czwartek, 10 marca 2016

Ach, jak lubię...

...siedzieć w domu. :) I w ogrodzie.
Od ponad roku sprawia mi to niezmierną przyjemność, choć ciągle narzekałam, że nie mam kiedy pomieszkać. No to właśnie sobie mieszkam dwa tygodnie, bo najpierw ja chorowałam, teraz choruje Mimi. Utyskiwałam też, że liczyłam na grzebactwo ogrodowe, co nie bardzo wyszło, bo pada i to głównie śnieg. Choć już prawie połowa marca. Śnieg mnie cieszy, bo przynajmniej ziemia się nachłonie i może wystarczy na kawałek roku. Nie będzie tak sucho jak w ubiegłym. Oby. Niemniej mokro jest i błocko. Pomimo tego, i pomimo placków śniegu co gdzieniegdzie zalegają na trawnikach i dachach, to dzisiaj poszłam powsadzać trochę cebul i korzeni, co je ponakupowałam jak głupia. Co z tego, że człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że te marketowe to się średnio do czegoś nadają, że jest wcześnie a one w sklepie już puszczają jakieś pędy a początek marca to średni termin na wsadzanie. Nakupiłam, to powtykać trzeba. Więc nawtykałam liatry i drugie coś podobne, gipsówkę, dwa rodzaje jeżówki i orliki. I rabarbar.
Jakiś czas temu nakupiłam trochę prymulek, a że w domu za ciepło im było, to je też powsadzałam już w lutym do ziemi. Śnieg pada a one sobie dają radę. Ciekawe, czy dotrwają do przyszłego roku.
Poza tym z ziemi wyłażą już tulipany (będę musiała je przesadzić w tym roku i to pewnie w okresie kwitnięcia, więc nie wiem czy przeżyją). Wiosenne cebule kamieniarze rozrzucili mi po kawałku działki (razem z ziemią), bo akurat tam robili obwódki. Teraz co jakiś czas natykam się na wyłażące listki i przesadzam je w jedno miejsce. Odzyskałam jakieś 7 cebul.

Poza tym kupiłam sobie nowy sekator. Chciałam friskarsa, ale jedno, że jakiś taki mały był i plastikowy, drugie, że za blisko 150 zł. Kupiłam taki za niespełna 30 zł, ale z kutej stali. Tato bardzo chwali sobie kutą (kupioną na targu od 'ruskich') siekierę. Ten sekatorek też miał jakieś oznaczenie twardości stali, co mi co prawda niewiele powiedziało, ale zakładam, że mają się czym chwalić, skoro się chwalą. Poza tym importer niby ukraiński, choć Łu się śmieje, że i tak pewnie z Chin ten sekator. Ja mam nadzieję, że jednak nie. Jest prosty, mam nadzieję że z dobrej stali (rączki są tylko powlekane plastikiem), więc jest szansa, że posłuży mi dłużej.
Zrobiłam dzisiaj przecinkę krzaków i drzewek. Większość będę musiała jeszcze poprzesadzać. Wisienki przyjęły się chyba całkiem dobrze. Porzeczki i agrest również. Zobaczymy jak reszta drzewek (śliwki i czereśnia). Z magnoliami miałam w ubiegłym roku przeboje - zasuszyłam je - przez co straciły wszystkie liście i ponownie je wydawały. Zdecydowanie nie zakwitną w tym roku, ale oby dały radę. Zima nie była ciężka, ale drzewka na pewno były bardzo osłabione. :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz