niedziela, 24 lutego 2019

Trochę rodzinnych okruchów...

...ciąg dalszy.
Że już nie wiem co pisałam, a czego nie, to może się będę powtarzać, ale wolę powtórzyć trzy razy, niż zrobić wpis bez wstępu.
Dzisiaj będzie o Durajach i Iwaszkiewiczach.
Będąc u rodziców przeglądnęłam część zdjęć. Ze starych jest zdjęcie prababci Weroniki z dwiema moimi ciotkami w wieku mnie więcej 2-5 lat. Jest również zdjęcie pradziadka Jana Duraja w mundurze legionisty. Czyli mamy kolejną formację wojskową do kompletu. Zdjęcie mialam tu zamieścić, ale Tato na pendrive zamiast zdjęcia dał mi filmik z siostrzeńcem. :)
W każdym razie, pradziadek Jan był Legionach. Ciekawa jestem, czy przeszedł z Piłsudskim Drogę Legionów. Mieliśmy okazję z Łu iść tym szlakiem (oczywiście fragment) na wyprawie na Ukrainę. Ponad 16 lat temu. Byliśmy wówczas na Przełęczy Legionów i wyobrażaliśmy sobie jak musiała wyglądać przeprawa, bodajże w 4 dni, całej brygady, z całym wojskowym sprzętem.
Wracając do rodzinnych perypetii, prawdopodobnie tam, na wschodzie, pradziadek poznał prababkę Emilię. Gdzie, przy jakiej okazji? Któż to teraz zgadnie. W każdym razie podobno do końca pradziadek mówił, że 'najbardziej kocha swoją Emilię'. A miał już wtedy chyba żonę Annę. Podobno bardzo się kochali, ale tłukli się niemiłosiernie. Również podobno, pod Ciepłowodami na drodze prababka stłukła pradziadka. Na czym to miało polegać, to nie wiem.
Wracając do Emilii i jej pobytu z dziadkiem Józkiem na wschodzie, to Tato mówi, że dziadek mówił o miejscowości Liwia. Z kolei Babcia Marysia nie pamiętała miejscowości, ale mówiła, że coś o podobnej nazwie jest w pobliżu miejsca, w którym mieszka obecnie. Przy samej Liwii jest Ostrowla. Może się to Babci z Ostrożnicą kojarzyło? Muszę dopytać.
Dodatkowo dowiedziałam się, że Durajów dom był pierwszy w Ciepłowodach, idąc od stacji kolejowej, ale teraz już nie pamiętam po której stronie drogi. Chyba po lewej, bo Mama mówiła, że z drugiej strony domy zaczynały się wcześniej. To byłby ten:
Matula urodziła się w Ciepłowodach. Może w tym domu?

Druga ciekawostka, to też od Tatula, że coś o tym domu bodajże było napisane w Pitawalu Wrocławskim. Poszukałam trochę, taka książka faktycznie była, wydana bodjże w 1974 roku, ale nie znalazłam jej ani na Allegro, ani nigdzie w sprzedaży. Jest dostępna w Bibliotece Miejskiej we Wrocławiu. Może się kiedyś wybiorę?
Skorka, może Ty gdzieś znajdziesz tę pozycję?
Wracając do Iwaszkiewiczów i Lidy, czy też Ostrowli(?) to nic ciekawego nie znalazłam. Poza tym ta miejscowość nie jest ani na Litwie (jak myślała Matula) ani na Łotwie (jak mówiła Babcia Marysia) ale na Białorusi.

niedziela, 17 lutego 2019

Ufoludki...

...jednak istnieją. Choć może bardziej nie w znaczeniu istoty pozaziemskie, bo tego nie wiem, ale bardziej w znaczeniu 'nieznane nam istoty latające'. Może i ziemskiego pochodzenia? Nie wiem. Niemniej jednak do tej pory różne denikenowskie rewelacje przyjmowałam, swego czasu namiętnie czytałam, ale raczej przyjmowałam bez jakiegoś większego poczucia afery. Że nie wiemy jak były zrobione, ale czy przekraczały możliwości dobrze rozwiniętej cywilizacji ziemskiej? Może niewiele wiemy o tym rozwoju. Wydaje nam się, że cywilizacja była na niskim poziomie (względem dzisiejszej), ale może ludzkość już przeszła jedno załamanie, wyniszczenie się i cofnięcie w rozwoju? Nie wiem. Z chęcią czytałam o ciekawostkach i hipotezach. Przekonujących rozwiązań ciągle brak.

Dzisiaj trafiłam na artykuł w Wyborczej, że Odkryto 50 nowych rysunków naziemnych w nazca. Z ciekawością zajrzałam. Niewiele nowego się dowiedziałam, żadnych nowych zdjęć nie dołączono. Zaciekawiło mnie, na ile takie geoglify są widoczne na mapach guglowych. Niewiele myśląc wlazłam na mapy, wpisałam 'geogliphs' i kliknęłam pierwszą podpowiedź. Obok Mexico Geoglipsh (obok miasta El Paso na granicy Meksykańsko Teksaskiej) było coś, co się nazywa Cerro del caballo:


Ale zaraz... ja znam ten kształt! Na drugim końcu świata, Skorka obok Ciebie jest White Horse Hill. Obok Uffington.

(zdjęcie z maps.google.com dodane przez użytkownika podpisanego jako Surrey Farmer)

Normalnie przysiadłam z wrażenia. Przecież te konie są niemalże identyczne. Czuję się, jakbym odkryła coś niesamowitego.


niedziela, 10 lutego 2019

Wszyscy jesteśmy...

...kundelkami.
Tak tak. Choć zależy, jaką miarę przyłożyć. U psów 'rasowość' oznacza tyle, że takie zwierzę ma udokumentowane cztery pokolenia wstecz, że wszyscy antenaci byli uznani, że spełniają warunki rasy, czyli jakiś tam wygląd, kolor oczu, sierści, charakter. Pies bez papierka nie jest rasowy, choćby i rodzice byli championami wystaw. Zazwyczaj jednak próżność ludzka i jednoczesne skąpstwo i lenistwo albo chciwość oznacza, że jako 'paczpan rasowy' sprzedaje się co popadnie. Często mioty są w jakiś sposób oszukane.
Cztery psie pokolenia wstecz, to powiedzmy 10-20 lat.

W przypadku ludzi już się nie mówi o rasach. Nie wypada. Za dużo negatywnych odniesień historycznych. Zaś ja grzebię się dalej w powiązaniach rodzinnych i tytułowe zdanie jest mi bardzo bliskie.

Dzisiaj byliśmy u Babci Marysi. Nieco uzupełniłam tworzone drzewo genealogiczne. Wyniły kolejne, drobne, bo drobne, ciekawostki. Wychodzi, że rodzina Noll sprowadziła się do gminy Gierałtowice gdzieś z Czechosłowacji. Skąd dokładnie? Łukasz wyszukał, że nazwisko Noll pochodzi, czy często występuje w Bawarii i spodziewałam, się, że Babcia ma niemieckie korzenie (trochę o tym w poprzednim wpisie).
W Gierałtowicach bodajże urodziło się najstarsze rodzeństwo Babci. Babcia urodziła się w Ligocie Małej, koło Polskiej Cerekwi. Miała czterech braci i trzy siostry. Z ciekawostek, to jeden z braci był bodajże w Wermachcie, drugi w Wojsku Polskim. Mąż zaś w wojsku rosyjskim. Nie wiem czy w Armii Czerwonej (czy były tam inne formacje?) Ostatnio trochę się naczytałam bardzo nieciekawych historii związanych z tym wojskiem. Dzisiaj nawet Babcia mówiła, że dziadkowi ustępowali w pociągu, jak wracał do niej. Sięganie do czasów wojen, to zaglądanie czasem chyba w najtrudniejsze zakamarki życia rodzin. Nie wiem co tam mogę znaleźć. Jestem ciekawa moich dziadków. Chciałabym ich poznać bliżej, jednak co tam można znaleźć? Ja znajduję wiele różnych historii.
Matula mówiła, że nie był w wojsku. A gdzie? W rosyjskim wojsku był też wujek Tadzik od strony taty. Cztery lata podobno. Do końca życia nie pozbył się akcentu. Wujek Tadzik był bardzo podobny do mojego dziadka Franka, który z kolei walczył pod Tobrukiem, El Alamain i Monte Cassino. Tadzika znałam, jako bardzo cichego, spokojnego człowieka. Takiego zamkniętego w sobie. Dziadek był chyba jeszcze bardziej zamknięty. Bardzo niewiele mówił. Ale go lubiłam i dobrze się z nim czułam. W przeciwieństwie do Babci Kazi, która - jak czułam - nie bardzo mnie lubiła.
Chciałam tu umieścić trzy osoby bliskie mojej Babci Marysi - dwóch braci i męża - trzech żołnierzy w mundurach trzech walczących ze sobą armii. Ale jak tak się przyglądam, to chyba wszystkie trzy mundury to są polskie. Muszę to jeszcze zweryfikować.




Patrząc na to, że  np. mój pradziadek był austriackim żandarmem (w Galicji), Łukasza pradziadek i w każdym razie z tamtej rodziny w pruskim wojsku, dziadek, tuż po osiągnięciu osiemnastki trafił do AL i wysłali go w Bieszczady. Można każde z tych wojsk oceniać na swój sposób. W tym jednak cały szkopuł, że często nie mieli wyboru. Czasem byli namawiani do zapisania się na Volkslistę. Byłyby pewnie z tego profity dla rodziny, ale automatycznie praktycznie wszyscy mężczyźni trafialiby do niemieckiego wojska.

A gdzie kobiety? Dużo trudniej znaleźć dokumenty kobiet. I zdjęć chyba też. U Babci wygrzebałam jedno jej zdjęcie jak była mała:

Moja Babcia to ta na krześle. Obok stoi jej starsza siostra Gertruda. Gertruda urodziła jednego syna i około rok później zmarła z powodu wyrostka.
Poniżej z kolei jest Babcia z Dziadkiem i mama Babci, czyli Weronika Noll, z domu Piącik. Ojciec Babci to Józef Noll. Babcia swoich dziadków nie pamięta. Pamiętała za to babcie: Józefę Noll i Marię Piącik. Zatem Józef/Józefów Marii i Janów przewinęło się po kilka i można się w końcu pogubić.



Do Dziadka mam jeszcze kilka ciekawostek. Dziadka ojciec, Jan Duraj pochodzi z Kamesznicy lub gdzieś blisko, w każdym razie spod Baraniej Góry. Jeden brat - Karol - mieszkał w Kamesznicy. Drugi brat - Ludwik - w Rajczy. Choć trochę się Babci to wszystko mieszało, więc do końca pewności nie mam.
Nie wiem jak się pradziadek Jan z prababką Emilią poznali, w każdym razie Emilia to była wielka pani z domu (babcia mówiła hrabiowskiego, ale wątpię) Iwaszkiewiczów. Co tam się działo, że wyszła za Jana? Podobno miała dwie lewe ręce i nic nie umiała. Dzisiaj Babcia mówiła, że białą koszulę zalewała wodą po ziemniakach gotowanych w mundurkach (ciekawe, czy takich dla świń?), że to niby krochmal. Za co pradziadek ją stłukł. I chyba często ją tłukł, bo kiedyś pradziadek pojechał do Milówki po jajka, którymi miała handlować, to ona z czteroletnim dziadkiem uciekła. Dzisiaj Babcia mówiła, że do majątku na terenach obecnej Łotwy. Moja mama myślała, że Litwy. Babcia nie mogła sobie przypomnieć nazwy wsi, czy majątku. Chciałabym to jeszcze kiedyś z niej wydobyć. W każdym razie tam Emilii to domu (dworu?) nie wpuścili i kazali mieszkać z dziadkiem w ziemiance. Nie pamiętam już w którym momencie wrócili w te okolice. Chyba już dziadek sam szukał pradziadka i znalazł go w Janówce koło Targowicy, gdzie ten przyjechał za pracą i pracował w PGRze. Emilia przyjechała z synem. W Janówce chyba się poznali z moją Babcią, ku wielkiemu niezadowoleniu prababki Emili, która miała upatrzoną inną pannę dla dziadka. W każdym razie chyba dużo krwi Babci napsuła. Chyba bym jej nie polubiła. Podobno z dzieci, czyli rodzeństwa mojej mamy, lubiła tylko najstarszego Janka.

Wystarczy na dzisiaj. Dobranoc.

czwartek, 24 stycznia 2019

Mróz, bliskie spotkania trzeciego stopnia i choroby...

...czyli jednak zima.
Szkoda tylko, że mróz bez śniegu. Byłoby pięknie, gdyby w koło było biało. Byłoby mniej depresyjnie, bo byłoby więcej światła. Jest jak jest, przynajmniej błota nie ma, więc jest się z czego cieszyć.
Kota wychodzi i wraca jak najszybciej z zimnym futerkiem. Wskakuje na kolana albo komputer, żeby się zagrzać. Łowi myszy na potęgę. Zastanawiam się ile ich (myszy) tu w koło mieszka, i że jeszcze wszystkich nie wytępiła?
Jeśli chodzi o życie wkoło, to ostatnio na uliczce obok miałam bliskie spotkanie z dzikami. Wracałam od koleżanki. Wiedziałam, że mogę się natknąć, bo tam dziki na okrągło gdzieś się kręcą. Jest tak, że idąc od koleżanki najpierw domy są po prawej stronie, a później po lewej, a po prawej nieużytek. I między tymi domami z prawej i lewej drogę przecina dzicza autostrada. Mając tę świadomość szłam najpierw blisko płotów tych po prawej, z myślą, że szybko hycnę na lewo i wtedy do już z górki. Doszłam do krańca płotu i wtedy, na mojej wysokości ŁYIIII... ŁYIII... Momentalnie fala gorąca, w tył zwrot i tylko szybka decyzja czy skakać przez płot i robić z siebie głupka, czy jednak dostojnie zająć strategiczną pozycję trochę dalej (tam był podjazd bez bramy, to mogłam się schować za jakąś skrzynką elektryczną). Zaczęłam się wycofywać ze świadomością, że gdyby dzik zaszarżował, to pewnie nawet przez ten płot nie zdążyłabym przeskoczyć. Był o szerokość drogi, czyli jakieś 8 m.
Dziki przelazły przez drogę. Pierwszy dość duży, drugi trochę mniejszy. Ten pierwszy miał ogon do góry, to nie wiem,czy był pokojowo nastawiony. Na szczęście nie zaczęły kwiczeć gdy przeskakiwałam między jedną stroną a drugą, bo to byłoby centralnie na ich trasie. Nie zdecydowałam się na kontynuowanie trasy, bo ostatnio koleżanka w tym samym miejscu naliczyła 13 dzików przechodzących z jednej strony na drugą. Czyli w każdej chwili reszta kawalkady mogłaby się napatoczyć. Zadzwoniłam po Łu i na metalowym rumaku uratował mnie z opresji.

Ale w sumie nie o tym miałam pisać. Miałam o tym, że Po jest chora. Wczoraj miała prawie 40 st.C. Dziś już chyba lepiej. Ja za to siedzę i pogrążam w maraźmie. Coś bym zrobiła, ale nic mi się nie chce. Tyle czasu zmarnować? Zgroza!
Choć nie do końca, bo skończyłam książkę Yuval Noah Harari (Yuvala Noacha Harariego? - powinniśmy to odmienać, czy już się coś zmieniło w zasadach j. polskiego?) Sapiens. Od zwierząt do bogów i zaczęłam drugą tegoż autora Homo deus. Generalnie bardzo mocno systematyzują dylematy, które pewnie nie tylko w mojej głowie ukształtowały się w ostatnim czasie. Dylematy egzystencjalne. Referować książek nie będę. Polecam. Myślałam, że przechodzę kryzys wieku średniego, ale jednak to chyba jakaś ogólniejsza tendencja w wątpliwościach, które rodzą się po spojrzeniu na ten najpiękniejszy ze światów. Cieszę się z jednej strony, że wszytko mi się ładnie poukładało, w wiedzy w jakim punkcie życia, cywilizacji, społeczenstwa się znajduję. Stoję tylko w punkcie, że muszę podjąć decyzję 'Co dalej?'. I jeszcze nie wiem.
Kilka dni temu rzuciłam Łukaszowi, że powinnam przestać zajmować się poprawianiem świata w koło, i powinnam zająć własną karierą (jak głupio to nie brzmi) i rozwojem dzieciaków. Pierwsze sprawia mi ostatnio przyjemność, czuję, że mam niejaki wpływ na to, w jakim punkcie się znajduję i co mogę. Drugie, bo z jednej strony mam poczucie, że ostatnie lata mocno zaniedbaliśmy, ze względu właśnie na 'ratowanie świata' w koło nas, drugie, że za jakiś czas zapewne wyniki na tym polu będą sprawiały mi przyjemność. Zaś ich brak - poczucie zmarnowania życia. Tylko co tu można zrobić? Nie mam jakiegoś planu i chyba brak mi wiedzy. Nasi rodzice radzili sobie jak mogli i potrafili, czyli generalnie byłyśmy puszczone samopas. Miało to i dobre i złe stony. Dobre, bo uczyłyśmy się samodzielności. Głównie na własnych błędach; z lepszym instynktem (to chyba ja). Gorsze, bo nie uczyłyśmy się systematyczności i pracowitości. Tu chyba lepiej wyszła Aga, której więcej w tym zakresie włożyła do głowy Babcia Kazia. Ja się codziennie zmagam z własnym lenistwem i brakiem umiejętności zarządzania sobą w czasie. Ale wchodzę w rozważania bez puenty.
Chciałam dobrnąć do innego tematu, mianowicie bodajże w niedzielę Łu trafił na jakiś artykuł dot. genealogii. Dotarł do portali, gdzie można wrysowywać swoje drzewo, dane o antenatach, pociotkach, zstępnych. Jeśli ktoś już ktoś daną osobę opisał w innym drzewie, to można znaleźć trochę informacji wpisanych przez inne osoby, jak można się spodziewać - spokrewnione. Można też dotrzeć do dużej ilości zdygitalizowanych dokumentów. Szczególnie tereny zaboru pruskiego miały również w tym zakresie Ordnung jak się patrzy i Łu znalazł sporą ilość udostępnionych dokumentów z Wielkopolski. Wraz z aktami narodzin, ślubów czy śmierci. Dokumenty poświadczające rannych w I wojnie światowej. Dotarli w przodkach do XVIII w. Ja, że głównie mam  rodzinę z kresów, to niewiele się dogrzebałam. Trochę liczę na połączenie drzew z rodziną, która z tego co wiem ma wygrzebane dużo głębiej korzenie. Portale dają taką możliwość, ale oczywiście nie za darmo. Na razie się zastanawiamy, czy płacić, bo niby zachęcają, że 2 tygodnie za darmo, ale jest w tym sporo kruczków:

  1. W sumie nie wiadomo dokładnie za co się płaci.
  2. Aby dostać darmowe 2 tygodnie, to już trzeba podać numer karty kredytowej. Czyli nawet jak zrezygnujesz, to i tak cię mają namierzonego.
  3. Fajnie jest poznać innych, ale podobnie inni mają dostęp do ciebie. Może to być korzystne, ale czy zawsze?
  4. Konstrukcja opłat jest tak zmontowana, że mi się włącza czerwone światło. Jak zapomnisz zrezygnować, to automatycznie zabierają ci kaskę za rok (ponad 100 dolców). Po roku pewnie dokładanie to samo. Jak zrezygnujesz, to ciekawe jakie dane stracisz? Niby wracasz do wersji podstawowej, ale czy dane, które się zebrało z wersji pełniejszej też kasują? 
  5. Na razie zaobserwowałam, że po kilku dniach cena trochę spadła. Chyba warto poczekać.
  6. Jeśli się zdecydujemy na jakiś darmowe dwa tygodnie, to chyba lepiej najpierw uzupełnić co się da, a dopiero później uzupełnić. Nie spieszy się.

No i możliwe są badania DNA. Ale to temat na kolejny post.

Z ciekawostek, to wygrzebałam fiszkę Tajnej Policji w Opolu kartoteki personalnej osób, które w jakikolwiek sposób angazowały się po stronie polskiej Josefa Nolla. Tak się nazywal mój pradziadek.

Czy to jednak o niego chodzi? I o co w sumie chodzi w tej fiszce?
Ponieważ rodzinę mamy na Śląsku Opolskim i tam zawsze były korzenie mojej Babci, to na fali starania się o niemiecki paszport myśleliśmy, że właśnie te śląskie korzenie rodzina będzie starała się wykorzystać w wykazaniu swojej niemieckości. Pamiętam tylko, że Babcia powiedziała, że tą drogą się nie da. Może to świadczy właśnie, że przedwojenna rodzina czuła się jednak bardziej z Polską związana? Choć wiem, że Babcia chodziła do 8 letniej szkoły niemieckiej. Jeden z braci Babci był w Wermachcie (ha!), drugi w Wojsku Polskim. Babci mąż, czyli Dziadek Józek z kolei pochodził z Wileńszczyzny. Choć jego mama, czyli moja prababcia, bodajże z Kamesznicy, spod Baraniej Góry (górolka, znaczy się) i w tamtych okolicach też mamy rodzinę.

Eee, posprawdzałam na mapie gdzie jest Nowa Wieś Królewska i Szczepanowice. Obie są obecnie w granicach administracyjnych Opola. Wiem, że babcia urodziła się w Ligocie Małej koło Polskiej Cerekwi, czyli niby opolszczyzna, ale jednak wtedy ludzie tak nie skakali z miejscowości do miejscowości. Raczej o innego Józefa Nolla chodzi.

I tak mniej więcej wygląda śledztwo rodzinne. Potwornie wciąga, szczególnie jeśli odkryje się jakąś perełkę. Ja perełek nie odkryłam, ale miło jest, gdy się widzi, że np. w budowanym drzewie genealogicznym ktoś jeszcze nawiązuje do osoby w naszym. Obecnie algorytmy umożliwiają dowiązania na bazie dostępnych danych. Można zweryfikować, czy to o tę osobę chodzi; w rozszerzonej wersji potwierdzić zgodność; nawiązać kontakty. Pytanie, czy to robić?

I kolejny zwrot wątpliwości, wracając do książek Harariego. Opisuje on rozpad więzów rodzinnych w procesie 'cywilizowania' się nas. Że zastępujemy te więzi innymi więzami, z różnymi grupami, z którymi się obecnie bardziej utożsamiamy. Po co się stresować ciotką pijaczką, skoro można mieć fun w Partii Przyjaciół Piwa? I tu smutne fakty. Szeroka grupa rodzinna jest dużo bardziej odporna na wpływy z zewnątrz. Trzeba się do niej dostosować, czasem nie jest nam 'po drodze'. Jednak zwarty front dużej rodzinnej grupy to ogromne wsparcie w latach kryzysowych. Obecnie jesteśmy samowystarczalni. Każda jednostka stara się mieć swoje mieszkanko, utrzymywać się. I nie jest to trudne w obecnych czasach. Jeśli jednak wróciłyby czasy walki o przetrwanie, to zostajemy sami.
Może czasem warto posłuchać bajek? Tym razem Merida Waleczna:
Losie zmień się jak kazano! Przywróć więź przez dumę zerwaną.

sobota, 12 stycznia 2019

Zima to...

...czy wiosna?
Powtarzam się pewnie stwierdzając, że pogodę mamy od iluś lat angielską. Choć nie, w lecie jest zazwyczaj upalnie i sucho. Za to zimą temperatura rzadko schodzi poniżej zera i efekt jest taki, że biało praktycznie nie bywa. Za to rośliny cały czas wegetują. I to chyba dobre słowo, bo wszystko wygląda okropnie, ale jak się przyjrzeć, to jest zielono.
Przedwczoraj i wczoraj padał śnieg. Zrobiło się odrobinę biało. Nawet wieczorem wyszliśmy z Łu do ogródka, gdzie nie było czarno jak w d... tylko ładnie wszystkie kształty się zarysowywało. Zupełnie inny klimat jest, gdy jest śnieg. Nawet mówiłam, że pewnie nie byłoby tyle zimowych depresji i poczucia braku światła, gdyby można było wyjść po zmroku w biel, na której wystarczy niewiele światła, aby wszystko było widać.
Dzisiaj znowu powyżej zera, ale pochmurno, ponuro, mokro (mokro ma być podobno do marca, co mnie nie martwi po ubiegłorocznych suszach).
Wyszłam na chwilę do ogródka i zdziwiłam się, ile roślin kwitnie!
Zaczynając od bratków, które obserwuję z okna kuchennego:

Może nie wyglądają ładnie, są zmaltretowane opadami i mrozem, ale ciągle kwitną.

Jaśminy chyba od listopada mają jakieś pojedyncze kwiatki. I jest ich coraz więcej.


Kwitną też jaśminowce:
I dzisiejszym odkryciem była dla mnie prymulka:

Poza tym ostały się jeszcze jakieś owocki.




 Tak sobie chodzę i oglądam. W trawniku coś żyje, bo sporo jest jakichś kupek. Ni to dżdżownicy, ale jakby innych. Nie zdziwię się, jeśli to chrabąszcz majowy podgryza trawę od spodu. Ech, jakaś równowaga by się przydała. Już widzę, że wiosną to pieniądze chyba głównie wydam na jakiejś naturalne nawożenie.

Piękny poranek

Pola schodzi na dół. Uśmiechnięta.
Łu:
- Witaj Polciu, widzę, że wstałaś dzisiaj prawą nogą!
- Lewą trochę też.

piątek, 11 stycznia 2019

Mam kobitę...

...na sumieniu. Brzmi strasznie.

Dochodzi 22 wieczorem. Telefon z nieznanego mi numeru. Powinnam nie odbierać, ale co tam.
- Ale ja się z panią umawiałam, bo jutro miała mi pani robić pazurki... bo wesele...
- Ale ja nie robię pazurków...
- ...takie mietaliczne miały być, bo ja do pani już trzy razy dzwoniłam...
- Ale... pani pomyliła numer...
- Trzy razy panią o numer prosiłam! I jak się teraz pani wyłączy, to będzie mnie pani miała na sumieniu!

No to mam.

Etykiety

życie rodzinne (124) ogród (121) budowa (102) przetwory (31) marudzenie (28) plany (28) jojczenie (27) dywagacje (21) sso (20) filozofowanie (17) rośliny (17) dach (16) obserwacje (15) przyroda (15) zwierzęta (15) działka (14) mieszkanie (14) przyłącza (14) wnętrza (14) aranżacje (13) finanse (13) ogólne (13) życie na wsi (13) problemy (11) stan 0 (11) woda (11) covid19 (10) droga (10) nalewki (10) przepisy (9) sąsiedzi (9) kalkulacje (8) marzenia (8) okna (8) ptaki (8) wspomnienia (8) z netu (8) święta (8) ciocia dobra rada (7) prąd (7) bździuny (6) ogrzewanie (6) sądziad (6) absurdy (5) instalacje (5) kot (5) książki (5) radości (5) wiosna (5) zasłony (5) zdjęcia (5) zima (5) co ja robię tu? (4) elewacja (4) historycznie (4) kanalizacja (4) nie wiem co powiedzieć (4) politycznie tfu (4) sprawy wsi (4) wygrzebane z lamusa (4) łazienki (4) drzwi (3) fontanna (3) gaz (3) genealogia (3) inspiracje (3) kuchnia (3) odkrycia (3) pory roku (3) schody (3) wino (3) wyczytane (3) cuda natury (2) dokumenty (2) dom (2) energooszczędność (2) kompost (2) ku pamięci (2) ogrodzenie (2) pet challenge (2) piękne słowa (2) podłoga (2) przeprowadzka (2) ssz (2) wymiękam (2) zioła (2) a (1) bruki (1) dialogi (1) domek na drzewie (1) działania (1) kosopleciny (1) krupnik (1) muzyka (1) okolica (1) pogoda (1) poidełko (1) pytania bez odpowiedzi (1) reklama (1) strachy na lachy (1) szkoła (1) słowiańszczyzna (1) taras (1) tydzień Ziemi (1) wynajem (1) wypieki (1) z dialogów (1) zbiory (1) śmieci (1)