piątek, 1 lipca 2011

Finanse i maliny

Kolejne pół roku minęło. Sprawy dzieciowo-zawodowe trafiły w swoje codzienne koleiny, czyli ja pracuję, Pola zostaje z opiekunką. Dzięki temu (że wszystko jest w koleinach) mogliśmy się trochę pozbierać i zacząć kalkulować czy z wiosną uda nam się ruszyć z budową. Wydawało nam się, że jeśli będziemy mieć ok. 40 tys. w gotówce, to można startować. Ale wydawanie wydawaniem -- wszystko trzeba mieć na papierze (no, desce czy innym desku) skalkulowane.
Wydatki, które musimy ponieść do stanu 'zero', czyli pierwszego etapu budowy:
  • droga -- 2400 zł;
  • szambo -- 3700 zł;
  • przyłącze wody -- 5500 zł;
  • przyłącze prądu (budowlane) -- 1700 zł;
  • prace geodezyjne -- 900 zł;
  • wyprowadzenia instalacji w płycie podłogowej -- (jeszcze kalkuluję co trzeba, ale myślę, że nie więcej niż) -- 500 zł;
  • roboty ziemne (wg kosztorysu) -- 9600 zł;
  • fundamenty (wg kosztorysu) -- 34000 zł;
  • posadzki i podłogi (wg kosztorysu) -- 21500 zł.
Co daje kwotę blisko 80 000 zł !!!

A ceny kalkulowane na koniec 2010 r. Chyba nam przyjdzie czekać na gwiazdkę z nieba. :(

A gdzie maliny?
Byliśmy dziś na działce. W chaszczowisku rosły sobie krzaczuszki. Nieduże. Na nim ze dwie malinki, ale jeszcze zielone. Obok - kupa kupy - wywalona przez sąsiada za płot zawartość kosiarki. Chyba będę musiała z nim 'poważnie porozmawiać'. Tyle optymistycznego akcentu. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz