sobota, 2 lipca 2016

Przyrodniczo...

...dzisiaj będzie.
Nic to, że ogród powoli nabiera kształtów i powinnam jakieś zdjęcia wrzucić. Kwiaty kwitną; drzewa rosną; wszystko rozrasta się nieziemsko a ja tylko ciągle zaglądam w prognozy pogody i monitoruję deszcze - bo to mi teraz głównie spędza sen z powiek. Oczywiście, jeśli chodzi o ogród. Bo spraw ogólnie mam dużo innych.
Sporo ostatnio obserwacji wszelakich. W okolicach zalęgła się dzieżba srokosz. Wróble już przyzwyczaiły się do poidła z wiadra, jakie dla nich przygotowałam, i regularnie poją się przy oknie w jadalni. Zagląda również ptaszek, którego rozszyfrowałam jako makolągwę. Dzisiaj jednak w okno łupsnęło coś małego, co siadło potem pod fotelem i siedziało sobie chwilę. Ponieważ kotów kręci się tu dużo (za chwilę i o tym), więc poszłam do ptaszka - bez problemów dał się wziąć na ręce, czyli mocno musiał oberwać.
Ptaszek to najprawdopodobniej łozówka. Jest nieco mniejszy od wróbla. Ma taki dość długi i ostry dziobek. Chwilę spędził w moich rękach (dwa razy mnie okupał w tym czasie) i furgnął najpierw na fotel, potem już sobie w dal. Jak i skąd do nas dotarł? Nie widziałam tu takich, ale może wiatr przywiał, bo burza była wcześniej?
Jeśli chodzi o koty, to łapią wszystko co się rusza. Myszy, ptaki, jaszczurki. Ostatnio próbowałam uratować wróbelka-żółtodzioba z paszczy Fifi. Zabrałam jej ptaszka, który był w dość niezłym stanie, choć rankę miał. Niestety, uciekł mi z ręki na co Fifi tylko czekała. Porwała go w zęby, chyc przez płot, i tyle ich widziałam.
Jak już tyle o ptakach to (a może już to opisywałam?) niedawno udało mi się (chyba) uratować wróbelka, kóry leżał na drodze. Najprawdopodobniej po bliższym spotkaniu z jadącym samochodem. Wyglądał jak martwy i gdyby nie to, że łypnął oczkiem, pewnie bym nie zwróciła na niego uwagi. Ale skoro łypnął, to nie mogłam go tak zostawić na środku drogi. Przez jakieś 10 minut dochodził do siebie. Najpierw był jak sparaliżowany, potem myślałam, że odpływa, ale w końcu się pozbierał i w lesie pofrunął na gałązkę i dość sprawnie wylądował.

Wydawałoby się, że problematyczne są te nasze wielkie okna, choć okazuje się, że wielkość nie ma znaczenia, bo ostatnio widziałam, jak ptak walnął w malutkie okienko od garażu sąsiadów.

Obserwacji przyrodniczych jest więcej, choć czasu mało. Dla przykładu ostatnio zastanawiałam się, co się dzieje z 'naszymi' zaskrońcami. W tym roku nie miałam okazji ich zaobserwować. Nasza działka jeszcze się nie 'zakrzaczyła'. Sąsiadów też są coraz bardziej cywilizowane. Pomyślałam, że poszły sobie. A tu wczoraj, gdy kopałam dołki pod wrzosy, jakieś takie białe 'mentosy' wysypały się z ziemi. W pierwszym momencie pomyślałam 'kamyczki', bo ciągle ich dużo w ziemi. Gdyby nie to, że kiedyś na jakimś blogu ogrodowym nie widziałam zdjęć jaj zaskrońca, to pewnie trochę by trwało, zanim bym się zorientowała, że to może żyć. Roślinkę wsadziłam. Jajeczka schowałam. Przykryłam kamieniem (nie za mocno). Nie wiem, czy warunki zostały właściwe. Mam nadzieję, że coś się z tych jajeczek jednak wykluje. Jeśli nie zaskroniec, to przynajmniej jaszczurka. Ostatnio Fifi kilka upolowała. Niestety.

I ostatnia ciekawostka z dzisiaj... rozmawialiśmy sobie z dziadkiem o ogródku. Kiedyś dziadek miał fioła na punkcie działki, a że 'za dziedzica' był przygotowywany przez ogrodnika, to wiedzę ma niemałą. I jakoś tak dziadek dzisiaj rzucił, że jeszcze jeża mi na działce brakuje. Powiedziałam mu, że jak działka bardziej zarośnie i będzie okazja, to i jeż się znajdzie. I jakiś domek dla niego też. Nie minęło parę godzin, a tu przed domem jeż sobie tup, tup. Jeszcze może nie na działce, ale jak mu będzie dobrze, to trafi.

2 komentarze:

  1. Ale fajnie się czytało, szkoda, że nie dałaś zdjęć z ogrodu.

    A u mnie zdziczało - teraz widzę, ile błędów narobiłam, sadząc byle szybciej, byle więcej... No, ale nauczę się na błędach i za rok już zadziałam rozsądniej. Oby... ;)

    Asia, pokaż się na komunikatorze. Pamiętasz, że będę u Ciebie w czwartek? Może byś sobie wzięła piątek wolnego? Dasz radę?

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęć nie mam kiedy zrobić, bo szkoda mi każdej chwili. Aparat w telefonie mi nie działa. Takie szybkie rachu-ciachu to ładnie wyglądać nie będą. Do tej pory takie robiłam, bo było wszystko jedno - ogródek w rozszypce. Teraz już (może) znalazłoby się kilka ładnych ujęć, ale pewnie potrzeba by czasu, żeby je wybrać, a ten wolę przeznaczyć na kolejne dziubanie.
    Reszta w kolejnym poście, bo za długo wyszło.

    OdpowiedzUsuń