środa, 16 września 2015

Wizyta(cja?)...

Godzina 21:30.
Miłosz ma dylematy nad napisaniem zaległego wiersza miłosnego na zajęcia z języka polskiego. Trudny temat dla dwunastolatka.
Wiersz ma dotyczyć obrazka (na obrazku on i ona stoją naprzeciwko siebie, on trzyma czerwone baloniki w kształcie serca, widać kawałek niebieskiego nieba i zieloną trawę). Próbuję oświecić naturalną (jak myślę) ignorancję w tym temacie i pokazać jak łatwo jest sklecić rymy typu:
'Kiedy idę do Cię łąką,
zdajesz mi się mą biedronką',
jednak trudny to kawałek chleba. Nie dociera. I faktycznie, może to jeszcze za wcześnie?
Zapytałam się kto zadany wiersz napisał. Zgodnie z oczekiwaniami zrobiły to dziewczyny i - raptem - dwóch chłopców.
Ale ja nie o tym...
Tłumaczę banalność rymów, gdy tymczasem do pokoju (na górze) wchodzi Kota. Kota ma co prawda na imię Fifi, ale Kotą już zostanie. Kota niedawno miała kociaki, ale chyba następne będą niedługo, więc Kota chodzi chuda z dużym brzuchem i doprasza się jedzenia. Czasem dostaje (potrafi zjeść pół kurczaka z rosołu). Do chałupy raczej jej nie zapraszamy, ale lubimy, więc grzecznie odprowadzam Kotę do drzwi okiennych. Kota poszła, ale wepchała się żaba.

"Jesień idzie, nie ma na to rady...".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz