niedziela, 25 sierpnia 2013

Open Finance: 'znajdziemy dla Ciebie kredyt jaki chcesz'...

...koń by się uśmiał.
Że z górki nie będzie, to wiedziałam, ale jednak spodziewałam się, że na tym ciągłym podejściu będą jakieś łagodniejsze kawałki. Jak na razie -- nie bardzo. Może należy się jednak cieszyć, że ogólny efekt jest dobry?
Pewnie tak. Bo przecież obecny etap jest wykonany naprawdę dobrze. Ile się jednak trzeba nagłówkować, żeby się nie zaczęło walić?
Z kolenych tematów do narzekania...
...od maja Łu biega do Open Finance dowiadując się o kredyty. W czerwcu podjęliśmy decyzję, że jednak będziemy się o takiż starać w tym roku. Do połowy lipca pozałatwialiśmy papierki, wycenę u rzeczoznawcy (800 zł), żeby przed końcem lipca wszystko było złożone. Doradca OF strasznie namawiał nas, na składanie do możliwie dużej ilości banków 'bo to większe możliwości wyboru, negocjacji'. Tylko, że ilość formalności w każdym z nich do przygotowania oferty była przytłaczająca. Każdy bank ma swoje formularzyki, swoje wymagania. Gość dostał od nas wszystkie dane, ale wypełniać musieliśmy wszystko sami: wypełnienie kosztorysów (na podstawie tabelki od rzeczoznawcy) to pół nocy siedzenia. Koniec końców złożone miało być do pięciu czy sześciu banków. Dwa dni temu jednak okazało się, że:
- w Banku Pocztowym to jednak wydanie decyzji potrwa jakieś dwa miesiące;
- DB - wymagają nagle pokrycia na całą budowę, więc nie możemy wnieść swojego wkładu po sprzedaży mieszkania, możemy za to podnieść kwotę kredytu;
- ING - nagle zmienił się papierek dotyczący wynagrodzenia -- trzeba złożyć nowy;
- PKO (już nie pamiętam, czy SA, czy BP) - jednak jest drogi i nie złożył, czy coś;
- BGŻ 'no przecież Państwo sami zrezygnowaliście' -- w sumie tak, bo JESZCZE COŚ trzeba było donieść i Łu machnął ręką;
- w którymś tam banku (już nie pamiętam którym) trzeba skany dziennika budowy, bo te, które dostarczyliśmy to się podobno nie nadają.
I tak oto, po trzech miesiącach działań OF stoimy w punkcie zero.

W zasadzie, po naszych doświadczeniach z bankami już do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Jakoś dziwnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to takie działanie marketingowe przez podnoszenie poprzeczki ciut wyżej. Im dalej klient brnie w gierkę, tym trudniej się wycofać, bo przecież tyle się już wysiłku w to włożyło, a 'jabłuszko' jest prawie na wyciągnięcie ręki. W pewnym momencie pętelka jest już na szyi, a bank mówi 'mam cię, rybko'. Nie tym razem. Zastanawiam się tylko, czy złożyć jakąś skargę na/do OF. Ma ktoś jakieś pomysły/doświadczenia w tym zakresie?

Jakoś tak czując, że prosto nie będzie tydzień temu złożyłam też wniosek do swojego banku. Jeszcze nie wiem, jaki będzie efekt. Obserwując bilans 'szczęśliwych' i 'nieszczęśliwych' przypadków nie nastawiam się pozytywnie. Bo albo nie będzie wcale, albo będzie drogo. Głupio mi tylko umawiania się z wykonawcą. Co prawda wie jak sprawy się mają i od czego są uzależnione dalsze prace w tym roku, ale jednak... Dla mnie to jakieś zobowiązanie względem kogoś. No i oczywiście byłoby miło przyglądać się, jak się mury pną do góry. Tym słodko-gorzkim akcentem - wystarczy na dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz