poniedziałek, 7 czerwca 2021

Poidełko

 Hmm, ostatnio wzięliśmy się za robienie rzeczy nieskończonych w trakcie budowy, o których myśleliśmy dawno, ale cały czas czekały. W czwartek mają zamontować balustradę do schodów (siedem lat funkcjonujemy bez), ostatnio zamontowali słupy do półpergoli. Pół, bo daszku nie będzie tylko na linkach ma być rozpinany materiał. Zrobiony też został odpływ z podjazdu, przed płotem opaska z krawężników i o czymś pewnie jeszcze nie pamiętam. Głównie są to 'projekty' Łu, a ja tylko coś pomagałam. Ja za to się wzięłam za likwidację piaskownicy przed oknem okiennym i zrobienie w tym miejscu fontanny (to dużo za dużo powiedziane)/poidełka dla ptaków/jeży/kotów itd.

Taka mała fotorelacja z procesu:

Najgorsza robota, czyli rycie (również kilofem) w ziemi utwardzonej przez koparkowego (chyba gdzieś to opisywałam). Miejsce po piaskownicy, której zarys jest zachowany.

Przymiarki kastry. Ciągle za płytko.

Kratki na kawałkach płytek z obrzeży chodnikowych. Da się, ale jednak pełny krawężnik dużo lepiej się sprawdza a koszt stosunkowo nieduży.


Kastra wyłożona dodatkowo folią, żeby z większej powierzchni zbierać wodę. Jak widać, gdy folia ułoży się w środku, to sporo brakuje. Nie chciało mi się tego poprawiać, choć dałoby się.

Na większej kratce będzie stała kula (i tam dostawiliśmy też kamienie). Mniejsza kratka ma być ruchoma. W razie potrzeby, czy jesienią, żeby wyjąć pompkę, kamienie się odgarnie z mniejszej kraty i będzie można ją podnieść.


Na kraty wema położona agrowłóknina, żeby kamienie i śmieci nie wpadały do kastry.
Podstawa pod kulę.
Kulka już stoi.
Montaż pompki, przeciąganie węża przez dziurę w kamieniu i dokręcenie końcówek do pompy. Końcówki do 'zarobienia' węża (również przy wylocie z kamienia) znalazłam w elementach pompy.



Dodane bordery.
Tak jakoś nam wyszło, że może dostawić jeszcze kilka granitowych skałek, które znaleźliśmy na działce.


I zasypywanie krat.

Taki efekt prawie ostateczny. Prawie,  bo jeszcze obsadzę roślinami, żeby było bardziej 'w naturze'. Kot, jak widać, na posterunku. Nie wiem, czy nie będzie to dla niego miejsce polowań :(


Małe podsumowanie kosztów:

  • kula kamienna 35 cm średnicy z dziurką 3 cm : 480 zł + transport;
  • pompka: 140 zł;
  • dwie kratki wema 100 x 60 cm i 100 x 40 cm: 236 zł;
  • kastra budowlana (pojemnik 80 l): 27 zł;

Ponadto:

  • kawałek folii budowlanej (napisałam na forum, że potrzebuję): czekolada;
  • kawałek agrowłókniny: wygrzebałam z naszych staroci;
  • obrzeże chodnikowe (miały być tylko jakieś odpadki obrzeża pozostałe po innych pracach, ale ostatecznie użyte zostały dwa pełne obrzeża długości 1 m; i jest to dużo lepsze rozwiązanie niż poziomowanie kilku kawałków, ale użyć można pewnie cokolwiek pod kratki wema, żeby stabilnie na czymś leżały i nie opierały się o kastrę): ok. 25 zł;
  • 1mb węża bodajże 3/4 cala: kupiłam kilka lat temu i leżał, koszt może 2-3 zł;
  • bordery w koło (miało nie być, ale może łatwiej będzie utrzymać kamienie i otoczenie w ryzach), około 2-3 mb, było 'na stanie', ale to koszt ok. 20-30 zł;
  • grys granitowy frakcji 8-16, ok. 2 taczki (płaciłam 100 zł za tonę, został po innych pracach);
  • polne kamienie granitowe - wszystkie wykopane z naszej działki w trakcie budowy.

Podsumowując, niezbędne koszty zamknęły się w 1000 zł i pewnie jest to realny koszt wykonania całości (ponieważ pewnie za kamień udałoby się potargować, czego głupia nie zrobiłam; pompka pewnie wystarczyłaby taka za 70 zł). Ja kupiłam taką z wydajnością 2000 l/h, bo gdzieś ktoś podawał, dla kamienia z wypływem, ale pracuje na minimalnej mocy. Pewnie wystarczyłaby taka 500, może 700 l/h.

Jeszcze planuję kupić włącznik/wyłącznik czasowy oraz krótki przedłużacz, aby ukryć ten włącznik pod tarasem. W nocy chyba nie musi pracować? Zużycie prądu 35watów/h.



piątek, 21 maja 2021

Scenka rodzajowa 1

 Dzwonek do drzwi, wychodzę, pan, który trzeci dzień rozkopuje nam drogę mówi, że będzie rozkopywał i czy gdzieś nie wyjeżdżamy. Mówię, że mąż za 10-15 minut jedzie do pracy.

- O, mąż jedzie, ktoś musi pracować i zarabiać.

Wszystko się we mnie zjeżyło, mówię:

- Ja też pracuję i zarabiam, tyle, że z domu.

niedziela, 28 lutego 2021

Cztery...

 ...magnesy... zamontowaliśmy na rurze (zdążyłam napisać 'na róże' oraz 'na ruże).

Od początku...

Budując instalację wodną nie przewidzieliśmy stacji zmiękczania wody. Rura wchodzi do domu, w toalecie na dole jest licznik, zawór i taki mały filterek, którego za często nie zmieniamy. Wszystko schowane w szafce. Gdzieś dalej rura się dzieli na tą, co idzie do kotłowni i staje się wodą ciepłą, oraz na to, co idzie do kranów, jako zimna. Niestety, lokalna woda jest bardzo twarda i nie dość, że widać to na wszystkich kranach i zlewach, to pewnie kiepsko działa na pompę ciepła, rury i td. 

Od jakiegoś czasu myślimy o stacji zmiękczania, ale na wejściu instalacji nie ma gdzie tego zmieścić. Myśleliśmy, że może chociaż w garażu, przed wejściem do instalacji ogrzewania, ale... Łukasz znalazł coś o magnetyzerach wody i od jakiegoś czasu mnie męczy, że może to. Tylko mi to na jakąś chochsztaplerkę wyglądało. Opisy działania są tak enigmatyczne i nijak się kupy nie trzymające, że my, dwoje inżynierów, jakoś nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć. Siedliśmy dzisiaj we dwoje, Łu szuka informacji producentów i montażystów, ja szukam opinii, i to raczej takich udowadaniających, że to bzdura (bo pozytywną, to każdy dystrybutor chętnie napisze). Czytam, że ludzie również nie są w stanie zrozumieć tych wspaniałych 'naukawych' wywodów, co to mówią o magnetyzowaniu się wody (normalnie, jak 'pamięć wody' w homeopatii). Aż trafiłam na forum Muratora na wpis, który mnie zafascynował:

Darek1963
14-06-2004, 12:14
Zainteresowanym proponuję powtórzyć moje dośwaidczenie: do 3 jednorazowych kubków nalałem wody z kranu. 1 kubek z wodą namagnesowałem (na kilka sekund wrzuciłem do niego magnes i pomieszałem wodę). Pod 2 kubekiem umieściłem magnes. 3 kubek pozostał bez ingerencji magnesu. Do każdego kubka wrzuciłem po 3 małe gwoździe i postawiłem je na parapecie w odległości po 30 cm od siebie.
Po kilku dniach wszytkie gwoździe skorodowały. W kubku 1 i 3 rdzy na metalu jest tyle samo a w 2 zdecydowanie najmniej (gwoździe mają bardzo delikatny miejscowy czerwony nalot). Woda w kubku 2 (z magnesem pod spodem) jest w klarowna, natomiast w 1 ("namagnesowana woda") mocno czerwona a w 3 (bez ingerencji magnesu) lekko czerwonawa. Wnioskuję z tego, że "namagnesowanie" wody ma wpływ na jej właściwości chemiczne/fizyczne ale jaki to nie wiem i w zasadzie w tym przypadku nie jestem dociekliwy grunt, że działa :).
Założyłem sobie magnesy neodymowe (koszt kilku złotych) zwrócone stroną południową do wody i mam takie same objawy jak Jacek i K77 (sitka są mniej zabrudzone). Podobną "instalację" zrobiłem w domku u rodziców i u nich sprawa ma się identycznie. Jeśli to tylko autosugestia (zbiorowa) to może powinienem nosić magnes w portfelu :)

Zatem niewiele myśląc wzięliśmy wszystkie magnesy neodymowe od Tatusia i trzy już wylądowały na rurze (znowu napisałam róże) niedaleko za wodomierzem (mam nadzieję, że nie będą miały wpływ na wskazania tegoż, byłoby głupio), zaś kolejne wylądują w kotłowni przed wejściem do pompy ciepła. 

No i czekamy na efekty. Aha, no i doświadczenie wypadałoby powtórzyć, tak dla naukowej poprawności.


Chujowa ogrodniczka

 Małgorzata Rozenek (nawet wiem kto) wcieliła się w jakąśtam super panią domu. Nie wiem, nie oglądałam, nie pamiętam nawet jaką, a tak na szybko w necie nie znalazłam. Niemniej pewnie na tej bazie na FB powstał profil Chujowa Pani Domu, która, choć nie obserwuję, od czasu do czasu mi się przewija z całkiem trafnymi obserwacjami życia. 

Tyle, tytułem wstępu.

Dzisiaj od rana siedziałam w ogródku. W zasadzie wczoraj też. I w tygodniu jedno czy dwa popołudnia. A w zasadzie powinnam sięgnąć jeszcze dalej, bo chyba w ubiegły weekend obrabiałam różankę przy tarasie. Trwało to niemożliwie długo, ale coś ogarnęłam. Teraz zabrałam się za róże w przedogródku. Jest ich może ze trzydzieści krzaczków róży rabatowej, więc takich drobnych, ale przystrzyganie zajęło mi chyba ze trzy dni. Zatem już pięć czy sześć dni znęcam się nad różami (a w zasadzie one nade mną), choć stanowią one ułamek w moim ogrodzie. I tak sobie dziubię, tnę, wyciągam gałązkę po gałązce, palce mam pokłute. Nogi oczywiście też. Ba, w brzuch też mi się powbijały i gdzie się tylko dało. I tak wycinam te kolczaste gałązki co chwilę natykając się na jakiegoś kolca i sobie myślę, że jak to jest, że ci wszyscy ogrodnicy w tych filmikach tak szast, prast, ciachu, ciach i tną te róże, wyrywają, kopią i bach, zaraz jest zrobione, wszystko na swoim  miejscu? Nic się nie ciągnie, nie rozwleka, nie zahacza, nie rozsypuje. Żaden mąż nie wchodzi w środek wychodzących właśnie tulipanów, nie wykopuje czegoś z ziemi depcząc po właśnie, z pełnym poświęceniem wystrzyżonym krzaku. Wszystko mają pod ręką, narzędzia naostrzone i nie pordzewiałe. Wszystko ograbione, przystrzyżone, albo chodzą sobie na bosaka i kopią gołą nogą miękką ziemię. No jak?

U mnie ciąg zdarzeń jest zawsze z jakimś felerem. Wyrywam trawkę, nawinie się przegapiona gałązka z cierniem, albo na pewno się urwie, wrzucam do wiaderka, taczki, na pewno poleci obok; albo zahaczy się o rękawiczkę i w ogóle poleci w innym kierunku. Przystrzygłam winogrono, to ocięłam wszystkie gałązki, które je przytrzymywały i zwisło; poprosiłam syna o spalenie wyciętych róż, i żeby po troszeczkę dokładał; najpierw wszystko zakopcił, potem, zanim się zorientowałam, zalał wszystko wodą, więc nawet sama tego dobrze nie zrobię; i tak dalej, i tak dalej. I tak sobie dzisiaj w ogródeczku działałam, było pięknie, a mi ciągle ta chujowa ogrodniczka chodziła po głowie.

Żeby nie było, że źle, to pododa była śliczna, a nad domem kołowało stado blisko 50 żurawi. Może to na szczęście? Czy żurawie, to szczęśliwe ptaki? Chyba mają wysokie notowania gdzieś w Japonii. Motyli jeszcze w tym roku nie widziałam, ale tydzień temu pierwszą ważkę w ogrodzie.





wtorek, 19 stycznia 2021

Stado kwiczołów i droździk

 Ledwie skończyłam pisać poprzedniego posta i stado kwiczołów napadło krzaczek. Na koniec (tu na pierwszym zdjęciu) znowu droździk. Znowu się schował.

A kwiczoły znowu się czają na drzewie obok.



































Przyroda w zimie

 Tak, mamy zimę w tym roku. Na razie jakieś 4 dni, ale zawsze. Mrozy sięgnęły nawet -14 st.C.

Ale nie mam czasu pisać. Dodam tylko zdjęcia tego, co widać za oknem.

Z miejsca pracy widzę wyżeraczy ostrokrzewów. Chyba mróz przekonał ptaki do tej przekąski.

Tu bodajże zwykły kos w szacie zimowej.

A tu wczorajsze  odwiedziny w ogródku.

I dzisiejsze odwiedziny. Tu znowu kos i coś, czego nie widziałam i nie znałam wcześniej. Wg atlasu ptaków ynika, że jest to droździk. Były jeszcze chyba kwiczoły, ale zdjęcia nie mam.











Etykiety

życie rodzinne (124) ogród (121) budowa (102) przetwory (31) marudzenie (28) plany (28) jojczenie (27) dywagacje (21) sso (20) filozofowanie (17) rośliny (17) dach (16) obserwacje (15) przyroda (15) zwierzęta (15) działka (14) mieszkanie (14) przyłącza (14) wnętrza (14) aranżacje (13) finanse (13) ogólne (13) życie na wsi (13) problemy (11) stan 0 (11) woda (11) covid19 (10) droga (10) nalewki (10) przepisy (9) sąsiedzi (9) kalkulacje (8) marzenia (8) okna (8) ptaki (8) wspomnienia (8) z netu (8) święta (8) ciocia dobra rada (7) prąd (7) bździuny (6) ogrzewanie (6) sądziad (6) absurdy (5) instalacje (5) kot (5) książki (5) radości (5) wiosna (5) zasłony (5) zdjęcia (5) zima (5) co ja robię tu? (4) elewacja (4) historycznie (4) kanalizacja (4) nie wiem co powiedzieć (4) politycznie tfu (4) sprawy wsi (4) wygrzebane z lamusa (4) łazienki (4) drzwi (3) fontanna (3) gaz (3) genealogia (3) inspiracje (3) kuchnia (3) odkrycia (3) pory roku (3) schody (3) wino (3) wyczytane (3) cuda natury (2) dokumenty (2) dom (2) energooszczędność (2) kompost (2) ku pamięci (2) ogrodzenie (2) pet challenge (2) piękne słowa (2) podłoga (2) przeprowadzka (2) ssz (2) wymiękam (2) zioła (2) a (1) bruki (1) dialogi (1) domek na drzewie (1) działania (1) kosopleciny (1) krupnik (1) muzyka (1) okolica (1) pogoda (1) poidełko (1) pytania bez odpowiedzi (1) reklama (1) strachy na lachy (1) szkoła (1) słowiańszczyzna (1) taras (1) tydzień Ziemi (1) wynajem (1) wypieki (1) z dialogów (1) zbiory (1) śmieci (1)