wtorek, 29 stycznia 2013

Droga jest już na mapie :)

Maciejkowa pojawiła się już na oficjalnych mapach.

Ha, i właśnie się zdziwiłam, bo okazuje się, że Maciejkowa już istnieje w ogłoszeniach. Jedna ze współwłaścicielek sprzedaje działki. Ogłoszenia pewnie niedługo nie będzie, ale tak, jako ciekawostkę 'ku pamięci'. ;)

niedziela, 27 stycznia 2013

Idealne mieszkanie dla spottera. Sprzedam. Pod Wrocławiem

[Tym razem reklama]
A tak właśnie. Dla spottera. Czyli dla osoby, która fascynuje się samolotami i wystaje pod płotami lotniska, żeby zobaczyć coś ciekawego, co ma przylecieć.
Dla przykładu zdjęcia zrobione z okna przez Łu:
Tupolew w trakcie testów po katastrofie smoleńskiej:

Przedpremierowa wizyta dreamlinera (już nie pamiętam dat, ale miał oficjalnie przylecieć na początku grudnia, a pojawił się faktycznie kilka dni wcześniej):


A tutaj Antonow szykujący się do wylotu (pewnie do Afganistanu):

Nie licząc codziennej 'drobnicy':


Gdybym pogrzebała, to jeszcze zdjęcia Herculesów bym wygrzebała.

To jak? Są chętni?
Link do ogłoszenia.

[Uff... czego to człowiek nie wymyśli, na tej Długiej Drodze Do Domu.]


sobota, 26 stycznia 2013

Sprzedam mieszkanie po raz drugi ;)

Znowu ruszamy ze sprzedażą mieszkania. Może do wiosny się uwiniemy? Choć sądząc po tym, co się dzieje na rynku mieszkaniowym szanse na sprzedaż w najbliższym czasie są... hmm... (jak by tu nie powiedzieć, że małe?)
Może jednak kogoś zainteresuje?
Link do ogłoszenia na Gumowym drzewku, i jeszcze na Domiporta, albo - gdyby komuś było mało to na Gratce.
Ciekawostka. Ze statystyk wynika, że hasło 'sprzedam mieszkanie' w tytule posta znacznie podnosi ilość wejść na bloga. Może umieszczenie ogłoszenia w blogu podniesie również ilość wejść na nie?

niedziela, 13 stycznia 2013

Kto jest grzeczny?

Poranny rozgardiasz. Wszystko fruwa nie na swoim miejscu - czyli kontynuacja tematu klikacza. Mi zaganiany do ogarnięcia swoich rzeczy i pościelenia łóżka zaczyna (zresztą już nie pierwszy raz) protesty w stylu 'a bo ty tu nie rządzisz'.
- A i owszem, że nie. Ale ktoś musi zarządzać. Jeśli chcesz, to proszę bardzo, możesz ty to robić.
Dalsza wymiana polegająca głównie na moim zrzędzeniu i oporach Mi, kończąca się moim:
- Bla bla bla, a ty co?
I tu Po:
- A ja jestem grzeczna!

Niespodzianka

Rano. Ubieramy się. A właściwie to najpierw rozbieramy. Piszę w liczbie mnogiej, ale mam na myśli zabiegi przy Po ;) Zdjęta piżamka, odpinam pieluchę, ale w nozdrzach czuję, że rozbieranie jej w pokoju to chyba nie najlepszy pomysł.
- Ocho, coś tu jest.
A Po na to:
- Niespodziankaa!

sobota, 12 stycznia 2013

Klikacz

Na początek ostrzegam: będę warczeć.

Kiedyś przy jakiejś okazji miałam wątpliwą przyjemność oglądania reklamy. Reklama bodajże dotyczyła perfum. Męskich? Ktoś tam biegał i klikał jakimś urządzeniem - licznikiem. Co zliczał, w swojej ignorancji nie opanowałam. Wielka mi strata. Niemniej dzisiaj urządzenie przypomniało mi się i nazwijmy je roboczo klikacz.

Obraz klikacza pojawił mi się żywo przed oczami, gdy - po raz kolejny dnia dzisiejszego - z zapałem biegałam po chałupie przekładając rzeczy w dobre bądź lepsze miejsce. Praktycznie codziennie biegam, przynajmniej w kilku sesjach, starając się przywrócić pierwotny (czytaj: jakże cudownie ustalony, zgodnie z zasadami 'gdzie każda rzecz powinna się znaleźć w imię ergonomii, wygody i luksusu posiadacza') ład. Czyż nie cudownie jest mieć schludne mieszkanko, gdzie każda rzecz, jakże praktyczna i użyteczna (czy to nie to samo?) ma swoje miejsce. Właściciel patrząc na ten obraz pojmuje własną siłę sprawczą w opanowaniu chaosu świata, co podnosi jego morale, doprowadza do katharsis, orgazmu czy innego stanu nadświadomości, zespolenia z siłami wyższymi czy kto tam sobie co wymyśli.

I co?

'Chciałby nad poziomy człek, a tu ciągle niż,
Nie uciągnie pusty łeb ciężkiej dupy w zwyż...

Jakby to kabaret 'Potem' podsumował.

To po jaką cholerę (za przeproszeniem) po kilka(naście) razy dziennie, jak jakaś naiwna miotam się przekładając rzeczy z prawa na lewo i z dołu do góry?

ciach
do klikacza będę musiała wrócić chyba następnym razem. Trzeba znowu kilka rzeczy przemieścić


Dzień później, już ze znacznie obniżonym ciśnieniem ;)

O czymże to ja... O ciągłym lataniu i przekładaniu z miejsca na miejsce. Szykował mi się dłuższy wywód na ten temat. Tym razem jednak pójdę na skróty. Co z klikaczem? W pewnym momencie sobie wyobraziłam, że latając po tej chałupie i przekładając rzeczy w miejsca 'dobre bądź lepsze', klikam jednocześnie za każdym przełożonym przedmiotem.

Jaki byłby wynik dzienny klikania?

Jedna rzecz mnie martwi. Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto by dostał takiej awersji na wykonywanie przecież codziennych czynności domowych. I to takich, które - jak myślę - powinno się wykonywać automatycznie, bez angażowania uwagi, a na pewno bez takiego wkładu emocjonalnego, jaki ja mam.