niedziela, 20 marca 2016

Ja znowu...

...z pogodą...
Znaczy się z jej niezmiennością. Tak mniej więcej drugi miesiąc (a i wcześniej było podobnie) temperatura utrzymuje się między 0 a 5 stopni. Czasem skoczy trochę wyżej lub niżej. Rośliny jakoś tam sobie radzą. Widać, że zareagowały na większą ilość światła. Wierzba już dostała 'kreseczek' na gałązkach. Wiśnie pęcznieją. Zielska z ziemi zaczynają wyłazić na potęgę, więc chyba będę musiała z haczką pobiegać.
Kupiłam dzisiaj hortensję piłkowaną do wsadzenia przed domem. Będzie pewnie lada dzień i przynajmniej jedną z  wysepek zieleni będzie można skończyć. :) Ta 'wysepka' ma akurat mniej więcej metr na metr. W tym tempie to skończymy ogród za jakieś sześćset lat.

Dwa dni później...

Dzisiaj, po piątej przyszła sobie wiosna. I faktycznie, dużo ptaków nagle się objawiło. Miałam piękny motyw na zdjęcie, bo na dachu naszej chałupki siadło sobie stado szpaków równym rządkiem. Pogwizdały, zerwały się i poleciały dalej.
Dwa dni spędziłam ostro harując w ogródku. Dodałam zdjęcia do Dropa, ale coś mi się wyświetlić nie chcą. Obrobiłam dwa fragmenty przy wlocie ścieżki do ogniska. Po lewej jest zagonek żurawin. Po prawej będzie kwietnie, zielono, czyli różnorodnie. Uhetałam się niemożliwie i boli mnie wszystko łącznie z nasadą włosów.
Wczoraj było trochę słońca, dzisiaj jednak niby 6 stopni, ale odczuwalna 0. Ciekawe ile roślinek przeżyje. Najbardziej się boję o budleję, bo już całkiem spore listki ma. A może wszystko przeżyje? I będzie super rosło? I będzie ślicznie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz