poniedziałek, 31 stycznia 2011

No właśnie... wiosny nie czyni

Po telefonach do energetyki i wykonawcy naszej skrzynki z ramienia tejże [energetyki] sprawa się wyjaśniła. Wiosny nie ma. Naszą skrzynkę wykonuje kto inny niż skrzynkę sąsiadów, ale... nasz wykonawca miał się przyłączyć do skrzynki sąsiadów - bo ich wykonawca miał wykonać przyłącze licznikowe i rozdzielcze (zabijcie, jeśli dobrze zapamiętałam, może jakieś inne) - a tego jeszcze nie było, więc nasz się nie przyłączył. I nie wykonałby naszej skrzynki jeszcze przez najbliższe kilka tygodni, bo zanim tamten by zgłosił, energetyka odebrała i poinformowała tego [naszego wykonawcę], że już się ma do czego podłączyć i on się podłączył i postawił naszą skrzynkę, to minęłoby następne kilka tygodni. Ufff...
Ale teraz, gdy ja już go poinformowałam, że ma się do czego przyłączyć, to on w te pędy (w przyszłym tygodniu) skrzyneczkę postawi i tydzień później energetyka odbierze. Git. Czyli wiosna za dwa tygodnie a mogła za dwa miesiące.

niedziela, 30 stycznia 2011

Pierwsza skrzynka wiosny nie czyni

Dwa dni temu Łu przybył z wiadomością, że na działkach postawili skrzynki elektryczne. Dzisiaj ruszyliśmy na niedzielny spacer w tamtym kierunku. Skrzyneczki stoją śliczne, tylko... mała konsternacja. Jest skrzynka dla działek 354-355 i dla działki 356. A dla nas coś nie widać. Jutro trzeba będzie wyjaśnić co zacz. Za skrzyneczkę i przyłącze zapłaciliśmy. Ba, nawet w umowie napisali, że część prac razem z przyłączem działki 356. Czemu więc sąsiedzi mają a my nie? A może to jedna skrzyneczka? Słupek geodezyjny oczywiście wykopali i trudno nawet stwierdzić, czy skrzynka stoi na jednej czy na dwóch działkach. Może jest jakaś wspólna?

Druga sprawa - przyłącze wody. Ja optuję za jak najszybszym zrobieniem przyłącza. Wszystko mamy już gotowe, projekt, uzgodnienia, wybrana firma, ba - nawet zgłoszenie będzie 'uprawomocnione' za parę dni. A tu Łu zaczyna temat, że może by przyłącze zrobić na koniec budowy.
Argumenty za:
- cały czas się dysponuje tą gotówką, którą trzeba by jeszcze wydać na przyłącze (jeszcze ok. 5500 zł);
- można wcześniej zrealizować np. etap fundamentów;
- nie trzeba będzie zabezpieczać końcówki przyłącza przed przemarzaniem (studzienka wodomierzowa).
Argumenty przeciw czekaniu:
- pieniądze wydane nie są pieniędzmi straconymi - zrealizowanie przyłączy dość znacznie podnosi wartość działki (to tak w razie gdyby jakaś straszna tragedia...);
- taniej nie będzie;
- czekać nie można dowolnie, realizacja jest obwarowana trzema datami - ważności zgłoszenia, uzgodnieniami (dostarczenia wody i z gazownią, bo przyłącze biegnie przez teren ochrony rurociągu gazowego); aby nie trzeba było wszystkiego załatwiać od początku to ważna jest data 13. kwietnia 2012 roku;
- do każdego etapu budowy potrzebna jest woda i tę trzeba by dostarczać w inny sposób co generuje koszty i problemy (zakup baniaka, pilnowanie go, wożenie i dźwiganie wody).

W każdym razie ja nie widzę żadnego powodu, żeby zwlekać.

czwartek, 27 stycznia 2011

Ekonomia i warunki rynkowe

Jako, że ostatnio dużo czasu spędzam w domu (Bąbelina od trzech miesięcy jest wśród nas), grzebię dużo po necie w różnych tematach. Wczoraj w notce dałam namiary na bloga dotyczącego finansów domowych. Na pewno możliwości oszczędzania i ogólnie zarządzanie kasą w rodzinie takiej jak nasza (czyli dość standardowej) ma duży wpływ na możliwości budowlane i organizację budowy. W każdym razie temat mnie wciągnął i zaczęłam go drążyć. Stąd kilka konkluzji...
1. Zarabiać, oszczędzać, zarabiać, oszczędzać. Co bardziej - to już zależy od doradcy. Możliwości zarobienia jakieś są, jednak nie nieograniczone. Możliwości oszczędzania - to samo. Truizm.
2. Ważne jest zaplecze finansowe. Jeno, to wszędzie piszą o 'funduszu bezpieczeństwa' - Ok. jakiś drobny mamy. Wydatki mniejsze niż dochody - tu również OK, choć ciągle nie tak jak bym chciała.
3. Mimo że w pkt. 2. wydawać by się mogło, że OK, to jednak budowa diametralnie zachwieje stabilność finansową budżetu domowego. Zupełnie przesuną się posiadane środki. Co niby nie zmniejszy ich wartości, jednak czy działka (warta x) z połową budowy budynku wartego y daje w sumie x+1/2y? Wg mnie zdecydowanie nie.
4. Jednak... już jestem przekonana co do tego, że nie ma co za wcześnie zaczynać budowy. Zakładaliśmy, że w tym roku fundamenty, w przyszłym (a może jeszcze rok później) stan surowy i w tym samym albo z rocznym poślizgiem zamknięcie tego stanu (czyli SSZ - stan surowy zamknięty). Później ( w tym samym lub następnym roku) sprzedaż mieszkania i szybkie dopięcie budowy. Taki schemat to jednak ostateczność. Po tych analizach ekonomicznych doszłam do wniosku, że lepiej mieć gotówkę niż murki fundamentów. Dlaczego?
a) Wartość działki (jako inwestycji kapitału) rośnie. Dodanie infrastruktury dodatkowo zdecydowanie ją podnosi. W razie gdyby coś... Wartość działki z rozgrzebaną budową byłaby znacznie niższa.
b) Gotówka na koncie pracuje. Nie tylko w ten sposób, że wpadają odsetki. Również przez możliwość kupienia czegoś tanio, zainwestowania w program, dzięki któremu się zarobi.
c) To również ochrona przed stratami. Nie ukradną jakiejś rurki, myszy nie zjedzą ocieplenia fundamentów, a kret nie zepsuje się w przewodzie do wentylacji.

Oczywiście są i zagrożenia. Główne jakie widzę, to wzrost kosztów budowy: ceny materiałów i robocizny. Pod tym kontem próbowałam dzisiaj analizować, co się dzieje na rynku budowlanym. Prognoz na materiały jeszcze nie sprawdzałam. Vat na materiały budowlane już wzrósł i nic z tym nie mogliśmy zrobić, więc nie będę sobie tym zaprzątać głowy. Może za rok spadnie?
Jeśli chodzi o wykonawstwo, to do głowy przyszło mi otwarcie się niemieckiego rynku pracy i ilość budów w okolicy. Ciekawa jestem, jaka jest ilość wydanych pozwoleń na budowę w powiecie wrocławskim. Może ktoś wie? Takie ogólne i niezbyt aktualne dane można znaleźć na stronie Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego, ale to trochę mało do prognoz dla mnie. ;)

środa, 26 stycznia 2011

Przed budową

Po pierwsze, pewnie błędnie, mam potrzebę poukładania sobie wszystkiego, zanim zabiorę się do tak wielkiego zadania jak budowa domu. Jak myślę nie jest problemem rozgrzebać budowę, nawet może i skończyć papierkiem 'budowa zakończona', ale po drodze nie osiwieć, nie rozwieść się, nie stracić radości życia, kontaktu z dziećmi itd. - to pewnie jest trudniejsze.

Może to ja taka 'asekuracyjna' jestem? Pewnie tak. Wczoraj trafiłam na bloga Finanse Domowe. Dużo z tego, co tam napisano ostatnio wdrażałam czy w jakiś inny sposób przerabiałam. Trochę pod wpływem lektur w necie, trochę pod wpływem własnej intuicji. W każdym razie tam opisana potrzeba zabezpieczenia się ostatnio we mnie siedzi i dużo w tym temacie przerabiam. I teoretycznie i w praktyce (we własnym życiu).

Roczek minął...

...tutaj cichutko, co nie znaczy, że nic się nie działo.
Po pierwsze zaczęłam pisać bloga na forum Muratora. Niewiele tego wyszło, bo widocznych postępów w budowie brak. Wystarczyło jednak, żebym zraziła się do tamtego dziennika budowy. Z jednej strony fajnie mieć wszystko połączone - wyszukiwanie okazji, bazę informacji o budownictwie, znajomych związanych z tematem. Z drugiej - kichowato działają tam dzienniki. Jeszcze nie wiem jak to zrobić, żeby np. tu pisać a tam? Może wklejać tylko linka? Nie wiem czy tak wolno. Obaczy się później.
Link do tamtych wpisów: http://forum.muratordom.pl/blog.php?112743-Conena
i chyba wystarczy.

Jeśli chodzi o postęp w budowie...
tak jak napisałam wyżej 'widocznych postępów brak. Co nie znaczy, że nie ma 'niewidocznych. Zgodnie z założeniami przeszliśmy etap pozwolenia na budowę. Papierek mamy w ręku. W tej chwili mam uczucie, że stoję przed wielką białą planszą, na której ma się znaleźć wszystko, co będzie dalej. Cały plan, harmonogram, kosztorysowanie. I to nie tylko budowy, ale naszego życia. Trzeba w to wpleść możliwości finansowe i finansowanie, możliwości czasowe, nadzorowanie, zgranie sprzedaży mieszkania z przeprowadzką, chodzeniem dzieci do szkoły czy przedszkola, pracą. No i chwilą dla siebie.
Łatwo nie będzie. Od paru miesięcy pilnie studiuję, jak zrealizować plan możliwie bezproblemowo i bezbólowo. Od strony ekonomicznej, zdrowotnej, psychicznej ;), organizacyjnej. Uff, jak tak zaczynam pisać, to już tą wielką górę przed sobą widzę. STOP. Jeden. Dwa. Trzy...
Po pierwsze podział na etapy. Te etapy na zadania. Wydzielić budowę przyłączy, ogrodzenia od budowy domu - każdy z tych procesów jest w pewnej części niezależny. Te pierwsze to drobiazgi. Dom to znowu 'za duża góra', więc trzeba ją podzielić na mniejsze pagórki. Sama się już w blogu zagmatwałam więc trzeba ruszyć od początku.