środa, 29 stycznia 2014

Parametry okna...

...jednak nie są fatalne. W wielkich oknach nie są też dokładanie takie, jak myśleliśmy. Tam zastosowane są pakiety z szybami 6mm, a parametry to Ug (szyby) = 0,6, a g = 49%. Czyli mniej niż wg uzgodnień (0,5 i 51%), ale też nieźle. Zaś ze względu na wielkość okien szyby 6mm będą chyba bardziej odporne na ewentualne rozbicie lub włamanie.

wtorek, 28 stycznia 2014

Bezsenne noce inwestora...

...po raz kolejny. ;)

Okna zamontowane, czym cieszyłam się w poprzednim poście, ale...
Zaczęłam wypytywać Łu o parametry okien (poprzedni post), trąciłam kamyczek, który ruszył współczynnik g. Czym jest współczynnik g? Pewnie nie zaprzątałabym sobie dalej nim głowy, ale jednak tym razem musiałam - jest to taki współczynnik, który mówi ile energii słonecznej przedostanie się do środka. O ile w lecie chodziłoby o to, żeby jak najmniej, o tyle w zimie - jak najwięcej. No i nam zachwalał sprzedawca taki pakiet, jak do domów pasywnych z bardzo wysoką, bo 51 procentową przepuszczalnością (wobec 37% standardu). Do uzyskania takich parametrów pakiet szybowy wygląda tak: 4/18/4/18/4. Czyli 4 mm szyby/18 mm argonu/4 mm szyby/18 mm argonu/4 mm szyby. A tu się Łu uwidziało, że na naklejce było 4/16/4/16/4. I takie pakiety przedstawia w głównym miejscu firma, która bodajże nasz pakiecik szybowy składała. A to ten gorszy. Tylko, że już trochę po ptakach, bo okna zamontowane, a naklejeczki były z boczku. Czyli nic nie zobaczymy. Chyba, że jakiegoś śmiecia znajdziemy na działce. Ale od czego pomysłowa żonka? Zmajstrowałam urządzonko do sprawdzenia (z kartonu - bo elastyczny - wycięłam coś, co ma szczelinę 48 mm, czyli jak pod ten grubszy pakiet szybowy); jeśli zostanie luzik 4 mm, to zostaliśmy zrobieni w bambuko. Ale może nie zostaliśmy zrobieni? W każdym razie Łu teraz wzdycha i łamie się, czy nie pojechać od razu sprawdzić. Hmm, tylko, że jeśli pojedzie, i faktycznie zobaczy luz, to i tak nie będzie mógł spać. I ja też. Wrrr...

* * *

A tak a'propos warczenia, to ostatnio w przedszkolu kolega warczał na Po. Jakoś zwierzęce instynkty z nas wychodzą. A może tak prościej i zdrowiej niż dusić w sobie. Albo kląć? Wrrr....

SSO* i SSZ**...

...można uznać za osiągnięte. Prawie. Choć wiadomo, że 'prawie' czyni wielką różnicę.
Nie spełniły się moje przewidywania co do zmiany terminu montażu okien. Nie bardzo rozumiem czemu, skoro temperatura była zbliżona do tej czwartkowej. Nieważne. Ważne, że okna już są. I tu powinien się znaleźć mój uśmiech od ucha do ucha. :D

Oba etapy są 'prawie', bo ciągle brakuje komina, dach też ma jeszcze trochę niedoróbek, do domknięcia SSZ nie dowieźli jednego okna - tego trójkątnego. Niemniej do chałupki już się z Po nie dostałyśmy, tylko obeszłyśmy (prawie po ciemku, więc zdjęć niet) w koło. Jak dla mnie to trochę mało. Poleciałabym jutro z samego rana, ale rano też jest ciemno. Buuu...

Teraz zaczniemy się na poważnie obawiać złodziei. Brrr...

Jeśli chodzi o parametry okien, to wybraliśmy takie bardziej energooszczędne, licząc na to, że przez te ogromne tafle nie będą się nam pomieszczenia wychładzać. Jak się okazało, to po trzech latach (od kupna i kosztorysowania projektu) technologie tak poszły do przodu, że po sporo mniejszych kosztach można dostać znacznie lepsze okna. Lepsze przynajmniej na papierze. ;) Jak wyjdzie, to się okaże. W domu zrezygnowaliśmy z kaloryferów i zostaliśmy na samym ogrzewaniu podłogowym, dlatego ważne jest, żeby nie było miejsc, skąd będzie 'ciągnąć'. Zupełnie nie mamy doświadczenia z 'super' oknami. Miejsca, które znamy mają raczej standardowe okna. Deweloperzy raczej się nie wysilają.
Tak cyferkami:
Współczynniki Uw mniej więcej na poziomie 0,7 - jeśli komuś coś to mówi. W projekcie były przewidziane 1,2.
Komory dwie, czyli szyby trzy o grubości 4 mm. Ciepłe ramki. Montaż też jeden z ciepłych - z foliami paroprzepuszczalnymi (z zewnątrz) i paroszczelnymi (od wewnątrz).

* * *

Ha, przyszedł mąż i dał mi pierwsze klucze do własnego domu. Skoczyłam prawie pod sufit. :D Zaraz ściągnął mnie na ziemię i zabrał mi klucze... wrr... bo budowlańcom trzeba dać. :(

* Stan Surowy Otwarty,
** Stan Surowy Zamknięty.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Odwilż...

...we wtorek (okna!) odwołały już wszystkie stacje pogodowe. Teraz ma być w czwartek. Ciekawe kiedy firma od okien zapowie nam zmianę terminu.

niedziela, 26 stycznia 2014

- Mamo, zbudowałam...

...śmigacz.
- Naprawdę? Pokaż.
- Tu ma cendlit, a tu cundat. A z przodu jest pistondlit.
- ???
- A tu jest przejście do hamuseno.
- Aha.

* * *

- Mama ma ręce mięciutkie i ciepłe.
- A tata?
- Ciepłe.

Hu, hu, ha...

...nasza zima zła!
Nie wiem czy zła czy nie, skoro tak długo dała nam budować, niemniej w środę 22. stycznia po prostu przyszła. Poprószyło śniegiem, temperatura zrobiła się zimowa.
Panowie od okien mieli być w środę, stwierdzili, że przywiozą okna jednak w czwartek, jak ziemia zmarznie - żeby się dało wjechać samochodem na działkę. W czwartek przyjechali i powiedzieli, że jest za zimno. Nosz, kura. I że poczekamy do wtorku, bo we wtorek ma zelżeć. No to czekamy. Choć prognozy zdążyły już odwołać ocieplenie i znowu je przepowiedzieć.

* * *

Żeby nie było, że tylko marudzę, to historyjka z Po:
Jedziemy sobie autem, w jakiś słoneczny dzień. Słońce zawierciło mi w nosie, więc kichnęłam potężnie. Po czym słyszę zza pleców:
- No wytrzyj te gile, bo sobie kurteczkę pobrudzisz.
Ale ja TYLKO kichnęłam! :(

środa, 22 stycznia 2014

niedziela, 19 stycznia 2014

Zmiany, warczenie i...

...zmiany.
Chałupka się zmienia. Przybyły okna dachowe, kosze dachowe i daszek przy wejściu. Choć ciągle do skończenia daleko, co mnie okropnie irytuje. Zdjęcia w galerii.
W tym tygodniu powinna być wizytacja z banku dotycząca postępu prac. Przed nią dach powinien być skończony, ale w tym tempie grzebactwa to pewnie nie wyrobią się. Wrrr...
Mimo iż temat dachu ciągle niezamknięty, nie znaczy to, że nie dzieje się nic poza tym. W czwartek Łu był na budowie z elektrykiem (dla niego brakuje ścianek działowych, gdzie mógłby rozprowadzać kable), i przedstawicielem firmy, która ma nam robić pozostałe instalacje (wod.-kan., CO, wentylacja mechaniczna z rekuperacją); w środę mają wstawiać okna (o ile znowu nie przesuną terminu). Więc skumulowały się roboty (ścianki, prąd, hydraulika, okna) czterech ekip, które czekają na skończenie tego nieszczęsnego dachu. Po dwakroć: wrrr...
Z odwiedzin instalatorów wynikły dwie zmiany. Elektryk stwierdził, że skrzynka elektryczna nie może wisieć na ścianie działowej, co wynika z projektu a nam pasowało, i co w zasadzie już z nim wcześniej ustaliliśmy. Przesunęliśmy więc ją z pokoju na dole do wiatrołapu. Choć mamy wątpliwości, czy to szczęśliwe rozwiązanie. Druga zmiana, to przesunięcie pompy ciepła z pomieszczenia za kuchnią do garażu. I to już jest zmiana rewolucyjna.
1. Garaż trochę się zmniejszy - zostanie w nim wydzielone pomieszczenie (ok. 2x2m) w którym znajdzie się wewnętrzny moduł pompy ciepła i rekuperator).
2. Zewnętrzny moduł pompy ciepła wywędruje na ścianę południową bądź zachodnią, co będzie dla niego bardzo korzystne: w zimie w ciągu dnia będzie tam cieplejsze powietrze; z tamtej strony wieją wiatry, więc wymiana ochłodzonego powietrza będzie pewnie szybciej zachodziła; nie będzie szpecił i przeszkadzał od frontu budynku.
3. W nowym miejscu mamy przygotowane przejście instalacji GWC, które będzie można wykorzystać (również?) dla rurek między zewnętrznym i wewnętrznym modułem pompy ciepła - odpada rozwalanie płyty fundamentowej i fundamentów.
4. Z pomieszczenia za kuchnią wylatuje największy klunkier - czyli pompa. Stąd pomysł, żeby z tego pomieszczenia zupełnie zrezygnować i zrobić większą i dużo bardziej ustawną kuchnię, oraz większą jadalnię (w przypadku imprez rodzinnych nie trzeba będzie przenosić stołu do dużego pokoju).
5. Kuchnia będzie miała bezpośredni dostęp do okna frontowego.

Jakieś minusy?
Główny chyba taki, że na nowo musimy rozplanować instalacje i układ sprzętów. A jeszcze niedawno cieszyłam się, że przetrawiliśmy to na etapie projektu.
W kanciapie była przewidziana również pralka, która w kuchni już nam nie bardzo pasuje. Ale mamy już koncepcję przeniesienia jej do łazienki na górze i ukrycia w szafce. W łazience na górze już jakiś czas temu zrezygnowaliśmy z dodatkowego prysznica, więc wszytko pomieści się bez problemu. Jak porobimy jakieś rysunki nowej kuchni i łazienki, to postaram się umieścić. Będziemy robić coś zbliżonego układem do tego projektu.

środa, 15 stycznia 2014

Swak to, czy paszenog

Koleżanka w pracy wpadła ostatnio do pokoju z wieścią, że siostrze męża (koleżanki) urodził się syn. Nie wiem, co ją podkusiło, żeby koniecznie dociec któż on (noworodek) dla niej (koleżanki). Przeto całym pokojem siedzieliśmy i szukaliśmy.
Ciekawe jednak dla mnie było również, kto jest kim dla kogo, wśród naszej famili. I tak:
Karolina, siostra Łu, to dla mnie zełwa. Karol, wolisz, żebym zamiast per 'ciotka' zwracała się 'zełwo'? ;)
Druga 'ciotka', czyli Aga (a przy okazji i Dana), czyli moje siostry, okazały się świeściami (M.l.poj. świeść) dla Łu.
Chłopaki (czyli mężowie mój i moich dwóch sióstr) bez obrazy mogą nazywać się paszenogami ('nosz, paszenogu ty...'), za to dla nas (Agi, Dany i mnie) są oni swakami, lub bardziej swojsko szwagrami.
Idąc dalej, do mamy Łu powinnam mówić świekro, a do taty świekrze, na co oni powinni mi odpalić ze snechy. ;)
Dalsze koligacje też są ciekawe, a można o nich poczytać np. na eiobie

A wracając do koleżanki, to nowonarodzone dziecię to dla niej (najprawdopodobniej, ale całkiem poważnie) pociotek.

Zdjęcie

Lukarna dzisiaj prezentowała się tak:

Przepraszam za tragiczne zdjęcie: aparat w telefonie chyba przy jakiejś kraksie się rozjechał, a i pogoda dzisiaj koszmarna. Ale bardzo się starałam, żeby cokolwiek było widać. ;)

wtorek, 14 stycznia 2014

Lukarna...

...nabrała kształtów. Jest już trójkąt obity nadbitką a pod nim konstrukcja pod daszek. Zdjęć oczywiście niet, bo jak wpadamy, to ciemno. Może jutro się uda, a jak nie to w weekend.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Żarłoczna koza i ftaszek grubelek

Żarłoczna koza została zamówiona. Wczoraj. Jutro powinna dotrzeć na budowę - zobaczymy czy adres, którego jeszcze oficjalnie nie ma, już zafunkcjonuje i przesyłka dotrze. Wolałam podać budowę, bo w godzinach pracy nas w domu nie będzie za to budowlańcy na budowie tak. A w pracy to trudno byłoby odebrać blisko czterdziestokilogramowego klunkra. Koza podobno jest wszystkożerna i, jak zamyślamy, pożre wszystkie jadalne odpadki. Dając miłe ciepło. Bo to o tą grzewczą kozę oczywiście chodzi. ;)
A 'ftaszek grubelek'? Kto zgadnie co zacz?

Zdjęć kozy nie zrobiłam, ale na zdjęciu z Allegro wygląda tak:

piątek, 10 stycznia 2014

Pogoda bis

I znowu słychać o spadku temperatury i opadach śniegu, co ma mieć miejsce za cztery dni. Wykonawca obudził się nagle, tym bardziej, że Łu go postraszył oknami i elektrykiem, co to mają wchodzić po dwudziestym stycznia, i pędzi z dachem. Nie wiem z czym to się wiąże dla dachu, czy nie będzie oznaczało jakichś baboli. Wrr. Drugi raz bym się chyba nie zdecydowała na powierzenie dachu murarzom. Nie wiem jakie kwiatki to będzie oznaczało. W każdym razie ocieplenia nie założymy teraz zaraz - co planowaliśmy. W pierwszej kolejności trzeba będzie sprawdzić szczelność wykonania, co będzie stosunkowo łatwe, gdy ocieplenia nie będzie, zaś po zakryciu... pies pogrzebany.
Czyli znowu trzymajcie kciuki, żeby do wtorku wyrobili się i żeby jednak jakość była przed tempem.

niedziela, 5 stycznia 2014

Podłoga z vaty

Co do podłóg, to wczoraj trochę pogrzebaliśmy i pooglądaliśmy tu i tam. Na razie stanęło na podłodze z Paradyża na całym dole:


A co do zwrotu vatu, to ku pamięci zamieszczam sobie poradnik z Infora. Straszny przerost formy nad treścią z tym zwrotem. Pewnie, gdyby chodziło o kilkaset a nie kilka tysięcy zł, to człowiek by się poważnie zastanawiał, czy się bawić i wystawiać na podejrzliwość urzędasów. Ale trzeba. Może wystarczy chociaż na ten materiał na podłogę.

sobota, 4 stycznia 2014

Połowa dachu...

...zrobiona. Najprawdopodobniej. Gdy byliśmy ze dwie godziny temu, to jeszcze kładli dachówki. No, ta łatwiejsza połowa, bo z drugiej strony jest lukarna. Acha, i tylko na chałupie, a na garażu jeszcze nie. Więc do zrobienia jeszcze mnóstwo, ale już można z przyjemnością popatrzeć na kawałek połaci. Zdjęcia pod linkiem z boku.
Wykonawca poszedł chyba trochę po rozum do głowy i ściągnął dekarza, który trochę więcej miał do powiedzenia w zakresie dachów. Dzięki czemu robota bardzo się przyspieszyła, bo jak sam dekarz powiedział 'pana Jana nie trzeba we wszystkim słuchać' i że 'nie skończyłby przez najbliższe dwa miesiące' (to tak a'propos moim utyskiwaniom kilka postów wcześniej). Grunt, że robią dokładnie i poddasze jest już ładnie zaizolowane styropianem (od trzech stron). Koniec końców rusztowania wylądowały już na drugiej stronie chałupy i prace (z wyjątkiem lukarny) powinny przebiegać kilkukrotnie szybciej.
Wczoraj, w związku ze skończeniem ocieplenia na ściance między dachem garażu a dachem nad chałupą, wyszła sprawa tynków. Bo dobrze byłoby ten kawałek otynkować jeszcze przed położeniem dachówek na garażu, bo później będzie mało miejsca. Więc już teraz trzeba podjąć decyzje w tym temacie, co mieliśmy zamiar zrobić wiosną. Zapewne w tamtej części tynk będzie szary. Tylko jakiej firmy? Wykonawca polecił tynki Dufa, ale nie dotarliśmy dzisiaj do sprzedawcy. W Castoramie obejrzeliśmy sobie pi razy oko co byśmy chcieli. Tynk akrylowy, baranek, 1,5mm, barwiony w masie. W górnej części chałupy taki jaśniutki szary, trochę wpadający w srebrny, trochę w niebieski; w dolnej biały bądź prawie biały. Wiem, że oryginalne to nie będzie - dużo elewacji ostatnio w takich bądź podobnych zestawieniach jest robionych, ale... de gustibus non disputandum est. A poza gustem przemawiają za tym inne fakty. Podział na 'góra ciemniejsza - dół jasny' jest nawiązaniem do lokalnego wykończenia domów. Gdy przejechać przez naszą miejscowość, to sporo najstarszych domów jest murowana i jasna na dole, oraz wykończona drewnem, przez co ciemniejsza, na górze. Niestety, z oblicówką drewnianą polegliśmy, choć mieliśmy na nią szczere chęci, ale ukłon dla tradycji został. Druga sprawa, to podkreślenie proporcji budynku, 'obniżenie' dachu i 'przytulenie' chałupy do ziemi. Projekt sam w sobie przewidywał dość wysoką ścianę kolankową, czego nie zmienialiśmy (co w okolicy, nie wiedzieć czemu, jest standardem), ale już wizualizacje przewidują optyczne obniżenie kondygnacji. I będziemy się tego trzymać. No i szaro-biała elewacja raczej dość szybko nie będzie zwracała na siebie uwagę, powinna być dość uniwersalna przez najbliższe kilka(dziesiąt) lat. Zawsze będzie można przemalować.

Łupek

Heh, marzył mi się kamień na podłodze. A tak, bo lubię. Zazwyczaj objawia się to w taki sposób, że noszę jakiegoś głaza w kieszeni*. Zaraziłam też Mi i teraz znosi różne dziwne okazy i trzyma w pokoju.
W każdym razie na kamień na podłodze raczej szansy nie widzę, ze względów finansowych, ale pooglądać można. Dziś na tapetę wzięłam łupek i w necie wygrzebałam takie ciekawostki, jak ornamenty (te akurat nie na podłodze) znalezione na stronie Rathscheck:



Na jakiejś ukraińskiej stronie znalazłam takie płytki (bodajże z Indii):
Ładne, choć trochę za ciemne. No i drogie. Przeliczając na nasze to jakieś 250 zł/m2.

Z kolei na jakimś forum znalazłam odnośnik do Floranova, gdzie najbardziej spodobały mi się
Ale też trochę za ciemne. Cena ok. 150 zł/m2 też trochę duża. Choć może się okazać, że gdy zaczniemy szukać na poważnie czegoś na podłogę, to ceny będą właśnie takie. I nawet jakiegoś sensownego gresu taniej nie znajdziemy. Zupełnie nie orientuję się w temacie cen. Kurde.

______________
* Choć ostatnio to akurat noszę jakieś dziwne orzechy znalezione w ogrodzie botanicznym. Podobne do orzecha włoskiego, ale jednak inne, trochę sercowate w kształcie. Przeszukiwałam neta, co to może być, ale nie znalazłam. Jakieś propozycje?

piątek, 3 stycznia 2014

Kupa bura

- Pola co to za ptaszek?
- Nie wiem.
- Kukabura.
- Tak, kupa bura.

czwartek, 2 stycznia 2014

Jak stworzyć ogród?

No właśnie, jak?
To co teraz mamy, to widać na zdjęciach. Tragedia. Choć nie, jest jeden plus, mianowicie taki, że ziemia jest super. Przynajmniej ja ją tak oceniam, choć sąsiedzi jakoś nie widzą jej uroku. Jeden nawiózł sobie ziemię pod uprawę w ogródku, pracownik drugiego bardzo mi wydziwiał (gdy widział, że coś tam sobie w ziemi dłubię), że ta ziemia to się do niczego nie nadaje i że on się na tym zna, bo rolnik. Czemu?
Gleba jest I i II klasy bonitacyjnej, czyli najwyższej. Nie jest to raczej czarnoziem, ale bodajże jakieś czarne ziemie, ale sama czołówka stawki. Może nie wygląda tak żyźnie, jak torf w doniczkach, ale na ile miałam z nią do czynienia z kopaniem, to nie jest gliniasta, ładnie się rozsypuje, nie klei się do łopaty. I właściwie wszystko, co w nią zasadziłam to rosło. Chyba, że dziki bądź ludzie tam wleźli, a najbardziej włazili właśnie tam, gdzie coś robiłam. W efekcie zostało niewiele z moich poczynań. I w sumie nie ma zmartwienia, i tak trzeba wszystko zmienić, podnieść poziom działki. Najlepiej, żeby aktualną glebę mieć na wierzchu. I tu dochodzimy do schodów. Pi razy oko już mam plany, jak ziemię poprzesuwać, że trzeba dowieźć z wywrotkę piasku i za jego pomocą zdrenować nieco górną warstwę. Tak, żeby woda po deszczach nie stała. Ciągle jeszcze jednak przewalanie ogródka z prawa na lewo i z powrotem przed nami. I znowu myśl, że gdyby się uwinąć przed zimą, a właściwie przed zimową pogodą, bo ta kalendarzowa to już tydzień trwa, to można by zaczynać z wiosną. A jeśli się teraz nie uwiniemy, to po rozplantowaniu wszystkiego trzeba będzie co najmniej miesiąc odczekać, żeby się uleżało i osiadło. To co? Jutro postaram się trochę zakrzątnąć po okolicy za humusem.
A dalej?
Szukam w necie podpowiedzi co robić. Jeśli macie coś do polecenia, to poproszę. :)

Dach...

...robiony jest już ponad miesiąc a ciągle daleko mu do zamknięcia. Dzisiaj działał na nim fachowy dekarz, dzięki czemu z jednej strony domu jest rynna. Choć chyba nie dotyczy to garażu, ale nie wiem, bo byłam około 15 i pewnie jeszcze trochę dziubali.
Właściwie powinnam zdjęcia pokazać, ale nie mam. :(