poniedziałek, 6 listopada 2017

Tam dom twój...

...no właśnie, gdzie?
Popędziliśmy wczoraj odrobić zaległe zadanie domowe Mi z j. polskiego. Polegało na zrobieniu sobie zdjęcia pod Sokratesem. Gdzie jest najbliższy Sokrates? Pewnie niektórzy kojarzą. Niemniej była to okazja do pogadania trochę na różne filozoficzne tematy.
Po drodze Po wypatrzyła reklamę ze sloganem 'jesteś swoim domem' i zaczęła dywagacje, że przecież nie można być swoim domem. Była więc okazja do rozważań czym jest dom. Czy można być swoim domem. 'Tam dom twój, gdzie serce twoje' - co zapamiętałam z Pana Samochodzika. I czy dom jest tam, gdzie budynek, czy może coś innego, co określa nasze miejsce na Ziemi. Po spuentowała rozmowę stwierdzeniem, chyba najbardziej oddającym rodzeńskie relacje:
"Tam dom twój, gdzie brat twój wściekły".

poniedziałek, 9 października 2017

Retrospekcja...

...powiosenna.

Zajrzałam w to, co wypisywałam choćby w marcu.
Zgodnie ze spodziewaniami wszystko obrodziło ponad wszelkie przewidywania. Ciągle mam wrażenie, że drzewa są małe, ale na grządkach bujnie wszystko się rozrosło. Zarówno sadzone wcześniej, jak i świeże, tegoroczne nabytki. Dopiero po takim przeglądzie wiosennych zdjęć widzę ile się zmieniło. Stąd wniosek, że muszę się zabrać za zrobienie kilku nowych, aby znowu za parę miesięcy mieć co porównywać.

 W lutym pisałam o sprzątaniu i nieco o sąsiedzkich stosunkach. Hmm, nie wygląda to źle, ale najlepiej też nie. Nawiązując do tego, że sprzątałam ogród po pobudowlanych działaniach na działce obok... przy kolejnej akcji, palenia niewiadomo czego poszłam i powiedziałam, że we wsi jest punkt odbioru śmieci, gdzie wszystko można spokojnie wywieźć. Usłyszałam, że 'ja palę tylko drewno pobudowlane'. Ta, jasne. A do wywiezienia to sądziad nie ma takiego samochodu. Wkurzyło mnie to i powiedziałam, że mam dość zbierania śmieci wszędzie w koło.
- 'Jakie śmieci'.
- No a jakie śmieci po budowie powstają? Choćby styropian wszędzie latający.
- 'Styropian to wiatr rozwieje'.
Nosz k... Pewnie. Do mojego ogródka. I potem ja z wiadrami biegam, żeby to uprzątnąć z działki i drogi.

Potem było jeszcze kolejne spięcie z drogą. 'Czy dokładasz się sąsiadka do utwardzenia'. Ponieważ rok temu, po budowie utwardziliśmy spory kawałek i od tego czasu dużo zostało rozjechane, rozgrzebane, to stwierdziłam, że w najbliższym czasie nie planujemy takiego wydatku, a droga została rozjechana głównie przez transporty do niego. Znowu wielkie oburzenie, że przecież u niego budowa ciężkich rzeczy się skończyła dwa lata temu i to nie u niego. A w ogóle to utwardził ją wcześniej i my rozjechaliśmy. Tak, to było pierwsze nasze spięcie, gdy zostaliśmy wezwani na 'dywanik' bo nabłociliśmy na drodze i przejść się nie da. Łukasz się dziwił, jaka droga, toż to pole rozjechane. No bo sądziad utwardził. Powiedzieliśmy, że no tak, utwardził, ale tylko kawałek przed własną posesją. Coś tam zaczął gadać z teściem, który to wszystko organizował. Wydawało się, że dotarło. Teraz znowu, że 'przecież utwardził'. Jak utwardził, to widać na zdjęciach satelitarnych na WROSIPie.

Aha, i jeszcze nawet dzisiaj trafiłam na zdjęcia z ubiegłego roku, gdy chałupa sąsiada stoi bez dachu. Po drodze wszystko od stanu surowego było, budowa szamba, nawożenie ziemi, tłucznia (na właśną działkę). Zaś ja od teścia usłyszałam, że 'a bo pani z podjazdu woda leci i tu się kałuża robi, to pani tłucznia nawiezie'. Pędzę.

A na drodze znowu kupa różnego rodzaju śmieci. Nierówna droga przeszkadza, bo nie da się przejechać szybciej (a wolno sądziad nie jeździ), ale walające się śmieci to już nie.


środa, 27 września 2017

Przy odrabianiu lekcji

- Tato, a pożyczysz mi kilka palców?

wtorek, 8 sierpnia 2017

Koza w domu

Przypowieść o Żydzie i kozie chyba wszyscy znają.
Teraz się czuję, jakbym takich kóz miała co najmniej kilka w domu, ale żadnej nie mogła wystawić.
Ot choćby przykład: jest Kota. Ta Kota od sąsiada. Przychodzi, karmię ją. Odrobaczam nawet. Miła, chciałaby się pogłaskać. Tylko czasu na to nie ma. Po raz kolejny mam wrażenie, że mam kota (sąsiada) żeby go karmić, bo na przyjemność głaskania już mi jakoś czasu brak. Po co więc Kota? Żeby było miło pogłaskać?
Drugi przykład: domek z ogródkiem. Super sprawa! Tylko co z tego, jeśli na ogródek tęsknym okiem rzucam z daleka bo czasu na wyjście do ogródka to nie staje. Nie mówiąc o robocie w ogródku, która ciągle sprawia mi przyjemność. Czas na grzebanie w ziemi takie obowiązkowe, żeby nie zarosło wszystko po pachy wyrywam z innych prac (głównie kosztem dzieciaków lub spania), ale na cieszenie się, że się coś ogarnęło - znowu brak.
Dalej:
Spacery.
Rowery.
Fitness w ogródku lub w pobliskiej siłowni (od dwóch miesięcy mam kartę MultiSport a jeszcze dłużej 6 niewykorzystanych godzin na karnecie).
No i wakacje. Coś czuję, że w tym roku znowu z nich nic nie będzie bo będziemy nadrabiać zaległości.

Ale jakby mi tego było mało to wzięłam sobie kolejną kozę na głowę. Głupia ja.
Może ktoś wreszcie mnie jakimś kijem przez łeb zdzieli?


piątek, 26 maja 2017

Między pracą a...

...pracą.
Trafił mi się dziwny stan. Zakończyłam współpracę z jednym pracodawcą (po 9 latach) i zaczynam z drugim. Właściwie jeszcze nie zakończyłam - jestem na urlopie - ale już obiegówką pobiegałam, rozliczyłam wszystko, odebrano mi wszystkie dostępy, klucze, karty. Mam kilka dni na pozałatwianie kilku zaległych spraw, bieżących też jest niemało i na robienie tego, na co mam ochotę.
I siedzę. Mogłabym zrobić coś w ogródku, ale nie mogę ruszyć ręką.
Mogłabym posprzątać, bo naniosłam kupę kupy. Siedzę w tym wszystkim.
Mogłabym ugotować obiad jak sobie obiecywałam. Produkty nakupiłam, nic, tylko gotować.
Tyle bym mogła, że nic nie robię. Najchętniej poszłabym spać, tylko że jak się już obudzę, to w koło będzie ten sam bajzel co teraz. Więc nie idę.
Nie cierpię tego stanu.

środa, 17 maja 2017

Przy porannej kawie...

...właściwie to herbacie, bo kawę wypiłam jakąś godzinę temu. Ale kawa brzmi jakoś tak bardziej 'porannie'.
Klasyczna bezsenność czwartej nad ranem mnie dopadła. Jak zwykle był to czas na nadrobienie spraw zaległych, które to 'jeszcze nie są tak pilne, a muszę się nad nimi zastanowić', więc czas ucieka, a tematy leżą. Kilka zatem udało się przerobić i dzień zacząć z miłym poczuciem, że już się coś pożytecznego zrobiło.

Budzik właśnie obwieścił 5:50, czyli czas na pobudkę. A mnie się właśnie zachciało ogromnie spać. Jakoś ten dzień przetrzymam.

Miesiąc minął od ostatniego wpisu, czyli mniej więcej i od świąt. Jako że raczej zimno było na dworze (również i przymrozki), wiatry i deszcze, więc pogoda na rozwój ogródka średnia. Choć od kilku dni temperatury sięgnęły kilkunastu do nawet ponaddwudziestu stopni Celcjusza, czyli wszystkie rośliny dostały nagłego przyspieszenia. Wygląda na to, że bukszpany przyjęły się. Chyba wszstkie mają świeże przyrosty. To byłby chyba czas na pierwsze ich cięcie, ale nie wiem jak się do tego zabrać. I chyba jakieś nożyce powinnam do tego kupić?

Wczoraj wieczorem odebrałam przesyłkę z paprociami. Mam nadzieję zrobić pod jesionem taki trochę leśny zakątek. Nie wiem na ile, na tych paru metrach kwadratowych, się to uda.  W planie mam obsadzenie paprociami, konwaliami i innymi wiosennymi kwiatkami, które pod paprociami będą mogły w lecie zniknąć. Poza tym gdzieś oglądałam paprocie w połączeniu z tulipanami. Najpierw wiosną rzucał się łan tulipanów, a potem z pąków wyłaziły paprocie, które - gdy już urosły - zasłaniały zwiędłe tulipany przez resztę roku. Zobaczymy jak u nas wyjdzie. Na razie ogromnie się cieszę z jesiennych nasadzeń roślin cebulowych. No i jakoś tak wyszło, że róże (kolory) przechodzące w odcienie amarantu pięknie się tu prezentują. I w tę stronę będę szła: nie żółte, nie czerwone, ale różne formy różowych. Ładnie mi się komponują do niebieskich innych kwiatów (barwinki, hiacynty, szafirki, len).

Dzisiaj wyczytałam, że ceny owoców w tym roku będą obłędne: 26 zł za polskie truskawki w skupie. Zastnanawiam się, na ile ten problem jest faktyczny, na ile napędzany. Z roku na rok obserwuję ogromny wzrost 'wartości' polskich owoców i warzyw. Kiedyś to były najtańsze produkty. Teraz zaczynają mieć miano luksusowych, przy tych sprowadzanych z zagranicy. Czemu? Wg mnie to cwaniactwo a nie faktyczny wzrost kosztów. Jak to mi kiedyś jeden z lokalnych rolników stojących 'z pietruszką', na pytanie, czemu ma drożej niż w pobliskim sklepie, choć nie ma kosztów, podatków itd., wypalił: "a bo państwo wszystko kupią". Otóż nie. Choć bardzo bym chciała, to do lokalnych rolników jestem zrażona. Od czasu do czasu staram się na nowo przekonać, z różnym efektem.

Tym bardziej własne miejsce zaopatrzenia w postaci ogródka wydaje mi się cenne. Jeszcze nie robię tego dwuarowego ogródka, z którego mają być płody na rok dla całej rodziny (tutaj o nim pisałam), ale mam cichą nadzieję, że truskawek w tym roku kupować nie będę. Fakt, że pewnie będą później niż zazwyczaj, ale kwitną prześlicznie i w ogromnych ilościach. Nic mi w tym roku nie przemarzło, nawet oregano przetrwało zimę na dworze, więc biadoleń rolników nie rozumiem. Liczę na własne owoce. Warzyw jeszcze nie będzie, bo warzywnik czeka na swój czas. Na razie nawóz zielony go porasta. Choć pewnie to ostatnia chwila sadzić coś w tym roku, ale sprawy wsi odsuwają prywatne na bok. Ech, sprawdza się moje motto: jak ktoś gdzieś ma za dużo, to mu gdzie indziej brakuje.

Czas szykować śniadania. I do roboty.


wtorek, 18 kwietnia 2017

Kamień milowy i zdjęcia

Niniejszym obwieszczam, że w przedświąteczną sobotę - Wielką Sobotę - zamiast szykować wszystko na święta zakończyłam jeden z życiowych etapów. Mianowicie zagospodarowałam ostatni ugór po budowie, czyli dwie frontowe grządki. Uff!
Radocha z tego faktu była porównywalna do bólu mięśni po robocie. Po dwóch dniach w ogródku wyjście na spacer skończyło się rejteradą i powrotem do domu, bo czułam się niemalże jak pod koniec Rysia, czyli nocnego maratonu z przeszkodami, który mi się trafił w ubiegłym roku.
No cóż, przeżyłam, więc jest dobrze.
A ogródek wygląda teraz tak:












I na koniec jeszcze Kota: