...są wśród nas. :(
Chłopaki wychodzą.
Po: "No, chłopcy poszli a księżniczki zostały".
Jo: "Ja nie jestem księżniczką."
Po: "Ja też jestem księżniczką!"
sobota, 19 października 2013
niedziela, 13 października 2013
Dach - nadbitka, czy podbitka...
...oto jest pytanie.
W sumie, jaka to różnica? I tu, i tu dolna, widoczna część dachu wykończona jest deseczkami. Przy nadbitce deseczki są położone 'nad' krokwiami a pod zewnętrznym pokryciem, przez co te pierwsze są widoczne; podbitka zakrywa wszystko, praktycznie całą konstrukcję dachu, tworząc pi razy oko gładką powierzchnię, zazwyczaj ułożoną poziomo.
Podbitka:


A przykład nadbitki jest niżej.
Jak widzę to prawie wszyscy w koło robią podbitkę. Najpierw kładziony jest dach, robiona cała reszta budynku, a dopiero na koniec (jeśli są pieniądze) to wykańczany jest ten element. W efekcie część budynków ciągle świeci byle jakim wyglądem krokwi. Te które mają już podbitkę, zazwyczaj nie bardzo mi się podobają, bo są zrobione np. z plastikowego siddingu (fuj!), lub tworzą tak grubą konstrukcję pod połacią, że przypominają mi trumnę. Trumnom mówimy stanowcze nie! Mało która podbitka wygląda lekko i zgrabnie. Dlatego jesteśmy przekonani, żeby zrobić nadbitkę.
Dłuższy czas szukałam czegoś, co wyglądałoby lekko i korespondowało z prostym budynkiem, a nie było w stylu np. góralskim. Nie to, żeby mi się nie podobały zdobione więźby, np. takie:
ale do naszej prostej chałupki po prostu by nie pasowały.
Za to znalazłam najprostrze, jak to możliwe, a jednocześnie łagodzące proporcje naszych krokwi (8x20):
Podobny problem przewija się u różnych budujących. Zdjęcia podebrałam z: bloga Południowej Iskierki.
A trochę artykułów na temat: http://www.dachy.info.pl/
Zakończenia krokwi:
cdn.
W sumie, jaka to różnica? I tu, i tu dolna, widoczna część dachu wykończona jest deseczkami. Przy nadbitce deseczki są położone 'nad' krokwiami a pod zewnętrznym pokryciem, przez co te pierwsze są widoczne; podbitka zakrywa wszystko, praktycznie całą konstrukcję dachu, tworząc pi razy oko gładką powierzchnię, zazwyczaj ułożoną poziomo.
Podbitka:

A przykład nadbitki jest niżej.
Jak widzę to prawie wszyscy w koło robią podbitkę. Najpierw kładziony jest dach, robiona cała reszta budynku, a dopiero na koniec (jeśli są pieniądze) to wykańczany jest ten element. W efekcie część budynków ciągle świeci byle jakim wyglądem krokwi. Te które mają już podbitkę, zazwyczaj nie bardzo mi się podobają, bo są zrobione np. z plastikowego siddingu (fuj!), lub tworzą tak grubą konstrukcję pod połacią, że przypominają mi trumnę. Trumnom mówimy stanowcze nie! Mało która podbitka wygląda lekko i zgrabnie. Dlatego jesteśmy przekonani, żeby zrobić nadbitkę.
Dłuższy czas szukałam czegoś, co wyglądałoby lekko i korespondowało z prostym budynkiem, a nie było w stylu np. góralskim. Nie to, żeby mi się nie podobały zdobione więźby, np. takie:
ale do naszej prostej chałupki po prostu by nie pasowały.
Za to znalazłam najprostrze, jak to możliwe, a jednocześnie łagodzące proporcje naszych krokwi (8x20):
Podobny problem przewija się u różnych budujących. Zdjęcia podebrałam z: bloga Południowej Iskierki.
A trochę artykułów na temat: http://www.dachy.info.pl/
Zakończenia krokwi:
cdn.
sobota, 12 października 2013
Fotorelacja z murowania ścian parteru
Ponieważ otrzymywałam skargi, że brak zdjęć postępów na budowie, to takie małe podsumowanie etapu budowania ścianek na dole.
Tuż przed położeniem pierwszej cegiełki:
Mury rosły szybciutko i już po kilku dniach można było wyjrzeć przez okno kuchenne:
Gotowe ściany zewnętrzne od frontu wyglądają tak:
A z tyłu ściany nie będzie, bo będą okna:
A tu stan z wczoraj: układanie stropu teriva nad pokojem, przedpokojem i łazienką:
Polka zdaje się, że stoi na ścianie oddzielającej toaletę od przejścia do kuchni:
I na koniec garaż. Złapałam się ostatnio za głowę, bo jego powierzchnia (samego dołu) to tyle, co mieszkanko rodziców. W razie czego będzie co przebudowywać ;)
Tuż przed położeniem pierwszej cegiełki:
Mury rosły szybciutko i już po kilku dniach można było wyjrzeć przez okno kuchenne:
Gotowe ściany zewnętrzne od frontu wyglądają tak:
A z tyłu ściany nie będzie, bo będą okna:
A tu stan z wczoraj: układanie stropu teriva nad pokojem, przedpokojem i łazienką:
Polka zdaje się, że stoi na ścianie oddzielającej toaletę od przejścia do kuchni:
I na koniec garaż. Złapałam się ostatnio za głowę, bo jego powierzchnia (samego dołu) to tyle, co mieszkanko rodziców. W razie czego będzie co przebudowywać ;)
Piece kaflowe - ciąg dalszy poszukiwań
Na którymś forum znalazłam link do sklepu internetowego http://www.ignkominki.pl/, gdzie znalazłam czeskie kominki firmy Romotop. Jak na razie najbardziej mi podeszły dwa: MALAGA N 01 CERAMIKA:
oraz MALAGA N 02 KAMIEŃ:
Ceny pieców ok. 6,5-7,5 tys. Jedno, co mnie martwi, to że są dość niskie, z wyjściem na rurę z tyłu, a wejście do komina gdzieś na wysokości 2 m. Taka kozia rura w pokoju nie będzie zbyt urodziwa.
oraz MALAGA N 02 KAMIEŃ:
Ceny pieców ok. 6,5-7,5 tys. Jedno, co mnie martwi, to że są dość niskie, z wyjściem na rurę z tyłu, a wejście do komina gdzieś na wysokości 2 m. Taka kozia rura w pokoju nie będzie zbyt urodziwa.
Kominek koza czy piec kaflowy - cd.
Kontynuując wątek zaczęty wcześniej...
Dostałam odpowiedż z wyceną pieca. Tego prostokątnego. Zwaliła mnie trochę z nóg, bo firma wyceniła się na 26 tys. zł, i to po rabacie! Dziwne to dla mnie, bo piece kaflowe o podobnych gabarytach i funkcjonalnościach, które jednak mniej mi się podobają ze względu na tradycyjną formę, takie jak:
albo
można kupić za 7-8 tys. zł. Całe, gotowe do dostawienia do komina.
Szukając dalej trafiłam na kominki i piece norweskiej firmy Nordpeis. Są z konglomeratu, co nie do końca mi się podoba, tym bardziej, że nigdzie nie mogłam znaleźć jego opisu, ale przynajmniej sprzątać powinno się łatwo:
Dodatkowo można rozbudować w górę dodając masę akumulacyjną. Na najzimniejsze okresy roku byłby chyba w porządku.
No i cena jest o połowę niższa, niż Sommerhubera. W każdym razie szukamy dalej.
Dostałam odpowiedż z wyceną pieca. Tego prostokątnego. Zwaliła mnie trochę z nóg, bo firma wyceniła się na 26 tys. zł, i to po rabacie! Dziwne to dla mnie, bo piece kaflowe o podobnych gabarytach i funkcjonalnościach, które jednak mniej mi się podobają ze względu na tradycyjną formę, takie jak:
albo
można kupić za 7-8 tys. zł. Całe, gotowe do dostawienia do komina.
Szukając dalej trafiłam na kominki i piece norweskiej firmy Nordpeis. Są z konglomeratu, co nie do końca mi się podoba, tym bardziej, że nigdzie nie mogłam znaleźć jego opisu, ale przynajmniej sprzątać powinno się łatwo:
Dodatkowo można rozbudować w górę dodając masę akumulacyjną. Na najzimniejsze okresy roku byłby chyba w porządku.
No i cena jest o połowę niższa, niż Sommerhubera. W każdym razie szukamy dalej.
środa, 9 października 2013
Etap murowania ścian parteru...
...z etapu SSO, wczoraj został zakończony.
Przyjechał KierBud, pomierzył kąty itp. i wystawił laurkę wykonawcy. Więc cieszę się głównie ja, że ściany proste. :)
Dzisiaj trwało już przymierzanie stropów i szukanie rozwiązań jak murować podciągi. Proste to nie będzie, bo jednej ściany w budynku nie ma - będą tylko słupy między oknami, na których ma być wsparty wieniec i strop.
Przyjechał KierBud, pomierzył kąty itp. i wystawił laurkę wykonawcy. Więc cieszę się głównie ja, że ściany proste. :)
Dzisiaj trwało już przymierzanie stropów i szukanie rozwiązań jak murować podciągi. Proste to nie będzie, bo jednej ściany w budynku nie ma - będą tylko słupy między oknami, na których ma być wsparty wieniec i strop.
Kominek, koza czy piec kaflowy?
Trudno mi pisać, bo Polka mi śpi na rękach, ale postaram się.
Pozbawiliśmy naszą chałupę jednego komina. Tego, którym miały lecieć spaliny gazowe. Przyczyna - gazu nie będzie. Poddaliśmy się w walce z sąsiadką. Łu jeszcze ciągle zbiera oferty na pompy ciepła i wygląda to (przynajmniej na razie) interesująco.
Wracając do kominów...
Drugi komin został i jest już wymurowany do wysokości stropu między parterem a pięterkiem. W sumie, to w chałupie to ten komin bardziej był zbędny. W domu energooszczędnym kominek to w zasadzie problem, bo zaburza przepływy powietrza. Nie traktujemy go jednak jako jakieś stałe źródło ciepła. Ot, od czasu do czasu będzie przyjemnie, a w przypadku problemów z prądem przyda się na zimne dni. Z tego powodu sam kominek to pewnie zakup na jakąś dalszą przyszłość. No i właśnie, czy kominek? Na pewno nie montowalibyśmy dużego. Możliwie najmniejszy. Ale i tak, jak na moje oko, zabrałby dużą część głównego pomieszczenia. Jak na przyjemność serwowaną sporadycznie szkoda walić sobie klunkra na środku pokoju. Zaczęliśmy rozważać kozę. Dużo ładnych piecyków jest na rynku; nie zajmuje dużo miejsca; no i ceny bardzo przystępne. Wada? Głównie to chyba kawał żelastwa do czyszczenia co chwilę z kurzu i potencjalne niebezpieczeństwo oparcia się o gorącą blachę. I tak jakoś, próbując sobie wyobrazić coś grzejącego stojącego w kącie pokoju, przypomniałam sobie, że znajoma rodziców miała taki przenośny piec kaflowy. Wystarczyło przyłączyć rurę do komina i można było palić. Za ładny to on nie był, ale za to można było go wystawić np. w lecie z pomieszczenia. Trzeci dzień grzebię po necie, bo znalazłam coś, to bardzo przypadło nam do gustu, szczególnie te w prostokąt:
A szczegóły techniczne można znaleźć na stronie Ogniska Domowe.pl
Piecyki mają wszystkie zalety dwóch poprzednich rozwiązań i jeszcze kilka dodatkowych, oraz są pozbawione ich wad: są niewielkie: odstają od ściany ok. 50 cm; mają szybę, przez którą widać ogień; akumulują ciepło, więc grzeją jeszcze po wygaśnięciu; można się do nich przytulić - co bardzo lubiał robić Łu z piecem u dziadków ;); utrzymanie kafli w czystości jest pewnie o niebo łatwiejsze, niż fikuśnej kozy; prosta, neutralna forma - ani nie trąci myszką jak wspomniany piec babci i nie sprawia wrażenia kloca - ani nie sili się na jakąś nowoczesność, która za parę lat budziłaby zażenowanie, jak spodnie Pyramid swego czasu ;)
Więc obiekt swoich westchnień już znalazłam. Jest tylko mały szkopuł. Trzeci dzień szukam ile takie cudo może kosztować. I nic.* :S
* Żeby nie było, to napisałam w końcu do dystrybutora.
Pozbawiliśmy naszą chałupę jednego komina. Tego, którym miały lecieć spaliny gazowe. Przyczyna - gazu nie będzie. Poddaliśmy się w walce z sąsiadką. Łu jeszcze ciągle zbiera oferty na pompy ciepła i wygląda to (przynajmniej na razie) interesująco.
Wracając do kominów...
Drugi komin został i jest już wymurowany do wysokości stropu między parterem a pięterkiem. W sumie, to w chałupie to ten komin bardziej był zbędny. W domu energooszczędnym kominek to w zasadzie problem, bo zaburza przepływy powietrza. Nie traktujemy go jednak jako jakieś stałe źródło ciepła. Ot, od czasu do czasu będzie przyjemnie, a w przypadku problemów z prądem przyda się na zimne dni. Z tego powodu sam kominek to pewnie zakup na jakąś dalszą przyszłość. No i właśnie, czy kominek? Na pewno nie montowalibyśmy dużego. Możliwie najmniejszy. Ale i tak, jak na moje oko, zabrałby dużą część głównego pomieszczenia. Jak na przyjemność serwowaną sporadycznie szkoda walić sobie klunkra na środku pokoju. Zaczęliśmy rozważać kozę. Dużo ładnych piecyków jest na rynku; nie zajmuje dużo miejsca; no i ceny bardzo przystępne. Wada? Głównie to chyba kawał żelastwa do czyszczenia co chwilę z kurzu i potencjalne niebezpieczeństwo oparcia się o gorącą blachę. I tak jakoś, próbując sobie wyobrazić coś grzejącego stojącego w kącie pokoju, przypomniałam sobie, że znajoma rodziców miała taki przenośny piec kaflowy. Wystarczyło przyłączyć rurę do komina i można było palić. Za ładny to on nie był, ale za to można było go wystawić np. w lecie z pomieszczenia. Trzeci dzień grzebię po necie, bo znalazłam coś, to bardzo przypadło nam do gustu, szczególnie te w prostokąt:
A szczegóły techniczne można znaleźć na stronie Ogniska Domowe.pl
Piecyki mają wszystkie zalety dwóch poprzednich rozwiązań i jeszcze kilka dodatkowych, oraz są pozbawione ich wad: są niewielkie: odstają od ściany ok. 50 cm; mają szybę, przez którą widać ogień; akumulują ciepło, więc grzeją jeszcze po wygaśnięciu; można się do nich przytulić - co bardzo lubiał robić Łu z piecem u dziadków ;); utrzymanie kafli w czystości jest pewnie o niebo łatwiejsze, niż fikuśnej kozy; prosta, neutralna forma - ani nie trąci myszką jak wspomniany piec babci i nie sprawia wrażenia kloca - ani nie sili się na jakąś nowoczesność, która za parę lat budziłaby zażenowanie, jak spodnie Pyramid swego czasu ;)
Więc obiekt swoich westchnień już znalazłam. Jest tylko mały szkopuł. Trzeci dzień szukam ile takie cudo może kosztować. I nic.* :S
* Żeby nie było, to napisałam w końcu do dystrybutora.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
życie rodzinne
(124)
ogród
(121)
budowa
(102)
przetwory
(31)
marudzenie
(28)
plany
(28)
jojczenie
(27)
dywagacje
(21)
sso
(20)
filozofowanie
(17)
rośliny
(17)
dach
(16)
obserwacje
(15)
przyroda
(15)
zwierzęta
(15)
działka
(14)
mieszkanie
(14)
przyłącza
(14)
wnętrza
(14)
aranżacje
(13)
finanse
(13)
ogólne
(13)
życie na wsi
(13)
problemy
(11)
stan 0
(11)
woda
(11)
covid19
(10)
droga
(10)
nalewki
(10)
przepisy
(9)
sąsiedzi
(9)
kalkulacje
(8)
marzenia
(8)
okna
(8)
ptaki
(8)
wspomnienia
(8)
z netu
(8)
święta
(8)
ciocia dobra rada
(7)
prąd
(7)
bździuny
(6)
ogrzewanie
(6)
sądziad
(6)
absurdy
(5)
instalacje
(5)
kot
(5)
książki
(5)
radości
(5)
wiosna
(5)
zasłony
(5)
zdjęcia
(5)
zima
(5)
co ja robię tu?
(4)
elewacja
(4)
historycznie
(4)
kanalizacja
(4)
nie wiem co powiedzieć
(4)
politycznie tfu
(4)
sprawy wsi
(4)
wygrzebane z lamusa
(4)
łazienki
(4)
drzwi
(3)
fontanna
(3)
gaz
(3)
genealogia
(3)
inspiracje
(3)
kuchnia
(3)
odkrycia
(3)
pory roku
(3)
schody
(3)
wino
(3)
wyczytane
(3)
cuda natury
(2)
dokumenty
(2)
dom
(2)
energooszczędność
(2)
kompost
(2)
ku pamięci
(2)
ogrodzenie
(2)
pet challenge
(2)
piękne słowa
(2)
podłoga
(2)
przeprowadzka
(2)
ssz
(2)
wymiękam
(2)
zioła
(2)
a
(1)
bruki
(1)
dialogi
(1)
domek na drzewie
(1)
działania
(1)
kosopleciny
(1)
krupnik
(1)
muzyka
(1)
okolica
(1)
pogoda
(1)
poidełko
(1)
pytania bez odpowiedzi
(1)
reklama
(1)
strachy na lachy
(1)
szkoła
(1)
słowiańszczyzna
(1)
taras
(1)
tydzień Ziemi
(1)
wynajem
(1)
wypieki
(1)
z dialogów
(1)
zbiory
(1)
śmieci
(1)















