestety, SSO jeszcze ciągle nie jest ukończony. Dach czeka na skończenie ścianek (ścianki są niezbędne elektrykom), a do skończenia ścianek brakuje jeszcze dosłownie 10 (słownie dziesięciu) bloczków. Ale brakuje. No nic, standardowo założenie jest takie, że w poniedziałek ułożą te 10 bloczków i się wezmą za komin. Jak będzie komin, to będzie już można wstawić kozę (i zrobić zdjęcie, o które mnie Fifka molestuje) i lekko podgrzać wnętrza. Być może zaraz po tym wykończą dach? Ale pewnie znajdzie się jakiś powód, żeby go jednak nie skończyć. Wrrr...
My z Łu stanęliśmy z kolei przed zadaniem splantowania działki. Była szansa, że dzisiaj koparkowy coś wyrówna, ale jednak nie byliśmy jeszcze do tego przygotowani, jak powinniśmy. Jutro polecimy po sznurki do marketu, wystrugamy parę tyczek, i spróbujemy powyznaczać poziomy i określić kubaturę ziemi posiadanej i wymaganej. Nie wiem czy to się uda, ale będziemy próbować. Tylko co zrobić z tałatajstwem w tym czasie? Zamknąć w garażu na kłódkę?

poniedziałek, 3 lutego 2014

- Mama, wiesz...

...co to za ptak 'gołądz'?
- Gołąb?
- Nie! Gołądź.
- ???
A Wy wiecie?

Specjalnie dla Fifki...

...o kominkach, co wiem.
Ale wiem raczej nie za wiele, bo jakiegoś kompendium nie znalazłam. Nie pamiętam, czy korzystałam z jakichś specjalistycznych artykułów. To co wyskrobałam w Kominek, koza czy piec kaflowy... i następnych, to raczej przemyślenia po długotrwałych obserwacjach i próbie dostosowania możliwości i chęci do tego czym będziemy dysponować.
Artykuły w necie są raczej takie powierzchowne. Z portali, które specjalizują się w temacie i trochę szerzej opisują niż sprzedaż, to Kratki.pl. Może jeszcze coś ktoś podrzuci?
Spróbuj podejść do tematu od strony technicznej:
- mam tyle miejsca;
- taki przewód kominowy;
- mam/nie mam doprowadzenia powietrza do kominka (to trzeba uwzględnić, bo jeśli nie masz, to będzie wyciągał z pomieszczenia, co może prowadzić, paradoksalnie, do wychładzania;
- do ogrzania jest taka powierzchnia, w związku z czym potrzebuję kominka o wydajności XkW;
- czy planuję w nim palić często (ma być głównym źródłem grzania) czy tylko od czasu do czasu;
- czy mam gdzie składować drewno;
- czy kominek ma ogrzewać więcej niż jedno pomieszczenie (rozprowadzenie ciepła);
- a może mieć płaszcz wodny (skomplikowana instalacja);
jak coś jeszcze wymyślę, to spróbuję dopisać.

Zakładam, że chcesz coś małego, co świeci, ewentualnie trochę dogrzeje w chłodniejsze dni.
Kominki takie z wkładem wymagają sporo miejsca + jeszcze więcej w pomieszczeniu - bo mały pokój szybko się przegrzeje. Jeśli pomieszczenie jest mniejsze niż 15m i nie jest otwarte na inne pomieszczenia to raczej nie wstawiałabym niczego stałego, tylko pomyślała o biokominku, ewentualnie kominku gazowym.
Duże ograniczenie daje komin: nie postawisz nic dalej niż jakieś 2 metry od niego, musi mieć też odpowiedni przekrój (jaki - znajdziesz w necie).
Jeśli masz już określoną strefę przy kominie, strefę grzania i parametry komina, to można spróbować dopasować typy urządzeń.
Lecę po tatę na dworzec. Dopisz jakieś szczegóły/odpowiedzi na pytania, to spróbujemy coś pomyśleć dalej.

sobota, 1 lutego 2014

...

...czyli o wszystkim i o niczym.
Dołożyłam do galerii zdjęcia. Ostatnie zdjęcia z wnętrza z otwartą 'górką'.
Chwilę później zostały wytrasowane ścianki działowe i obecnie są już ułożone pierwsze rzędy bloczków wykreślających każde z pomieszczeń, ale tego już nie doczekałam.
Pojawił się problem z oknami dachowymi. Jak dla mnie są po prostu za wysoko. Podstawiłam sobie bloczek, taki pi razy oko wysokości przyszłej podłogi. I guzik - nie widzę co jest za oknem. Ale wszyscy panowie mnie zakrzykują (włącznie z Łu), że tak ma być. Bo to okna do oświetlenia pomieszczenia. Kurza, dziękuję za pomieszczenie, z którego nic nie widzę. 'Ale przynajmniej nie walnę się oknem w głowę'. No pewnie, bo ledwie jestem w stanie je otworzyć. Wrr...
Dla równowagi okno w garażu zamontowane jest podobno na takiej wysokości, że trzeba do niego 'na kolanach'. Wrr... Główny ból, że przeniesienie okna to cięcie membrany dachowej. Zakładanie jej i klejenie, gdy dachówki, łaty i kontrłaty na dachu - wicie rozumicie. 2x wrr...
A wszystko przez robienie na szybko, żeby zdążyć przed mrozem. I tak po prawdzie, to dzisiaj był pierwszy dzień, że mogłam wleźć na górę i na te okna popatrzeć. Po trzech tygodniach! Choć w sumie nie ma to znaczenia, bo membranę pocięli od razu.
Na dole ścianki urosły już mniej więcej do 170 cm i każde pomieszczenie zaczyna nabierać swojej własnej przestrzeni.
Nieco zadziwiła mnie długa perspektywa z 'małego' pokoju na dole:
W miejscu, z którego robione jest zdjęcie planowałam szafę. Ale może szkoda zamykać taką przestrzeń? Może lepiej byłoby tam postawić kanapę dla gości?
Łazienka na dole:
wydaje się malutka. Aż trudno sobie wyobrazić, że ma tam wejść całkiem spory prysznic, kibelek, umywalka z szafką, grzejnik i szafka na wodomierz. Ale że projekt mówi, że się zmieści, to pewnie się zmieści.

Wybraliśmy się jeszcze dzisiaj na rekonesans po sklepach w poszukiwaniu inspiracji łazienkowo-kuchniowo-oświetleniowo-lichowiejakich. Jak coś ładne to drogie. Jak solidne to bardzo drogie. A jak ładne i solidne, to już lepiej nic nie mówić. Łu spodobała się koncepcja blatu nad blatem (w kuchni). Może się skusimy. A mnie właściwie spodobał się tylko:
i jeszcze drugi stół, duży, rozkładany, na jednej nodze (takiego wyszukiwałam w necie, ale nie mogłam znaleźć), ale nie sfotografowaliśmy, bo się okazało, że po sklepie rozwieszone są tabliczki z przekreślonym aparatem. Trochę szczena mi opadła. Za to śmiać mi się chciało, gdy przy kibelkach zobaczyłam tabliczki 'proszę nie siadać'. Śmieszne tym bardziej, że Łu do tej pory wspomina tabliczkę w Szwajcarii NAKAZUJĄCĄ siadanie na kibelek siusiającym panom: 'absitzen bite' (jeśli dobrze pamiętam) i stosowny na tę okoliczność obrazek. Wracając do tego stołu ze zdjęcia, to Łu też się spodobał, ale wolałby nogi jednolite. A mnie się podoba właśnie przez tę kolorowość. W dość mdłych kolorystycznie pomieszczeniach, jakie planujemy, taki stół to wystarczyłby za wszystkie ozdoby. Ale ceny są po-wa-la-ją-ce. Rzędu nastu tysięcy.
Podobnie schody. Znaleźliśmy stoisko wykonawcy schodów, mniej więcej takich o jakich myślimy. Wycenione na 40k. Buchacha. Netowe ceny to ponad połowa mniej.
A na zdjęcie (za stołem) załapała się Po - biegająca boso po sklepie. Boszzzz i wybierz się tu z dziećmi do sklepu! O dziwo nigdy (tfu, na psa urok) żadno moje dziecko nie narozrabiało w sklepie. I tylko z tego zaufania do nich w sklepach bywam spokojna. W przeciwieństwie do wszystkich w koło, bo dwa diabły wyglądają, jakby chciały piekło podpalić.