sobota, 20 kwietnia 2013

Tydzień minął...

...no, jeszcze bez weekendu, a prace... zatrzymały się na rozryciu humusu.
Działka stoi w wodzie. Poniżej 30 cm pod poziomem gruntu wszystko pływa. Jest co prawda plan, żeby wodę wypompować, ale... ciągle nie mamy prądu. Co prawda elektryk już był, założył co trzeba (choć też nie wsadził tego w skrzynkę, o co nam chodziło, tylko zostawił gniazdka na wierzchu, ale budowlańcy dali radę, bo zrobili obudowę drewnianą). Okazało się jednak, że następne formalności nas przerastają.

Skorka, jak chcesz pooglądać angielską fachowość, to przyjedź do Polski!

W wielkim skrócie:
1. z papierami od elektryka trzeba się udać do POKu Tauronu (Wrocław, np. ul. Ofiar Oświęcimskich lub Mennicza);
2. tam złożyć zgłoszenie wykonania instalacji;
3. oni to biorą i wysyłają gdzieśtam ( w naszym przypadku do Środy Śl.);
4. gdzieśtam wystawiają 'zieloną kartę' -- cokolwiek to jest;
5. 'zielona karta' musi wrócić do (chyba) POKu;
6. w POKu trzeba złożyć wniosek o podpisanie umowy na odbiór prądu (oczywiście Pani nie dała sobie przy pkt. 1 wypełnić takiego wniosku);
7. po złożeniu wniosku wg pani z POKu to za moment (zaraz napiszę jak te momenty wyglądają) podpisuje się umowę; ja w to jednak nie wierzę, bo na informacji telefonicznej powiedzieli, że tę umowę będą dopiero wtedy przygotowywać, i żeby właśnie od razu (pkt. 1) złożyć taki wniosek;
8. gdy umowa będzie podpisana to wystawią wniosek o podpięcie instalacji;
9. pójdzie zawiadomienie do montera, że już może podpinać;
10. i on szybciutko, w te pędy (ze dwa dni), pojedzie i podepnie.

Przypominam, że opisana powyżej ścieżka, to praktycznie już końcowy etap załatwiania prądu na działce. Wcześniejsze formalności nie były dla nas tak upierdliwe, bo się nam nie spieszyło. A byliśmy przekonani, że założenie skrzynki przez elektryka kończy sprawy techniczne (można już korzystać z prądu).
W powyższym jest szansa na przyspieszenie założenia w zakresie:
1. pani w POK po długim moim jęczeniu, że 'budowlańcy już na działce i czekają na prąd' stwierdziła, że może wysłać mailem skan zgłoszenia do Środy Śl., i -- po telefonicznych prośbach i pertraktacjach -- bez czekania na oficjalne dotarcie dokumentów papierowych (do dwóch tygodni) Zielona Karta będzie wystawiona wcześniej;
2. aby przyśpieszyć obrót dokumentów to z Środy Śl. Zieloną Kartę możemy sobie przewieźć sami. Wtedy również unikniemy kilkudniowej bezwładności procesu.
Nie zmienia to faktu, że prądu nie będziemy mieć wcześniej niż w środę.

Jeszcze trochę o POKach Tauronu.
Łu był w POKu na Menniczej. Odstał 40 minut, dłużej nie mógł, i się musiał pozbierać. Następnego dnia wybrałam się więc ja. Na Ofiar Oświęcimskich (mogliby zmienić nazwę na Ofiar Systemu). Sala ogromna. Sześć czy siedem stanowisk. W czterech siedzą panie. Przy każdej klient. Oprócz tego trzech klientów siedzi na kanapce. Ja -- czwarta w kolejce.
Siadam.
Czekam.
Czekam.
Czekam.
I obserwuję.
Czekam.
Po jakichś 20 minutach zwolniło się pierwsze stanowisko.
Po kolejnych dziesięciu -- następne.
Potem znowu trochę trwało.
Klienci siedzący przy paniach to rozmawiają przez telefon, ale głównie patrzą jak panie coś wprowadzają do komputerów.
Ja doczekałam się swojej kolejki po jakichś czterdziestu minutach.

Siedząc i patrząc żałowałam, że nie mam pustej kartki. Miałam ogromną ochotę spisać kilka prostych rzeczy, które w niewątpliwy sposób poprawiłyby efektywność pracy pań. Z moich obserwacji:
Panie co chwilę wstawały: do drukarki, po jakieś druki, do grzebania w szafie, licho wie po co jeszcze. Musiały przechodzić co chwilę za swoimi plecami, nie daj boże, że dwie musiały się minąć za plecami trzeciej. Drukarka w jednym kącie. Druki na stoliku. Materiały biurowe (dziurkacze, zszywacze) bóg wie gdzie.
Wystarczyłoby:
1. Przesunąć stanowiska pół metra do przodu (akurat idealnie między słupem konstrukcyjnym i taką szklaną ścianką), żeby  panie nie musiały sobie chodzić po plecach i obijać się o siebie, ściany itp.
2. Na każdym stanowisku przygotować zestaw materiałów biurowych (koszt ok. 50 zł na stanowisko!).
3. Na każdym stanowisku przygotować kontenerek z podstawowymi drukami.
Czy to naprawdę dużo, żeby na to wpaść?

Ha, bezczelna byłam.
Wysmoliłam i wysłałam maila:
Dzień dobry,
w ubiegłym tygodniu kontaktowałam się z Państwem za pośrednictwem POK na ulicy Ofiar Oświęcimskich.
Wiem, że jest to nowy punkt obsługi. Bardzo ładnie wykończony, z miejscem oczekiwania dla klientów i kącikiem zabaw dla dzieci. Niemniej... czas oczekiwania na obsługę może przekraczać cierpliwość i możliwości wielu klientów. Obserwując działania i, niestety, bardzo nieergonomiczne rozwiązania, mam dla Państwa kilka propozycji, które - mam nadzieję - poprawią działanie POK i skrócą czas obsługi.
Z moich obserwacji:
Panie co chwilę wstawały: do drukarki, po jakieś druki, do szafy itp. Musiały przechodzić co chwilę za swoimi plecami, nie daj boże, że dwie musiały się minąć za plecami trzeciej. Drukarka w jednym kącie. Druki na stoliku. Pojedyncze materiały biurowe (typu: dziurkacze, zszywacze) - co chwilę poszukiwane.
Wystarczyłoby:
1. Przesunąć stanowiska pół metra do przodu (akurat idealnie między słupem konstrukcyjnym i taką szklaną ścianką), żeby  panie nie musiały sobie chodzić po plecach i obijać się o siebie, ściany itp.
2. Na każdym stanowisku przygotować zestaw materiałów biurowych.
3. Na każdym stanowisku przygotować ustandaryzowany i opisany kontenerek z podstawowymi drukami.

Pozdrawiam (licząc na szybszą obsługę następnym razem), 

JDM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz