sobota, 25 listopada 2017

Jesienny spacer

Koniec listopada. Zaczyna się najbardziej ponura pora roku. Rano, gdy wyjeżdżamy, jeszcze jest ciut jasno, choć droga nas nie rozpieszcza, bo trzeba jeździć bardzo naokoło. W wakacje dojazd do pracy zajmował mi 15-20 minut. Teraz jest to 40-50. I tak się cieszę, że udaje mi się omijać co większe korki.
W ciągu dnia za to, mam widok z okna na Ślężę. Pod warunkiem, że ją widać, bo w ponure, deszczowe dni, to zazwyczaj nie. Ale i tak widok z ósmego piętra pozwala wędrować dość daleko, więc jest to dość duży bonus w pracy. Choć wzrok mi coś ostatnio siada. Wiek już robi swoje. Czterdziecha na karku i co robić.

Ale nie o tym miałam. Miałam o kwiatkach, które ciągle kwitną w ogródku. Za kwitnięcie wzięły się róże, anemony, pigwowce. Nasturcje jeszcze niedawno rosły całkiem bujnie, choć dzisiaj były już zwarzone zupełnie. Krzewuszka z jednej strony gubi złote liście, z drugiej ma kilka pąków różowych kwiatów. Róże okrywowe ciągle nie przestały kwitnąć, choć liści już na nich prawie nie uświadczysz. Dzwonki, maciejki, nagietki, turki. Słabo bo słabo, ale sobie radzą. Bukszpany co prawda nie kwitną, ale mają sporo świeżych zielonych listków.
Chodziłam dziś tak sobie i patrzyłam, które drzewko w jaki sposób trzeba będzie podciąć wiosną. Że w zasadzie liście trzeba by zgrabić, ale może niech sobie leżą. Nie za duże drzewka, to i liści nie tak wiele na trawniku. W ubiegłym tygodniu Łu z Po zgrabili część na kupkę, aby był domek dla jeży. Czy jednak jakikolwiek zawędruje tutaj? Tak obserwowałam, jakie przyrosty mają w tym roku rośliny. Całkiem spore przyrosły. Kilka lat i będzie mały gąszcz. Fajnie.

Tylko czasu na zajęcie się jakby brak. Do zrobienia ciągle dużo. A utrzymanie wszystkiego też trochę wymaga.

Taki spokojny, może nawet trochę nudny dzień. I dobrze mi z tym.

A i jeszcze... zobaczyłam wczoraj, że mam dwie nieodebrane rozmowy na telefonie. Raczej nie oddzwaniam, bo to teraz niewiadomo, czy zadzwoni się do człowieka szukającego kontaktu, czy na Kajmany płacąc miliony, jednak zadzwoniłam. I co? Okazuje się że dawny kolega z pracy kupuje działkę na naszej ulicy. Świat to jednak mały jest.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Tam dom twój...

...no właśnie, gdzie?
Popędziliśmy wczoraj odrobić zaległe zadanie domowe Mi z j. polskiego. Polegało na zrobieniu sobie zdjęcia pod Sokratesem. Gdzie jest najbliższy Sokrates? Pewnie niektórzy kojarzą. Niemniej była to okazja do pogadania trochę na różne filozoficzne tematy.
Po drodze Po wypatrzyła reklamę ze sloganem 'jesteś swoim domem' i zaczęła dywagacje, że przecież nie można być swoim domem. Była więc okazja do rozważań czym jest dom. Czy można być swoim domem. 'Tam dom twój, gdzie serce twoje' - co zapamiętałam z Pana Samochodzika. I czy dom jest tam, gdzie budynek, czy może coś innego, co określa nasze miejsce na Ziemi. Po spuentowała rozmowę stwierdzeniem, chyba najbardziej oddającym rodzeńskie relacje:
"Tam dom twój, gdzie brat twój wściekły".