poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Zgubne skutki siusiania do kubeczka

Prolog
Przychodzi czasem taki nieszczęśliwy moment, że trzeba dziecku pobrać mocz do analizy. Takim malutkim to wymyślili takie woreczki przyklejane 'w wiadomym miejscu'. Siuśnie sobie, woreczek się napełni, można odkleić i zanieść.
Problem się zrobił, gdy Po podrosła. Jest już na tyle duża, że przyklejenie czegokolwiek nie wchodzi w grę. No, i skoro robi do nocnika to i zrobi do kubeczka. Proste, nie?
Pierwszy poranek, szybka pobudka, Polka na ręce, pędem do wanny, szybkie mycie:
-- Siusiaj Pola.
-- Siusiam.
Nie siusia.
Postały, popatrzyły. Nic.
Drugiego dnia -- podobnie.
Trzeciego dnia, wcześniej wyrwałam dziecko ze snu, szybki bieg do łazienki, mycie w wannie, kucnięcie w wannie. JEST. Można zanieść mocz do analizy na posiew. Gdyby jednak człowiek sobie zdawał sprawę z zasianego ziarna...

* * *
Minęło kilka dni. Zapewne przez niedbalstwo piszącej na wannie ostał się jeden z niewykorzystanych kubeczków. Wieczorne kąpanie, w trakcie którego Po radzi już sobie całkiem dobrze sama. Mogę w tym czasie np. pranie powiesić. A Polka... hyc za kubeczek...
-- Mamo, popatrz, nasiusiałam do kubeczka!

* * *
Minęło znowu trochę czasu. Nie za dużo, nie za mało, coś ze trzy tygodnie. W ferworze przedświątecznych zmagań z materią, w sumie nie wiem jak to się stało. Polka dorwała się do filiżanki. Takiej zwykłej, małej. Co jej się pod kopułką momerdoliło to nie wiem. Zazwyczaj pija z takich filiżanek herbatkę. Wtedy jednak porwała naczynie, cichaczem poleciała do łazienki, po czym, wielce z siebie zadowolona przyszła do pokoju. Z kubeczkiem. Z ZAWARTOŚCIĄ.

* * *
Dzisiaj...
napuściłam wody do wanny, wsadziłam Po doń. Słyszę nagle, że coś ciurka. No, co to może być?
-- Pola, nie siusiaj do wanny!
-- Nie siusiam! JUŻ nasiusiałam. :D
-- Nie siusia się do wanny. Pola, gdzie się siusia? Do...
-- Do KUBECZKA!

* * *
A Mimon? A Mimon czytał dzisiaj książkę pod kołdrą, w ciemnym pokoju. Przy świetle z zegarka. Czerwonym. Znaczy się świetle czerwonym.

1 komentarz: