niedziela, 3 lipca 2016

Eksperyment...

...trawnikowy.

Mamy trawnik. Nic dziwnego.
Trawnik jest proporcjonalnie do trawników sąsiadów niewielki, ale jest.
O jego przygotowaniach jest coś napisane dwa lata temu. W ubiegłym roku na kolanach odchwaszczałam trawnik jak dzika, chyba przez kilka tygodni. W efekcie tam, gdzie uchował się pierwotny, jest w miarę niezachwaszczony. Jest za to nierówny.
Poza tym przyszli kamieniarze i zrobili swoją robotę, czyli obwódki między trawnikiem a rabatami, i tu jest pies pogrzebany...
Panowie bardzo chcieli trzymać poziom i nawet wyznaczyli mi, że obwódki od strony płotu naprzeciw dużych okien będą jakieś 20 cm nad obecnym poziomem trawnika. Za głowę się złapałam, kazałam panom obniżyć poziom obwódek do poziomu gruntu i stwierdziłam, że 20 cm obniżenia mi nie przeszkadza. Panowie coś pomruczeli, że powinien być poziomy jak stół, ale jak sobie pomyślałam ile wywrot ziemi mielibyśmy jeszcze przywieź, to kazałam im spadać na drzewo.

Obwódki obniżyli. Obecnie spadku jakoś nie widzę i mi nie przeszkadza. Problem jest taki, że trawnik w niektórych miejscach jest na wysokości obwódek, w innych jednak jest niżej, i to o jakieś nawet 20 cm.
I teraz rozwiązaniem jest np. zakładać trawnik na nowo. Ale jak sobie wyobrażę, że ten by trzeba było zedrzeć, bądź nawet tylko zjechać glebogryzarką (choć nie wierzę, że wtedy uzyskalibyśmy ładny równy trawnik) to ilość roboty i pieniędzy przeraża mnie. Wymyśliłam sobie coś innego.
Pewnie głupiego.
Ale co mi tam.
Łukasz trochę kręci nosem, ale chyba i jemu wizja zakładania trawnika zupełnie od początku nie bardzo się podoba.
Wymyśliłam sobie, że skoro trawa tak ładnie rośnie w górę i wystarczy, że po przysypaniu choć trochę wystaje z ziemi, żeby rosła dalej, to może wystarczy jej po trochu dosypywać ziemi. Ona się będzie wyciągać, może będzie lepiej (głębiej) ukorzeniona, a poziom będzie się podnosić, aż się kiedyś wyrówna.

O pomysł swój zapytałam na forum Ogrodowisko. Dużo różnych problemów z trawą ludzie tam przedstawiają. Mojego tematu jednak nikt nie podjął. Nic mi nie zostało, jak pionierem zostać. No i teraz sobie tak eksperymentuję powoli.

Trawnika nie przewidywaliśmy na ten rok. Jeśli już, to w przyszłym byśmy go robili. To może do przyszłego, moim eksperymentalnym sposobem, go na tyle wyciągnę, że już będzie równo i wyżej?

W każdym razie już po raz drugi 8 pięćdziesięciolitrowych worków z ziemią do trawników rozgrabiłam po trawie tak, aby ziemia powpadała między źdźbła. Potem jeszcze spłukałam wodą. Za jakieś 3-4 tygodnie kolejna powtórka. Myślę, że po jakichś 4-5 razach będzie widać jakiś efekt. Mam nadzieję, że nie będę musiała puknąć się w głowę.

Jednego nie rozumiem. Czemu ciągle mam jakieś problemy z kosmosu. Inni robią sobie ogródki jakoś szybko i bezproblemowo. A ja ciągle od d(rugiej) strony.

2 komentarze:

  1. Tak sobie myślę, że po kolejnym dosypaniu ziemi sypnij również nasion trawy. Jeśli stara nie wylezie, to akurat wzejdzie nowa. Nasiona nie są aż tak drogie, żeby to ważyło przy takiej ilości dosypywanej gleby, nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Stara trawa zawsze jest ponad ziemią, którą dosypuję, więc nie może 'nie wzejść'. W niektórych miejscach są gołe placki, bo na przykład w ubiegłym roku przy obsypywaniu obwódek zasypana została tam trawa zupełnie. W tych miejscach dosypuję nasion.
    Dzisiaj tak sobie patrzę przez okno i mam wrażenie, że już jakiś efekt widać.

    OdpowiedzUsuń