środa, 20 grudnia 2017

Politycznie, tfu

Nigdy nie myślalam, że blog 'długa droga do domu', który miał być luźnym zapisem historii budowy domu i osiadania 'na swoim', i takim zapisem budowy poczucia, że się jest wreszcie u siebie i może się u siebie pracować, organizować przestrzeń wokół, stanie manifestem politycznym. Co prawda etykieta 'politycznie tfu' ruszyła już jakiś czas temu, ale chyba wejdzie do szerszego użycia, bo... mam poczucie, że to, co było budowane przez ostantnie 25 lat, 8 lat rządów pewnie nie idealnych, ale dających poczucie stabilizacji i tego, że wreszcie możemy u siebie działać i budować, idą na śmietnik. Dzisiaj Komisja Europejska uruchomiła artykuł 7 wobec Polski:

Art. 7. Stwierdzenie przez Radę ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości Unii
1. Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.

Rada regularnie bada czy powody dokonania takiego stwierdzenia pozostają aktualne.

2. Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2.

3. Po dokonaniu stwierdzenia na mocy ustępu 2, Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną, może zdecydować o zawieszeniu niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów dla tego Państwa Członkowskiego, łącznie z prawem do głosowania przedstawiciela rządu tego Państwa Członkowskiego w Radzie. Rada uwzględnia przy tym możliwe skutki takiego zawieszenia dla praw i obowiązków osób fizycznych i prawnych.

Obowiązki, które ciążą na tym Państwie Członkowskim na mocy Traktatów, pozostają w każdym przypadku wiążące dla tego Państwa.

4. Rada może następnie, stanowiąc większością kwalifikowaną, zdecydować o zmianie lub uchyleniu środków podjętych na podstawie ustępu 3, w przypadku zmiany sytuacji, która doprowadziła do ich ustanowienia.

5. Zasady głosowania, które do celów niniejszego artykułu stosuje się do Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Rady, określone są w artykule 354 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Dodatkowo prezydent Dupa ogłosił, że podpisze ustawy o Sądzie Najszyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Chciałoby się rzec: 'i krzyżyk na drogę'. Choć w tym momencie to ja się czuję wyrzucona poza nawias. Że jedyną moją rolą w tym państwie jest zarabianie na tych bęcwałów. Może czas się zwijać?

czwartek, 7 grudnia 2017

Mikołaj 3

Zatem jeszcze raz wracam do tematu Mikołaja, bo sezon na to. A i wspomnień  kilka śmiesznych zostanie, które sobie przeczytam za jakiś czas.
Gdzieś w  połowie tego roku jechaliśmy we trójkę: ja, Mi i Po samochodem na trening. W radiu leciała jakaś pogadanka, w której redaktorzy silili się na bycie śmiesznymi. Opowiadali jakąś historię, że było sobie jakieś duże przedstawienie. Scena, orkiestra, dyrygent, te sprawy. Dużo dzieciaków na widowni. Przedstawienie było udane, tylko na koniec dyrygent wstał i powiedział do całej zgromadzonej dziecięcej publiczności: "A wiecie dzieci, że Mikołaja nie ma?" Potem redaktorzy jeszcze się rozwodzili na temat tego, jaki raban się zrobił i jak ten teatr czy opera musieli przepraszać i odwoływać. Po czym podsumowali, że 'któż tam jeszcze w Mikołaja wierzy?' Pośmiali się i byłby koniec. Ja puściłabym całość mimo uszu i w zapomnienie, gdyby nagle z tylnego fotela nie rozległ się głos Po:
- To Mikołaja nie ma?
Dziękuję panowie redaktorzy.

Miłosz jednak wziął sprawy w swoje ręce i wytłumaczył rzeczowo jak starszy brat młodszej siostrze jak to tatuś z mamusią, pod osłoną nocy bawią się w Mikołaja. Pola była chyba trochę zawiedziona, ale cóż, mądre z niej stworzenie.


* * *

I chyba kontynuacja działa się teraz, w listopadzie i grudniu.
Pola chyba pamiętała tamtą dyskusję. Nawet próbowała podpytywać, kto przynosi prezenty. Z szelmowskim uśmiechem zagadywaliśmy ją 'a co? Nie wiesz?'. Wredni rodzice jesteśmy po prostu. Pola zatem napisała piękny list do Mikołaja i dopilnowała, aby każde z nas go przeczytało. I czy na pewno zrozumiało. Potem przyszedł dziadek, to dziadek też musiał się z listem zapoznać:
List dodatkowo opatrzony był instrukcją:
Ciasteczka zostały kupione, ale zanim Mikołaj zdążył przyjść, już nic nie było. Zatem 5 grudnia zabrałyśmy się za pieczenie babeczek. Pola w pokoju naszykowała babeczkę i mleczko w kubeczku, po czym skrupulatnie dopilnowała, aby zarówno mamusia jak i tatuś wiedzieli gdzie stoją wiktuały. Na poduszeczce koło łóżeczka, aby już nikt nie miał zupełnie wątpliwości co należy robić stanęła kartka:
 A tu jeszcze jedna twórczość na tę okazję (zastanawia mnie co to jest na tym soplu czy nodze):


* * *

No, ale żeby nie było, że grudzień i zima, to dzisiaj jeszcze zauważyłam, że zakwitły jaśminy:


środa, 6 grudnia 2017

Mikołajowo...

...jeszcze raz dzisiaj.
Tradycyjnie okazuje się, że w ciągu roku najbardziej niegrzeczna jest... mama.
I na nic skarpetka, specjalnie uszyta dla mamy przez Po.
;)

Dużo tematów...

...na raz.
Ostatnio siadałam i chciałam coś napisać, bo gdy czytam co było jakiś czas temu, to bardzo przyjemne uczucie mnie ogarnia. I stwierdzam, że warto. A tu jakieś pustki miewam, choć natłok codziennych spraw. Zazwyczaj na tyle codziennych i błahych, że nie chce się zaczynać pisać.
Tradycyjnie, gdy mam czas i ochotę pisać, to znaczy, że ktoś jest chory. Tym razem padło na mnie. Trochę mnie wymęczyło. I w zasadzie dalej kręci w głowie i brzuchu, ale już nogi nie mogą usiedzieć w miejscu i...

Mamy dziś 6 grudnia. Mikołajki. Do dziś pamiętam, gdy Aga zdradziła mi wielką tajemnicę, że to żaden tam Mikołaj, tylko tato. I się namówiłyśmy, że 'w następnym roku, to będziemy czuwać'. Faktycznie, we dwie jakoś łatwiej pewnie niż jednej. Udawałyśmy że śpimy, zaczęły się jakieś szelesty w kuchni, otwieranie szafek; potem drzwi się otworzyły i tato włożył nam coś za poduszki. Jeszcze po ciemku przegrzebałyśmy paczki. Co ja miałam to nie pamiętam. Aga miała MasterMind. Jeśli ktoś pamięta co to jest?
Tyle z wspomnień. Dzisiaj... ja rozłożona, więc do pracy nie idę. Miłek wczoraj się rozłożył, to też nie idzie. Łukasza w nocy bolał brzuch i też się zastanawiał czy nie zostać; a Po - na popołudnie, to może się wylegiwać. Zatem w nocy jeszcze paczki zapakowałam (Po: ciuchy narciarskie, Mi: zestaw do rysowania - bo to go ostatnio intetresuje, i każdemu jakieś słodkości; zabawek nie pakowałam - dość ich dostali i dostaną w najbliższym czasie). Rano mogliśmy sobie pozwolić na komfort wylegiwania się i nasłuchiwania. Pola była trochę zawiedziona, ale chyba to, że wskoczyła do nas do łóżka, Mi zresztą też, i mogliśmy pogadać o nartach, na które pojedziemy razem, wyraźnie poprawiły jej humor. I to chyba było w tym wszystkim najprzyjemniejsze: wspólne wylegiwanie i plany.

Choroba chorobą, a śmieci wyrzucić trzeba. Czyli wyszłam. Jak wyszłam, to i na to co w koło popatrzyłam. Więc skoro jest chwila 'za dnia', choć nie powiem, że jest jasno, to obiecane Skorce zdjęcia. Tym razem sesja 'kwiatowa', czyli co można 6. grudnia znaleźć w ogródku.
Na początku kwiatki:
Szałwia omszona:
 I róże, których jest całkiem sporo, choć są poniszczone chłodem i wiatrem:




 No i... wiosna się zbiża, czy jak?
 A tu pigwowiec:
 którego również resztki owoców zostały na krzakach (a planowałam nalewkę):
Wrzosy są dużo piękniejsze niż we wrześniu:

Przygotowań do wiosny widać więcej. Choćby w zawiązkach rozchodnik okazały:
 i dąbrówka(?):
Poza tym świeże listki produkują ciągle bukszpany, dzisiaj widziałam świeżutkie zawiązki gałązek na laurowiśniach. Dużo pąków ma posadzony wiosną różanecznik. Kupiłam go, jako okaz bezpąkowy, ale jeden pączek się znalazł, więc już wiem, że czerwony pąk rozkwita się w biały kwiat. Na pozostałe trzy małe różaneczniki dopiero czekam, aż zakwitną.
Poza tym pąki zawiązała magnolia. Taka, którą staram się odratować od dwóch lat. Jeśli przetrwa zimę, to już chyba tylko lepiej będzie. Oby. Kwitną poza tym jeszcze białe róże okrywowe, nagietki, pojedyncze maciejki, ostróżka, rudbekia, lobelki. I trochę chwastów też. Czyli grudzień roślinom nie przeszkadza. Choć pogoda dziś w rodzaju 'na dworze chichoty i wycie', czyli ciemno (co widać na zdjęciach) i wiatr - trafienie obiektywem w kwiatka nie było proste.

To chwilowo tyle. Do piątku może jeszcze się odezwę, bo kilka tematów mi się szykuje.

sobota, 25 listopada 2017

Jesienny spacer

Koniec listopada. Zaczyna się najbardziej ponura pora roku. Rano, gdy wyjeżdżamy, jeszcze jest ciut jasno, choć droga nas nie rozpieszcza, bo trzeba jeździć bardzo naokoło. W wakacje dojazd do pracy zajmował mi 15-20 minut. Teraz jest to 40-50. I tak się cieszę, że udaje mi się omijać co większe korki.
W ciągu dnia za to, mam widok z okna na Ślężę. Pod warunkiem, że ją widać, bo w ponure, deszczowe dni, to zazwyczaj nie. Ale i tak widok z ósmego piętra pozwala wędrować dość daleko, więc jest to dość duży bonus w pracy. Choć wzrok mi coś ostatnio siada. Wiek już robi swoje. Czterdziecha na karku i co robić.

Ale nie o tym miałam. Miałam o kwiatkach, które ciągle kwitną w ogródku. Za kwitnięcie wzięły się róże, anemony, pigwowce. Nasturcje jeszcze niedawno rosły całkiem bujnie, choć dzisiaj były już zwarzone zupełnie. Krzewuszka z jednej strony gubi złote liście, z drugiej ma kilka pąków różowych kwiatów. Róże okrywowe ciągle nie przestały kwitnąć, choć liści już na nich prawie nie uświadczysz. Dzwonki, maciejki, nagietki, turki. Słabo bo słabo, ale sobie radzą. Bukszpany co prawda nie kwitną, ale mają sporo świeżych zielonych listków.
Chodziłam dziś tak sobie i patrzyłam, które drzewko w jaki sposób trzeba będzie podciąć wiosną. Że w zasadzie liście trzeba by zgrabić, ale może niech sobie leżą. Nie za duże drzewka, to i liści nie tak wiele na trawniku. W ubiegłym tygodniu Łu z Po zgrabili część na kupkę, aby był domek dla jeży. Czy jednak jakikolwiek zawędruje tutaj? Tak obserwowałam, jakie przyrosty mają w tym roku rośliny. Całkiem spore przyrosły. Kilka lat i będzie mały gąszcz. Fajnie.

Tylko czasu na zajęcie się jakby brak. Do zrobienia ciągle dużo. A utrzymanie wszystkiego też trochę wymaga.

Taki spokojny, może nawet trochę nudny dzień. I dobrze mi z tym.

A i jeszcze... zobaczyłam wczoraj, że mam dwie nieodebrane rozmowy na telefonie. Raczej nie oddzwaniam, bo to teraz niewiadomo, czy zadzwoni się do człowieka szukającego kontaktu, czy na Kajmany płacąc miliony, jednak zadzwoniłam. I co? Okazuje się że dawny kolega z pracy kupuje działkę na naszej ulicy. Świat to jednak mały jest.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Tam dom twój...

...no właśnie, gdzie?
Popędziliśmy wczoraj odrobić zaległe zadanie domowe Mi z j. polskiego. Polegało na zrobieniu sobie zdjęcia pod Sokratesem. Gdzie jest najbliższy Sokrates? Pewnie niektórzy kojarzą. Niemniej była to okazja do pogadania trochę na różne filozoficzne tematy.
Po drodze Po wypatrzyła reklamę ze sloganem 'jesteś swoim domem' i zaczęła dywagacje, że przecież nie można być swoim domem. Była więc okazja do rozważań czym jest dom. Czy można być swoim domem. 'Tam dom twój, gdzie serce twoje' - co zapamiętałam z Pana Samochodzika. I czy dom jest tam, gdzie budynek, czy może coś innego, co określa nasze miejsce na Ziemi. Po spuentowała rozmowę stwierdzeniem, chyba najbardziej oddającym rodzeńskie relacje:
"Tam dom twój, gdzie brat twój wściekły".

poniedziałek, 9 października 2017

Retrospekcja...

...powiosenna.

Zajrzałam w to, co wypisywałam choćby w marcu.
Zgodnie ze spodziewaniami wszystko obrodziło ponad wszelkie przewidywania. Ciągle mam wrażenie, że drzewa są małe, ale na grządkach bujnie wszystko się rozrosło. Zarówno sadzone wcześniej, jak i świeże, tegoroczne nabytki. Dopiero po takim przeglądzie wiosennych zdjęć widzę ile się zmieniło. Stąd wniosek, że muszę się zabrać za zrobienie kilku nowych, aby znowu za parę miesięcy mieć co porównywać.

 W lutym pisałam o sprzątaniu i nieco o sąsiedzkich stosunkach. Hmm, nie wygląda to źle, ale najlepiej też nie. Nawiązując do tego, że sprzątałam ogród po pobudowlanych działaniach na działce obok... przy kolejnej akcji, palenia niewiadomo czego poszłam i powiedziałam, że we wsi jest punkt odbioru śmieci, gdzie wszystko można spokojnie wywieźć. Usłyszałam, że 'ja palę tylko drewno pobudowlane'. Ta, jasne. A do wywiezienia to sądziad nie ma takiego samochodu. Wkurzyło mnie to i powiedziałam, że mam dość zbierania śmieci wszędzie w koło.
- 'Jakie śmieci'.
- No a jakie śmieci po budowie powstają? Choćby styropian wszędzie latający.
- 'Styropian to wiatr rozwieje'.
Nosz k... Pewnie. Do mojego ogródka. I potem ja z wiadrami biegam, żeby to uprzątnąć z działki i drogi.

Potem było jeszcze kolejne spięcie z drogą. 'Czy dokładasz się sąsiadka do utwardzenia'. Ponieważ rok temu, po budowie utwardziliśmy spory kawałek i od tego czasu dużo zostało rozjechane, rozgrzebane, to stwierdziłam, że w najbliższym czasie nie planujemy takiego wydatku, a droga została rozjechana głównie przez transporty do niego. Znowu wielkie oburzenie, że przecież u niego budowa ciężkich rzeczy się skończyła dwa lata temu i to nie u niego. A w ogóle to utwardził ją wcześniej i my rozjechaliśmy. Tak, to było pierwsze nasze spięcie, gdy zostaliśmy wezwani na 'dywanik' bo nabłociliśmy na drodze i przejść się nie da. Łukasz się dziwił, jaka droga, toż to pole rozjechane. No bo sądziad utwardził. Powiedzieliśmy, że no tak, utwardził, ale tylko kawałek przed własną posesją. Coś tam zaczął gadać z teściem, który to wszystko organizował. Wydawało się, że dotarło. Teraz znowu, że 'przecież utwardził'. Jak utwardził, to widać na zdjęciach satelitarnych na WROSIPie.

Aha, i jeszcze nawet dzisiaj trafiłam na zdjęcia z ubiegłego roku, gdy chałupa sąsiada stoi bez dachu. Po drodze wszystko od stanu surowego było, budowa szamba, nawożenie ziemi, tłucznia (na właśną działkę). Zaś ja od teścia usłyszałam, że 'a bo pani z podjazdu woda leci i tu się kałuża robi, to pani tłucznia nawiezie'. Pędzę.

A na drodze znowu kupa różnego rodzaju śmieci. Nierówna droga przeszkadza, bo nie da się przejechać szybciej (a wolno sądziad nie jeździ), ale walające się śmieci to już nie.