wtorek, 18 kwietnia 2017

Kamień milowy i zdjęcia

Niniejszym obwieszczam, że w przedświąteczną sobotę - Wielką Sobotę - zamiast szykować wszystko na święta zakończyłam jeden z życiowych etapów. Mianowicie zagospodarowałam ostatni ugór po budowie, czyli dwie frontowe grządki. Uff!
Radocha z tego faktu była porównywalna do bólu mięśni po robocie. Po dwóch dniach w ogródku wyjście na spacer skończyło się rejteradą i powrotem do domu, bo czułam się niemalże jak pod koniec Rysia, czyli nocnego maratonu z przeszkodami, który mi się trafił w ubiegłym roku.
No cóż, przeżyłam, więc jest dobrze.
A ogródek wygląda teraz tak:












I na koniec jeszcze Kota:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz