sobota, 10 września 2011

Nowy pomysł

Od dłuższego czasu zmagamy się z 'przykrótką kołderką' finansową. Jakoś tak nie chcielibyśmy budować hurraoptymizmem, który skończyłby się nie we własnym domu a w głębokich krzakach. Kombinujemy co zrobić, żeby bezpiecznie przebrnąć przez fazę budowy a i nie zadłużyć się po same uszy na stare lata. Do spokojnego budowania brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy. Tak raczej bliżej setki, niż dziesiątki, więc porządne kalkulacje są jak najbardziej na miejscu.
Obecnie mamy dwa kredyty: jeden we frankach, przy obecnym kursie na około 130 tys.; drugi w złotówkach na blisko 110 tys. Razem miesięcznie obciążają nas na ok. 1300 zł. Da się z nimi żyć, ale brać coś więcej nie byłoby najlepszym pomysłem.
Oszczędności mamy za mało, żeby dociągnąć budowę do jakiegoś zaawansowanego etapu. Główna część naszego kapitału jest zamrożona w mieszkaniu - wg mnie ok. 350 tys. Wg Łu trochę mniej.

Pierwotny plan zakładał dociągnięcie budowy do stanu surowego z przychodów bieżących. Ciągle jednak widmo brakujących kilkudziesięciu tysięcy przed nami. Czekać aż je uzbieramy? To koszt budowy wzrośnie o kolejnych parę procent. Klasyczne 'dwa do przodu, trzy do tyłu'.

Dzisiaj poszliśmy na kolejny spacer z serii 'to może już zjemy maliny z własnej działki' (ciągle zielone, albo ktoś nam wyżera). Natknęliśmy się na sąsiadów, ale chyba nie w sosie, więc głowy im nie zawracaliśmy. Niemniej urodził się nowy pomysł...


Gdyby jednak tak...
1. Sprzedać mieszkanie (+350 tys. zł); pozbyć się obu kredytów (1300 zł z miesięcznych obciążeń), (-240 tys zł z portfela);
2. zamieszkać w mieszkaniu wynajętym na tym samym osiedlu, lub - jeszcze lepiej - bliżej budowy (koszt miesięczny ok. 1300--1500 zł);

W ten sposób, przy podobnych wydatkach na życie zyskujemy 110 tys. zł. Z 50 tys. oszczędności daje ok. 150 tys. zł na rozpoczęcie budowy.

3. Za tą kwotę dociągnąć budowę do stanu surowego otwartego;
4. z czystym kontem kredytowym wziąć kredyt na 250-300 tys. zł (ok. 1500 zł miesięcznej raty);
5. możliwie szybko doprowadzić dom do stanu używalności;
6. zamieszkać u siebie.

Proste? ;)

Minusy:
- Trudny na pewno byłby etap, gdy trzeba byłoby płacić za wynajem i kredyt (3000 zł!!!);
- przez cały czas budowy wynajmujemy mieszkanie;
- trzeba gdzieś składować wszystkie posiadane przez nas graty;
-

Plusy:
+ Na wstępie mamy wkładu własnego ponad 50% (gotówka + działka bez hipoteki).
+ W takim przypadku realna staje się budowa przez jednego wykonawcę -- od fundamentów do wykończeń -- obniży to cenę robocizny i materiałów;

No i ciągle aktualny jest temat, co zostawić 'na później', żeby zmieścić się w budżecie. Czas siadać do kalkulacji...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz