piątek, 11 września 2015

Szmaticzku na paticzku

Znowu mam dziecko chore, czyli nieprzewidzianie siedzę w domu. Ma to swoje dobre strony, bo tradycyjnie próbuję zrobić to wszystko, na co zazwyczaj nie mam czasu.
Jakiś czas temu dokupiłam materiału zasłonowego (panie w hurtowni mówiły, że to kostiumowy,, ale co tam), ostatnio rodzina przywiozła mi nowiutką maszynę do szycia, mechanizmy do rolet leżały już ze trzy miesiące. Czyli do roboty za roletki rzymskie. Wczoraj popełniłam dwie, na dzisiaj mi jedna została.
W uszytych ja tam widzę same wady: że materiał za wiotki, że za wąskie, że za krótkie, że krzywo uszyte. Łu twierdzi, że mu się podoba. W każdym razie możemy już pozasłaniać większość okien przed menelami, którzy podobno ostatnio siedzieli w krzakach w pobliżu.

No i mam nadzieję, że lada dzień zaczniemy prace brukarskie. Nie mogę się doczekać. U koleżanki niedaleko, po zrobieniu ścieżek zrobiło się nagle bardzo cywilizowanie. U nas może wreszcie też zniknie ten kociokwik sprzed domu.

1 komentarz:

  1. Ha! Ja czekam, aż mi Kuba przywiesi karnisze, żeby wiedzieć, na jaką długość skrócić (brzmi to dziwnie) zasłony kupione na przecenie.

    Pokaż zdjęcia roletek!

    OdpowiedzUsuń