środa, 9 października 2013

Kominek, koza czy piec kaflowy?

Trudno mi pisać, bo Polka mi śpi na rękach, ale postaram się.

Pozbawiliśmy naszą chałupę jednego komina. Tego, którym miały lecieć spaliny gazowe. Przyczyna - gazu nie będzie. Poddaliśmy się w walce z sąsiadką. Łu jeszcze ciągle zbiera oferty na pompy ciepła i wygląda to (przynajmniej na razie) interesująco.

Wracając do kominów...

Drugi komin został i jest już wymurowany do wysokości stropu między parterem a pięterkiem. W sumie, to w chałupie to ten komin bardziej był zbędny. W domu energooszczędnym kominek to w zasadzie problem, bo zaburza przepływy powietrza. Nie traktujemy go jednak jako jakieś stałe źródło ciepła. Ot, od czasu do czasu będzie przyjemnie, a w przypadku problemów z prądem przyda się na zimne dni. Z tego powodu sam kominek to pewnie zakup na jakąś dalszą przyszłość. No i właśnie, czy kominek? Na pewno nie montowalibyśmy dużego. Możliwie najmniejszy. Ale i tak, jak na moje oko, zabrałby dużą część głównego pomieszczenia. Jak na przyjemność serwowaną sporadycznie szkoda walić sobie klunkra na środku pokoju. Zaczęliśmy rozważać kozę. Dużo ładnych piecyków jest na rynku; nie zajmuje dużo miejsca; no i ceny bardzo przystępne. Wada? Głównie to chyba kawał żelastwa do czyszczenia co chwilę z kurzu i potencjalne niebezpieczeństwo oparcia się o gorącą blachę. I tak jakoś, próbując sobie wyobrazić coś grzejącego stojącego w kącie pokoju, przypomniałam sobie, że znajoma rodziców miała taki przenośny piec kaflowy. Wystarczyło przyłączyć rurę do komina i można było palić. Za ładny to on nie był, ale za to można było go wystawić np. w lecie z pomieszczenia. Trzeci dzień grzebię po necie, bo znalazłam coś, to bardzo przypadło nam do gustu, szczególnie te w prostokąt:
A szczegóły techniczne można znaleźć na stronie Ogniska Domowe.pl

Piecyki mają wszystkie zalety dwóch poprzednich rozwiązań i jeszcze kilka dodatkowych, oraz są pozbawione ich wad: są niewielkie: odstają od ściany ok. 50 cm; mają szybę, przez którą widać ogień; akumulują ciepło, więc grzeją jeszcze po wygaśnięciu; można się do nich przytulić - co bardzo lubiał robić Łu z piecem u dziadków ;); utrzymanie kafli w czystości jest pewnie o niebo łatwiejsze, niż fikuśnej kozy; prosta, neutralna forma - ani nie trąci myszką jak wspomniany piec babci i nie sprawia wrażenia kloca - ani nie sili się na jakąś nowoczesność, która za parę lat budziłaby zażenowanie, jak spodnie Pyramid swego czasu ;)
Więc obiekt swoich westchnień już znalazłam. Jest tylko mały szkopuł. Trzeci dzień szukam ile takie cudo może kosztować. I nic.* :S


* Żeby nie było, to napisałam w końcu do dystrybutora.

4 komentarze:

  1. Piece kaflowe są przepiękne, ale są ciężkie w codzienny, użytkowaniu, a do tego zajmują wiele miejsca. Mam wrażenie, że właśnie te dwa powody sprawiły, że ludzie wymienili je na nowsze wygodniejsze wersje pieców.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wybrałam piec wolnostojący. Wygląda genialnie, nie zajmuje miejsca i daje ogromną ilość ciepła. Polecam wszystkim zmarźluchom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Także szukamy czegoś podobnego - nie mamy niestety zbyt dużo miejsca więc piec musi mieć ergonomiczne wymiary. Jaki jest koszt takiego pieca ze zdjęcia o takiej wysokości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cenach stoi dwa posty dalej: http://dlugadrogadodomu.blogspot.com/2013/10/kominek-koza-czy-piec-kaflowy-cd.html

      Usuń