wtorek, 8 marca 2016

Wiosna...

...zbliża się. Jeszcze niespełna dwa tygodnie do tej kalendarzowej. Aura jednak jakaś taka bardziej jesienna. Pada. Albo śnieży. Dzisiaj na naszym lokalnym portalu zobaczyłam podsumowanie, że na osiem dni marca siedem było deszczowych. To dlatego, że siedzę w domu (choram najpierw ja, teraz Mi) i na ogródek mam chrapkę. Już bym tam coś pogrzebała, trochę posprzątała, przygotowała grunt pod nawożenie ziemi.
Jak pisałam wcześniej, to jesienią zostały skończone prace brukarskie, czyli pi razy oko mamy zamknięte sprawy drobnej architektury ogrodowej(czy obwódki, to architektura?). Nie znaczy to, że można już sadzić, bo do nawiezienia jest jeszcze tak ze 20 ton ziemi. Jedna albo dwie wywroty. Zamówiłam na allegro trochę roślin, głównie krzaków, z terminem dowiezienia w połowie marca. Czyli lada moment! A tu rabatki ciągle nieprzygotowane. I nie wiadomo kiedy będą. Jedno, że walczę z tymi kamieniami, drugie, że ziemię trzeba będzie porozwozić. Trzecie, że ta ziemia co jest, to tak zaperzona, że mam poważne wątpliwości jak oczyścić ją z tego. Herbicyd mi skacze po głowie, czego bardzo nie chcę. Walczyć ręcznie? Poza tym na herbicyd to chyba za wcześnie, bo perze co prawda troszkę wychodzą, ale może za mało, żeby wciągnęło w części podziemne i robota będzie na marne? No i czekać trzeba będzie parę tygodni, a tak urobię się, ale będę COŚ robić. A nie tylko patrzeć jak zamiera. Jestem mistrzem w robieniu rzeczy żmudnych, nieefektownych i nikomu niepotrzebnych. Ale trochę to lubię. Grzebać i grzebać. Tylko efektu potem nie widać.
Znam takich, co to efekt od razu duży robią, za to zostawiają niedorobione kąty, które mnie doprowadzają do szewskiej pasji. I kto by pomyślał, że taką bałaganiarę?

Na allegro zamówiłam jakieś hortensje, lilaki meyera, krasavica moskvy i jeszcze jeden bordowy, borówki amerykańskie, żurawiny, rokitnika, ale dopiero się zorientowałam, że tylko jednego, a jest rozdzielnopłciowy, pigwowca, kalinę koralową, jarzębinę jadalną i najciemniejszą granatową budleję. Ogólnie sporo roślin mamy zaprojektowanych kwitnących, żeby pszczoły miały pożytek. Zobaczymy tylko, czy sąsiedzi nie będą wszystkiego truli, bo jakoś tak to widzę, że jak ktoś sadzi tuje i chce mieć tylko trawnik i czyściutko i nic do roboty, to będzie robił wszystko, żeby się nie narobić tylko chemią popryskać. :(

Z jednymi może nie będzie źle, bo co rusz coś ekologicznego wymyślają, a to tunelik foliowy, albo domek dla pszczół (niestety, przewrócił się, ale leży, to może pszczoły sobie poradzą). Teraz mają fazę na kury. Ciekawa jestem jak im wyjdą. Kurniczek stoi.

Jutro miało być trochę słońca, ale się coś meteo zacięło i nic nie chce pokazywać. Może znowu przewalę kilka wiader kamieni. Trochę mnie kusi, żeby choć parę worków ziemi kupić pod róże i przed domem zrobić grządki. Powoli można by je obsadzać różami, czy co tam w planie było. Czym by je jednak zaściółkować? Nie chciałabym kamieniami. Korą również nie. Poza tym Łu jeszcze ma jakiś kabel położyć. To kabel chyba najpierw. Poza tym w płocie nie są zrobione jeszcze płyty granitowe, które mają być na dole. Zrobię grządki, to przy zakładaniu płyt mi je rozwalą. Ech... A płyty będą robione gdzieś w okolicach przełomu maja i kwietnia. Ech... Powzdycham sobie. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz