wtorek, 24 lutego 2015

To już jest...

...koniec.
Tym tragicznym wstępem obwieszczam całkiem radosną nowinę!
Przed chwilą miałam telefon z Inspektoratu, że "dokumenty są do odbioru"! Rozumiem, że dokumenty po zamknięciu budowy! Czyli to już jest koniec!
Już formalna Długa Droga Do Domu została zakończona. Zamknięta. Finito! Bęc!
Wierzyć mi się nie chce, bo spodziewałam się jeszcze nie wiadomo jakich problemów na koniec. A tu nic. Telefonik. Pan grzecznie i sympatycznie poinformował. Ucieszyłam się do słuchawki, że 'pan jest jaskółką dobrych wieści', co strasznie Pana rozbawiło. No nic, chyba czas na świętowanie. :)
No i... do roboty - bo tej niemało przed nami.

PS. Aha, i to już chyba ostatni wpis z tagiem 'budowa'. Kolejna rzecz, w którą nie mogę uwierzyć. I pierwszy wpis, z tagiem 'radości'. W sumie to nie wiem, czemu wcześniej takiego nie miałam. Zazwyczaj używałam 'jojczenie'.

piątek, 20 lutego 2015

Zapach...

...świeżej pościeli. Co czujecie, gdy o tym myślicie?
Mi się zawsze przypomina pościel przyniesiona ze słońca, czasem wymrożona, czasem już lekko wilgotna wieczorną rosą. W każdym razie taka, która parę godzin spędziła na dworze przez co pachnie trochę sianem, trochę wiatrem, trochę słońcem.
Mieszkając w mieszkaniu bez balkonu nie mieliśmy możliwości wystawienia pościeli i przewietrzenia jej w taki sposób. Dzisiaj pierwszy raz u siebie takie wietrzenie zrobiłam. Mmm...

niedziela, 15 lutego 2015

Gwiazdki na szybach

Pamiętacie gwiazdki szronu na szybach? Siedzenie w ciepłej chałupie, gdy na zewnątrz mróz. Od mrozu oddzielają zaparowane okna, czasem po prostu zamglone, a czasem wymalowane w łuki, gwiazdki, kryształki. Jako dziecko próbowałam czasem stworzyć obrazki chuchając na szybę i obserwując jak zamarza. Oczywiście nie udawało się to w oknie z podwójnymi szybami, bo temperatura od wewnętrznej strony raczej nie była ujemna. W starych pociągach jednak była taka szansa. I z tym kojarzą mi się zimowe jazdy do Babci i Dziadka prawdziwym parowozem. W obrazku można było 'wychuchać' okienko, w którym widać było zazwyczaj czerń nocy.
Teraz już chyba nigdzie nie ma okien jednoszybowych. Praktycznie nigdzie nie stosuje się też okien skrzynkowych, w których często wewnętrzne skrzydła ściągano na lato i zakładano z powrotem na zimę uszczelniając przestrzeń pomiędzy skrzydłami gazetami, szmatkami. Bardziej dbające o estetykę gospodynie owijały ocieplenie na przykład bibułą. Żeby było ładnie. Takie przynajmniej mam wspomnienia z okien obserwowanych w dzieciństwie. I takich nie widziałam już ho, ho.
Myliłby się jednak ten, co sądzi, że na super, hiper energooszczędnych oknach gwiazdki są niemożliwe. Czytaj: ja się myliłam. Bo jednak bywają:

sobota, 14 lutego 2015

Ostatni papierek...

...został wczoraj zaniesiony do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Znowu ciśnienie mi się niebezpiecznie podniosło. Jedno, że panienka powinna pracować od 7:45. Przyszła tuż przed 8. Nie szkodzi, zaraz otworzyła. Złożyłam papierek. Papierek to osobna historia. Było to, szumnie nazwane ZAŚWIADCZENIE O PRZYŁĄCZENIU.

* * *
Na chłopski rozum potwierdzenie w postaci zapłaconej faktury za dostarczenie prądu powinno być wystarczającym poświadczeniem, że w jakiś sposób przyłączeni jesteśmy. Nie - dla INB nie jest. Może umowa? Również nie. Może protokół odbioru? - skądże! Mam się udać do energetyki i wziąć dodatkowy papierek.
Wykręciłam więc na infolinię do Tauronu, po -nastu czy -dziesięciu minutach dodzwoniłam się, żeby się dowiedzieć, że nie ma problemu, muszę tylko wysłać na maila prośbę z danymi. Nie ma sprawy, wysyłam. Wysłałam i czekam. Parę dni to trwało, żebym dostała odpowiedź, że jednak muszę wysłać pocztą AŻ DO KATOWIC. Na głowę upadli - stwierdziłam; wzięłam dzień wolny w pracy i po 2 godzinach w kolejce dostałam dostałam się do pani w BOKu. Pani była bardzo miła, powiedziała, że nie ma sprawy, ale to niestety nie do nich i ona tego nie może wystawić (choć wszystkie dane ma przed nosem na ekranie komputera), bo oni nie są dystrybucja tylko coś tam, a w ogóle to 'tamci' mają wszystkie potrzebne dane przyłącza i ona to wyśle szybciutko faksem i jeszcze zadzwoni, żeby to szybciutko zrealizowali, czyli już następnego dnia w piątek rano będzie wysłane. Super. Do poniedziałku powinno przebyć te kilkanaście kilometrów.
W poniedziałek nie doszło.
We wtorek również.
Podobnie w środę, czwartek.
W piątek nie wytrzymałam i zadzwoniłam na infolinię gdzie...
...Pani mnie wysłuchała z niejakim niesmakiem, bo 'oni przecież mają dwa tygodnie, a to jeszcze nie minęło'; i na nic się zdały moje jęki, że obiecywali szybko, a pisemko to ja już załatwiam miesiąc, a nie dwa tygodnie. Pani powiedziała, żebym chwilę poczekała, po czym wysłała mnie na koniec sieci telefonicznej, gdzie zapadłam się w otchłań Krańcowego Wodospadu (tego ze Świata Dysku), czyli po ponad dwudziestu minutach wsłuchiwania się w ciszę stwierdziłam, że jednak mnie nie stać na wiszenie na słuchawce i się wyłączyłam.
W kolejny piątek dostałam awizo. Sobota, niedziela - poczta nie działa. W poniedziałek, wtorek, środę poczta działa u nas w godzinach 8:30 do bodajże 15:30. Czyli dopiero w czwartek (godziny pracy do 18:30) odebrałam przesyłkę, z zupełnie oczywistą obawą, że jest to pismo z Inspektoratu, że 'proszę uzupełnić dokumenty'. Jednak nie! To było ZAŚWIADCZENIE.
I myślicie, że był to jakiś skomplikowany dokument? Nie. To był taki napisany na kolanie, że 'ten budynek, na tej ulicy jest podłączony do naszej sieci'. Finito.

* * *
Papierek w każdym razie złożyłam wypytując się trochę o procedurę i 'to kiedy już będziemy się mogli oficjalnie wprowadzić?'. Pani stwierdziła, że jeśli wszytko będzie ok, czyli (m.in.) nie zmienialiśmy sposobu ogrzewania, to 6. marca mogę ZADZWONIĆ i ZAPYTAĆ o to, czy łaskawie PRZYGOTOWALI dokumenty. Ale co to znaczy, że 'gdy nie zmienialiśmy sposobu ogrzewania'? Przecież zmienialiśmy i KierBud (i internet) twierdził, że to nie jest zmiana istotna. Wg panienki jest, bo przecież jest zmiana w planie zagospodarowania działki, bo przecież był zaplanowany przewód gazowy i go nie będzie.
Z nastroszonymi włosami na głowie wpadłam do pracy, i dawaj do netu. Nic nie znalazłam, że taka zmiana jest zmianą istotną! Oczywiście wszystkie zmiany muszą być zgodne z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego. I nasze wstawienie pompy ciepła jak najbardziej się w to wpisywało. Ba! Przy takiej interpretacji może wynikać, że mamy samowolę budowlaną! Żeby było śmieszniej, to na tę samowolę dostaliśmy dotację od gminy. Więc już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

* * *
Kolejny mały paradoks budowlany, który w międzyczasie mi wypłynął, to na przykład to, że zmianą istotną jest, że zmienia się kubatura budynku. Ale już nie jest istotne, czy się zmienia np. kąt nachylenia dachu, bądź jego wysokość. I niech mi jakiś uczony budowlaniec (najlepiej Inspektor NB!) wytłumaczy, jak można nie zmienić kubatury budynku podnosząc dach? - co nagminnie jest praktykowane w okolicy.

niedziela, 1 lutego 2015

Łysy misiek czy budowlaniec?

Z mieszkania wyprowadziliśmy się już ponad miesiąc temu. Trochę stało puste, bo w sumie nie zdążyliśmy tam posprzątać, i ciągle jeszcze trochę rzeczy jest do wyniesienia. Ponieważ zawsze to obciążenie, bo trzeba utrzymać, czynsz i ratę kredytu zapłacić, to stwierdziliśmy, że razem z ogłoszeniem o sprzedaży wystawimy ogłoszenie o wynajem. Chętnych na kupno nie ma. Chętnych na wynajem mam już dwóch. I tak:
Jedno, to małżeństwo z dwójką dzieci: dziewczynkami w wieku 8 i 1 lat. Tato pracuje jako kierowca (TIRa?) i praktycznie go nie ma. Mama: nie wiem. W kontakcie dość konkretni i sympatyczni. Chcieliby wynająć od marca na rok, może dłużej. Najlepiej razem z meblami, bo nie mają (mebli jest tylko trochę, których nie braliśmy do domu).
Drugi, wydzwaniał już dwa razy, czy 'tamci państwo się nie zdecydowali', bo oni potrzebują na już mieszkanie dla kierownika budowy. Prawdopodobnie którejś z okolicznych. Ale potrzebują tylko na około 3,5 miesiąca, może trochę dłużej.

Tyle faktów. I teraz weź tu podejmij decyzję, co będzie lepsze, głównie: kto mniej zdewastuje mieszkanie i z kim będzie mniej problemów? Może jakieś sugestie, co robić, o co pytać, co zawrzeć koniecznie w umowie? Ja nie mam zielonego pojęcia (no, tyle co w necie znajdziemy) jak się pozabezpieczać i, nie powiem, stresuje mnie wizja problemów, jakie mogą się pojawić. Brr...

Namaszczenie

Rzecz działa się w niedługim czasie po wprowadzeniu do mieszkania. Czyli jakieś 8 lat temu. Wprowadziliśmy się do świeżo wykończanego lokum, więc wszystko było czyste i ładne. Gotowałam sobie w kuchni jakiś obiad. Ze mną Miłosz, około czteroletni. Bawił się kuchennymi utensyliami, co mnie bardzo cieszyło, bo miałam go z jednej strony niby 'na oku', z drugiej zajmował się sobą i ja mogłam w spokoju gotować. Ja wyjmuję gary, Miłosz wyjmuje gary. Ja stawiam na kuchence, Miłosz stawia na stołeczku na środku aneksu. Ja mieszam w garach, on miesza w garach. I tak sobie 'gotujemy' w spokoju. Miłosz wyciąga co chwilę coś nowego, a to durszlak, a to ubijak do ziemniaków. Już nie pamiętam momentu, gdy zorientowałam się, że coś jest nie tak. W każdym razie przyjemność gotowania skończyła się armagedonem sprzątania litra oleju słonecznikowego z podłogi. Miłosz w ferworze naśladowania mamy na stołeczku postawił durszlak i do niego wlał litr tego oleju. W efekcie olej znalazł się na podłodze i świeżutkich, jasnych fugach. Jedno, że problem ze sprzątaniem takiej ilości tłuszczu, drugie, że fugi już nie były pięknie jednolite.

* * *
Minęło 8 lat. Pora mniej więcej podobna, bo początki lutego, podobny również czas zamieszkiwania. Sceneria co prawda inna, bo nie gotujemy obiadku, tylko szukam kaszki manny na kolację dla dzieci. Kaszki nie znalazłam, ale litrowa butelka oliwy, co ją właśnie kupiłam, popełniła samobójstwo na podłodze. Znowu litr tłuszczu do posprzątania + dodatkowo szkło, które rozprysło się po całej kuchni. Olej pozaciekał za listwy, trzeba było demontować, myć, wycierać, suszyć, składać na nowo. Fugi znowu nabrały intensywniejszej barwy w miejscu zalania. Nikt pewnie nie zauważy, ale ja widzę nową skazę na tym naszym wychuchanym domku. No i pytanie, co zrobić z litrem oleju ze szkłem? Wyrzucić? Wylać do kanalizacji (szambo)?

* * *
W każdym razie nowa świecka tradycja zaistniała: co nowa chałupa, to trzeba ją namaścić olejem po podłodze. Widocznie tak być musi, żeby życie w nowym miejscu było 'tłuste' i opływało w dostatki. Czego i Wam życzymy.