--- Blok reklamowy ---
Zgodnie ze spodziewaniami współpraca z wykonawcą certyfikatu przebiegała bez zarzutu i spokojnie mogę zarekomendować RW Projekt z Białegostoku. Mimo, iż to przeciwległy koniec Polski, to świadectwo dostaliśmy w ciągu 4 dni do rąk własnych. Wykonanie i kontakt bez zarzutu, przy najniższej, znalezionej przeze mnie cenie.
---------------------- ;)
Czyli certyfikat już mamy. Do zakończenia formalności brakuje nam prac geodety. No i podsumowania z kierownikiem budowy. Oznacza to, że przed końcem roku powinniśmy się wyrobić ze złożeniem zgłoszenia użytkowania budynku. Git.
Ale o certyfikacie miało być.
Najważniejsze parametry:
- wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię użytkową - EU = 41,3 kWh/(m2•rok),
- wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię końcową EK = 16,2 kWh/(m2•rok),
- wskaźnik rocznego zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną EP = 59,0 kWh/(m •rok),
i dodatkowo
- wskaźnik rocznego zapotrzebowania na energię użytkową na ogrzewanie i wentylację EUco = 17,29 kWh/(m •rok).
W skrócie oznacza to tyle, że mamy dom o zużyciu energii na grzanie na poziomie domu niskoenergetycznego, czyli prawie pasywnego. I o taki wynik nam chodziło. Co to oznacza? Powinniśmy zobaczyć na rachunkach. Jak na razie Łu tylko przykręca ogrzewanie, bo mimo że nie mieszkamy, nie gotujemy, nie grzejemy własnymi ciałami, komputerami i innymi rzeczami, to na górze jest ciągle 22 st.C. Jak dla nas za dużo.
* * *
Towarzysko, wiem, niestety, zaniedbuję odpowiadanie na komentarze. Nie wyrabiam. W zasadzie powinniśmy się przeprowadzać. I jest gdzie. Ale czasu na przeprowadzkę jakby brak. Urlopy powybierane. Zostało mi kilka dni, które na święta trzymam. Ostatnio po powrocie z pracy jestem tak zmęczona, że około 20 nie mam już siły na nic i staram się kłaść wcześnie. Rano starałam się coś wywieźć na budowę. Udało mi się z resztą kwiatów, ale to wszystko. Jutro może pojadą półki z zabawkami Po i fotel z łazienki. Staram się wywozić to, czego nie potrzebujemy, ale np. ciuchów jeszcze nie chcę, bo z korytarzykiem jeszcze nie skończyliśmy. Pisałam? Nałożyłam strukturę, ale brzydko to wygląda i Łu szykuje się do zdarcia i położenia jednak gładzi. Jak o tym myślę, to cierpnie mi skóra. Brr...
W tygodniu mają podobno montować konstrukcję schodów. Obawiam się tego bardzo, bo to sama konstrukcja pod stopnie. A gdzie pomysł na balustrady i poręcz? Do stopni jeszcze też nawet wykonawcy nie mamy wybranego. Szukam na oferteo, ale kiepsko mi idzie. Boszzz, ile roboty jeszcze, którą powinniśmy zrobić przed zimą; a ile przed przeprowadzką! A tu czasu jak na lekarstwo. Łu tylko opędza to, co na budowie wyskakuje w ciągu tygodnia. Dobrze, że ma taką możliwość, ale potem siedzi do 20 w pracy.
Byle do wiosny...
piątek, 28 listopada 2014
niedziela, 23 listopada 2014
Certyfikat energetyczny
Dzisiaj o tym papierku. Papierek jest wymagany przy zgłoszeniu do użytkowania - co mamy zrobić, więc zaczęłam szukać wykonawców. Popytałam w okolicy, poszukałam w necie. W okolicach Wrocławia ceny oscylują między 200-300 zł. Poszukałam gdzieś dalej, znalazłam ofertę za 119 zł. Napisałam, ale gość się nie odezwał. Trudno.
Zgłosiłam się na oferteo. W ciągu doby dostałam 3 oferty. Najbliższa w cenie standardowej dla okolic (200 zł). Trochę dalsza (Rybnik) 130-150 zł. Z drugiego końca Polski (Białystok) 100 zł brutto + 10 zł przesyłka. Pewnie jeszcze napiszę coś, jak przebiegła współpraca (na razie kontakt bardzo OK), ale różnica w cenach rzędu 200 % jest zadziwiająca, tym bardziej, że tutaj jest duża konkurencja.
Zobaczymy jeszcze jak wyliczenia. Łu spodziewa się, że wynik będzie ok. 10% lepszy, niż w oryginalnym projekcie.
Zgłosiłam się na oferteo. W ciągu doby dostałam 3 oferty. Najbliższa w cenie standardowej dla okolic (200 zł). Trochę dalsza (Rybnik) 130-150 zł. Z drugiego końca Polski (Białystok) 100 zł brutto + 10 zł przesyłka. Pewnie jeszcze napiszę coś, jak przebiegła współpraca (na razie kontakt bardzo OK), ale różnica w cenach rzędu 200 % jest zadziwiająca, tym bardziej, że tutaj jest duża konkurencja.
Zobaczymy jeszcze jak wyliczenia. Łu spodziewa się, że wynik będzie ok. 10% lepszy, niż w oryginalnym projekcie.
sobota, 22 listopada 2014
Nie wiem kto ma więcej szczęścia...
...my czy wykonawca, ale fakt faktem, że znowu zima odwołana. A przynajmniej przymrozki przeniosły się dopiero na piątek. I dzisiaj... tadam... wykonawca obtrąbił skończenie elewacji. Mały drobiazg, że jedna ze ścianek (na głównym budynku, na styku z garażem) jest szara, a druga w połowie szara a w połowie biała. Cudnie jest, robota skończona. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdyby coś jeszcze nie było do zrobienia, mianowicie listwy trzymające folię kubełkową. Ale to taki drobiazg, że nie będziemy zaprzątać sobie nim głowy. Dodatkowo wykonawca wybetonował najazd do garażu. Oczywiście znowu nie byłby sobą, gdyby nie zabrakło dwóch worków cementu. Łukasz pomknął do Castoramy uratować sytuację.
Z dzieciakami wzięliśmy szpadel i chcieliśmy kopać tego batata, o którym pisałam w poprzednim poście. A tu mały zonk, bo żadnej bulwy nie było. A wilec to na pewno, bo nawet kwiaty ma identyczne, jak na tym obrazku [zdjęcie ukradzione z forum ogrodniczego.]
No i o co chodzi? A już mi się roiły pieczone w ognisku bataty. W każdym razie roślinę wykopałam, usunęłam wszystkie przemarźnięte pędy, powsadzałam do trzech doniczek. I tu mały problem, bo rośliny docelowo mają zimować w pomieszczeniu nad garażem, a pomieszczenie dopiero 'się robi'. Wetknęłam doniczki pod schody w garażu, żeby za bardzo nie przeszkadzały. Pewnie powinnam je podlewać co jakiś czas, ale znając mój czas, to obawiam się, że do wiosny mogą nie przetrwać. Ale może...
Zagłębiłam też w ziemi doniczki z szczepkami na żywopłot. Trochę się obawiałam, czy stojąc w doniczkach nie poprzemarzają za bardzo. Cieszę się ogromnie, bo wygląda na to, że przyjęły się zarówno ogniki (w dużej ilości) jak i co najmniej 2 ostrokrzewy, i te takie krzewy o liściach podobnych do laura (znowu nie pamiętam nazwy). I nawet jedna trzmielina malutka rośnie w doniczce. Lubię takie roślinki, co je 'od małego' mam. Czasem sama się dziwię, że ze mną wytrzymują, bo traktuję je często po macoszemu, znaczy się przypominam sobie o nich, gdy już wołają rozpaczliwie. Ale jakoś dają radę. Pewnie, gdybym o nie bardziej dbała, nawoziła jak trzeba, przesadzała na czas (a nie gdy już z doniczki wychodzą), byłyby piękniejsze i zdrowsze. Ciągle jednak jakoś dają radę. Kwiatki w doniczkach, które przeniosłam już tydzień czy dwa temu do chałupy, jakieś takie bardziej zadowolone i puszczają nowe listki.
Łu dzisiaj poprzykręcał wszystkie klamki. I znowu kroczek bardziej domowo. Ja z kolei pomalowałam przedsionek (miałam nadzieję ostatni raz) farbą, z takim dodatkiem strukturalnym, który miał ukryć niedoskonałości gładziowania. I kicha. Ani wady nie są ukryte, ani struktura nie powala urodą. Wygląda ble... Miał być taki zwykły baranek, ale jakoś tak strasznie nierówno to powychodziło, choć się starałam. Dodatkowo jeszcze zabrakło na część ściany (na szczęście tam będzie szafa). I teraz nie wiemy co robić: dokupić jeszcze struktury i starać się wyrównać rzucik, czy zdzierać wszystko i wrócić do gładziowania? Miał być koniec roboty, a jest jej jeszcze więcej. Jutro pomyślimy.
Udało się za to udomowić jeszcze Poli łóżeczko. Łóżeczko ma na wezgłowiu psa i kota. Jakoś go w ofercie Ikei nie widzę, to nie pokażę.
Z dzieciakami wzięliśmy szpadel i chcieliśmy kopać tego batata, o którym pisałam w poprzednim poście. A tu mały zonk, bo żadnej bulwy nie było. A wilec to na pewno, bo nawet kwiaty ma identyczne, jak na tym obrazku [zdjęcie ukradzione z forum ogrodniczego.]
No i o co chodzi? A już mi się roiły pieczone w ognisku bataty. W każdym razie roślinę wykopałam, usunęłam wszystkie przemarźnięte pędy, powsadzałam do trzech doniczek. I tu mały problem, bo rośliny docelowo mają zimować w pomieszczeniu nad garażem, a pomieszczenie dopiero 'się robi'. Wetknęłam doniczki pod schody w garażu, żeby za bardzo nie przeszkadzały. Pewnie powinnam je podlewać co jakiś czas, ale znając mój czas, to obawiam się, że do wiosny mogą nie przetrwać. Ale może...
Zagłębiłam też w ziemi doniczki z szczepkami na żywopłot. Trochę się obawiałam, czy stojąc w doniczkach nie poprzemarzają za bardzo. Cieszę się ogromnie, bo wygląda na to, że przyjęły się zarówno ogniki (w dużej ilości) jak i co najmniej 2 ostrokrzewy, i te takie krzewy o liściach podobnych do laura (znowu nie pamiętam nazwy). I nawet jedna trzmielina malutka rośnie w doniczce. Lubię takie roślinki, co je 'od małego' mam. Czasem sama się dziwię, że ze mną wytrzymują, bo traktuję je często po macoszemu, znaczy się przypominam sobie o nich, gdy już wołają rozpaczliwie. Ale jakoś dają radę. Pewnie, gdybym o nie bardziej dbała, nawoziła jak trzeba, przesadzała na czas (a nie gdy już z doniczki wychodzą), byłyby piękniejsze i zdrowsze. Ciągle jednak jakoś dają radę. Kwiatki w doniczkach, które przeniosłam już tydzień czy dwa temu do chałupy, jakieś takie bardziej zadowolone i puszczają nowe listki.
Łu dzisiaj poprzykręcał wszystkie klamki. I znowu kroczek bardziej domowo. Ja z kolei pomalowałam przedsionek (miałam nadzieję ostatni raz) farbą, z takim dodatkiem strukturalnym, który miał ukryć niedoskonałości gładziowania. I kicha. Ani wady nie są ukryte, ani struktura nie powala urodą. Wygląda ble... Miał być taki zwykły baranek, ale jakoś tak strasznie nierówno to powychodziło, choć się starałam. Dodatkowo jeszcze zabrakło na część ściany (na szczęście tam będzie szafa). I teraz nie wiemy co robić: dokupić jeszcze struktury i starać się wyrównać rzucik, czy zdzierać wszystko i wrócić do gładziowania? Miał być koniec roboty, a jest jej jeszcze więcej. Jutro pomyślimy.
Udało się za to udomowić jeszcze Poli łóżeczko. Łóżeczko ma na wezgłowiu psa i kota. Jakoś go w ofercie Ikei nie widzę, to nie pokażę.
'Takie dziwne czasy'...
...próba druga. Poprzednio, jak widać, nie udało mi się napisać więcej niż zdanie. Z tych zaplanowanych. A opisywania mam dużo. A tego, co chciałam poprzednio (o tym, że nie ma się czasu pomieszkać), to już chyba innym razem.
Może zacznę od elewacji, co to ciągle jeszcze skończona nie jest. Już trzy tygodnie! :( Patrząc na to, że miała przyjść już zima i temperatury poniżej 0 (a potrzebne są wyższe niż 5 st.C), to może się okazać, że w takim stanie chałupka przestoi do wiosny.
Z daleka nie wygląda to źle, ale jednak część cokołu i wąska ścianka budynku od strony garażu są tylko pogruntowane. Może wizytator z banku nie zauważy i odfajkuje gotową elewację a my będziemy mieli powód, żeby jednak do skończenia nie płacić.
Co się stało z samym tynkiem, czyli dlaczego go zabrakło, to nie wiemy. I jest to drażliwy temat, który nie wiemy jak rozwiązać. Z jednej strony z wykonawcą współpracujemy od początku budowy. Z drugiej, nie tylko tynków było ciągle mało. Próbowałam kontrolować ilość zużywanych materiałów, ale przy braku permanentnej kontroli było to niemożliwe. Nawet do tego stopnia, że prosiłam zamawiając cement w hurtowni, żeby zaznaczyli mi markerem worki. Nie było szans na doliczenie się. Jeszcze nie wiem, co ostatecznie zrobimy z tymi tynkami, tym bardziej, że kilka prac jest ciągle do wykonania.
W środku pojawiły się drzwi. Zdjęcia nie mam. Proste, białe, ramiak dookoła i płycina. Jak pisałam wcześniej: bez klamek, więc wczoraj Łu pojechał nadrobić ten drobiazg. Aha, mam jakieś zdjęcie z klamką:
Wyszło, że wszystkie klamki to chińszczyzna. Urodą i dopasowaniem nie powalają. Jednak teraz musieliśmy wybrać coś, co po prostu spełni swoje zadanie. Poza problemami z klamkami wyszło też, że otwory są za wysokie, trzeba było 'na gwałt' czymś uzupełniać. Teraz w niektórych drzwiach jest szczelina nad framugą, którą trzeba będzie jakoś zaklajstrować, zaakrylować i pomalować.
W ubiegły weekend udało się nam pojechać do Ikei i zakupić dzieciakom łóżka. Na zmontowanie czasu jeszcze nie było. Może dzisiaj?
Kolejna sprawa, z którą Łu mnie pogania, a na którą, jak myślę, obecnie nas nie stać, to zasłony. Cały dół jest praktycznie otwarty i widoczny z każdej strony świata. Wcale by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że na początku będziemy tam również spać. Poza tym trzeba w miarę jednolicie dobrać wystrój i do tych wielkich okien, i do okna kuchennego (nad zlewem), i do okna w jadalni. Nad tymi wielkimi oknami trudno zawiesić jakieś zwykłe, proste karnisze. No i jest też problem, jak zasłony odsunąć 'na bok' tak, żeby nie zasłaniały sporej części okna. Materiału w końcu będzie bardzo dużo. Podczas bytności w Ikei znaleźliśmy takie systemy szynowe z zakrętami. Zastanawiam się, czy tej dużej ilości materiału nie przesuwać po prostu na ścianę boczną? Na mniejszych oknach chcielibyśmy zrobić rolety rzymskie, czyli takie podciągane do góry. Jednolitość mógłby zapewnić materiał - jednakowy i na dużych i na mniejszych oknach. Łu (mi zresztą też) podobają się tkaniny naturalne, typu lnu tkanego. I jakieś takie, w kolorach naturalnych, znaleźliśmy w I., ale... Dzisiaj przyszło mi do głowy, żeby jednak zasłonami nadać kolor wnętrzom. Co myślicie o bławatkowym niebieskim? Na lnie powinien być taki lekko przygaszony, stonowany, a jednocześnie łączyć bądź zastępować niebo za oknem. ;)
Ze spraw finalizujących budowę, to mamy już nadany numer adresowy. Numer 7 stał się faktem. :) Uruchomiony jest też geodeta, poszukuję również kogoś, kto wykona świadectwo energetyczne. Ponieważ ktoś, kto miał niskie ceny, nie odpisał na maila, to wystawiłam się na oferteo. Ze spraw formalnych zostanie nam domknięcie sprawy z kierownikiem budowy. I chyba wszystko.
Okazało się też, że zrobiłam sobie niespodziankę w ogródku. Wiosną kupiłam COŚ, co pani mi zachwalała. Podawała nawet nazwę, ale zapomniałam, i przez całe lato starałam się dowiedzieć co to jest. Bezskutecznie. Dwa dni temu oglądałam 'Maję w ogrodzie', gdzie pojawiło się coś, co miało takie same liście, choć innego koloru. Ale... bingo. Okazało się, że mam w ogródku wilca ziemniaczanego, czyli batata. Przynajmniej wiem, że muszę go wykopać. I, jeśli znajdę czas, to może uda mi się wysadzić bulwy do doniczek. Choć, ponieważ Po od nocy kaszle jak opętana, może zabraknąć czasu i na to. :(
Może zacznę od elewacji, co to ciągle jeszcze skończona nie jest. Już trzy tygodnie! :( Patrząc na to, że miała przyjść już zima i temperatury poniżej 0 (a potrzebne są wyższe niż 5 st.C), to może się okazać, że w takim stanie chałupka przestoi do wiosny.
Z daleka nie wygląda to źle, ale jednak część cokołu i wąska ścianka budynku od strony garażu są tylko pogruntowane. Może wizytator z banku nie zauważy i odfajkuje gotową elewację a my będziemy mieli powód, żeby jednak do skończenia nie płacić.
Co się stało z samym tynkiem, czyli dlaczego go zabrakło, to nie wiemy. I jest to drażliwy temat, który nie wiemy jak rozwiązać. Z jednej strony z wykonawcą współpracujemy od początku budowy. Z drugiej, nie tylko tynków było ciągle mało. Próbowałam kontrolować ilość zużywanych materiałów, ale przy braku permanentnej kontroli było to niemożliwe. Nawet do tego stopnia, że prosiłam zamawiając cement w hurtowni, żeby zaznaczyli mi markerem worki. Nie było szans na doliczenie się. Jeszcze nie wiem, co ostatecznie zrobimy z tymi tynkami, tym bardziej, że kilka prac jest ciągle do wykonania.
W środku pojawiły się drzwi. Zdjęcia nie mam. Proste, białe, ramiak dookoła i płycina. Jak pisałam wcześniej: bez klamek, więc wczoraj Łu pojechał nadrobić ten drobiazg. Aha, mam jakieś zdjęcie z klamką:
Wyszło, że wszystkie klamki to chińszczyzna. Urodą i dopasowaniem nie powalają. Jednak teraz musieliśmy wybrać coś, co po prostu spełni swoje zadanie. Poza problemami z klamkami wyszło też, że otwory są za wysokie, trzeba było 'na gwałt' czymś uzupełniać. Teraz w niektórych drzwiach jest szczelina nad framugą, którą trzeba będzie jakoś zaklajstrować, zaakrylować i pomalować.
W ubiegły weekend udało się nam pojechać do Ikei i zakupić dzieciakom łóżka. Na zmontowanie czasu jeszcze nie było. Może dzisiaj?
Kolejna sprawa, z którą Łu mnie pogania, a na którą, jak myślę, obecnie nas nie stać, to zasłony. Cały dół jest praktycznie otwarty i widoczny z każdej strony świata. Wcale by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że na początku będziemy tam również spać. Poza tym trzeba w miarę jednolicie dobrać wystrój i do tych wielkich okien, i do okna kuchennego (nad zlewem), i do okna w jadalni. Nad tymi wielkimi oknami trudno zawiesić jakieś zwykłe, proste karnisze. No i jest też problem, jak zasłony odsunąć 'na bok' tak, żeby nie zasłaniały sporej części okna. Materiału w końcu będzie bardzo dużo. Podczas bytności w Ikei znaleźliśmy takie systemy szynowe z zakrętami. Zastanawiam się, czy tej dużej ilości materiału nie przesuwać po prostu na ścianę boczną? Na mniejszych oknach chcielibyśmy zrobić rolety rzymskie, czyli takie podciągane do góry. Jednolitość mógłby zapewnić materiał - jednakowy i na dużych i na mniejszych oknach. Łu (mi zresztą też) podobają się tkaniny naturalne, typu lnu tkanego. I jakieś takie, w kolorach naturalnych, znaleźliśmy w I., ale... Dzisiaj przyszło mi do głowy, żeby jednak zasłonami nadać kolor wnętrzom. Co myślicie o bławatkowym niebieskim? Na lnie powinien być taki lekko przygaszony, stonowany, a jednocześnie łączyć bądź zastępować niebo za oknem. ;)
Ze spraw finalizujących budowę, to mamy już nadany numer adresowy. Numer 7 stał się faktem. :) Uruchomiony jest też geodeta, poszukuję również kogoś, kto wykona świadectwo energetyczne. Ponieważ ktoś, kto miał niskie ceny, nie odpisał na maila, to wystawiłam się na oferteo. Ze spraw formalnych zostanie nam domknięcie sprawy z kierownikiem budowy. I chyba wszystko.
Okazało się też, że zrobiłam sobie niespodziankę w ogródku. Wiosną kupiłam COŚ, co pani mi zachwalała. Podawała nawet nazwę, ale zapomniałam, i przez całe lato starałam się dowiedzieć co to jest. Bezskutecznie. Dwa dni temu oglądałam 'Maję w ogrodzie', gdzie pojawiło się coś, co miało takie same liście, choć innego koloru. Ale... bingo. Okazało się, że mam w ogródku wilca ziemniaczanego, czyli batata. Przynajmniej wiem, że muszę go wykopać. I, jeśli znajdę czas, to może uda mi się wysadzić bulwy do doniczek. Choć, ponieważ Po od nocy kaszle jak opętana, może zabraknąć czasu i na to. :(
czwartek, 20 listopada 2014
Takie dziwne czasy...
...nastały, że człowiek nie ma czasu pomieszkać. Ani nawet napisać. Już muszę lecieć. Pa.
poniedziałek, 17 listopada 2014
'Jestem kwiatem lotosu...
...kołyszącym się na spokojnej tafli jeziora...'
'Jestem kwiatem lotosu kołyszącym się na spokojnej tafli jeziora...'
'Jestem k... kwiatem'...
Tynków że brakło pisałam. W piątek domówiłam 4 opakowania 25kg białego i jedno szarego. W sobotę zabrakło białego. Mi uszami para poszła, ale domówiłam jeszcze jedno opakowanie. Dzwonię dzisiaj na budowę pod koniec dnia z pytaniem jak idą prace.
- Eee, bo tynku zabrakło...
- Jak to zabrakło? Nie jest skończone?
- Jest skończone. Szpalety są skończone, lukarna jest skończona...
- Niech mi pan nie mówi co jest, tylko czego nie ma!
- No bo zabrakło, to się zrobi szare i pomaluje...
- Ile zabrakło?
- No kawałeczek, ale nie mają małych opakowań, tylko po 25 kg.
- Jaki kawałeczek?
- 1 m2.
- Nosz kuku mać.
Łu właśnie siedzi i liczy te metry elewacji, bo mi nie wierzył. Ja namierzyłam 229 m2. W tym mały naddatek.
Siedzi, i liczy te metry:
- Bo wiesz, jutro montują drzwi.
- O, fajnie. Zapomniałam.
- Tylko klamek nie będzie.
- Jak to 'nie będzie'?
- A zamawiałaś jakieś?
Ja byłam przekonana, że wybieraliśmy.
Czyli budujemy dom bez klamek. 'Witajcie w małpiarni'. Vonnegut jest całkowicie na miejscu.
'Jestem kwiatem lotosu kołyszącym się na spokojnej tafli jeziora...'
'Jestem k... kwiatem'...
Tynków że brakło pisałam. W piątek domówiłam 4 opakowania 25kg białego i jedno szarego. W sobotę zabrakło białego. Mi uszami para poszła, ale domówiłam jeszcze jedno opakowanie. Dzwonię dzisiaj na budowę pod koniec dnia z pytaniem jak idą prace.
- Eee, bo tynku zabrakło...
- Jak to zabrakło? Nie jest skończone?
- Jest skończone. Szpalety są skończone, lukarna jest skończona...
- Niech mi pan nie mówi co jest, tylko czego nie ma!
- No bo zabrakło, to się zrobi szare i pomaluje...
- Ile zabrakło?
- No kawałeczek, ale nie mają małych opakowań, tylko po 25 kg.
- Jaki kawałeczek?
- 1 m2.
- Nosz kuku mać.
Łu właśnie siedzi i liczy te metry elewacji, bo mi nie wierzył. Ja namierzyłam 229 m2. W tym mały naddatek.
Siedzi, i liczy te metry:
- Bo wiesz, jutro montują drzwi.
- O, fajnie. Zapomniałam.
- Tylko klamek nie będzie.
- Jak to 'nie będzie'?
- A zamawiałaś jakieś?
Ja byłam przekonana, że wybieraliśmy.
Czyli budujemy dom bez klamek. 'Witajcie w małpiarni'. Vonnegut jest całkowicie na miejscu.
sobota, 15 listopada 2014
Bezsenne noce inwestora...
...tym razem z powodu tynku.
Nie, nie, tynk w porządku. Wygląda ślicznie i z daleka, i z bliska. Przynajmniej w naszym mniemaniu. Ale... Zabrakło materiału. 'Pani dokupi'. Liczę, liczę, i doliczyć się nie mogę i nie wiem o co chodzi. Policzyłam elewację, w bardzo dużym zaokrągleniu w górę. Obecnie zużycie tynku wychodzi na poziomie 3,05 kg/m2 wobec 2,7 kg/m2 deklarowanej przez producenta i 2,4-2,5 kg/m2 deklarowanej przez sprzedawcę. Poszukałam w necie jakie są doświadczenia ludzi, co piszą producenci, to mniejsze bądź większe zużycie zależy od jakości tynku (my mamy dobrej bo Caparol) i gładkości ścian (ściany gładkie, bo to metoda BSO, a do tego robione przez tego samego wykonawcę). Zużycie materiału większe o 15-25% przerasta moje pojmowanie.
Wpadłam wczoraj rano na budowę i z kupionych 23 baniaków materiału naliczyłam 15.
Samo powyższe niby jeszcze o niczym nie świadczy, ale czuję się rąbana. Tym bardziej, że w trakcie budowy ciągle brakowało jakichś materiałów. Ciągle utyskiwałam, że nie nadążam kupować. Próbowałam jakoś kontrolować zużycia, ale ktoś by musiał ciągle bywać na budowie, żeby to ogarnąć. Nie ma. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wystarczyło w każdym razie, żeby się obudzić o 2 w nocy, bo może jednak coś źle policzyłam czy coś.
Więc jeszcze raz, dokładniej. Trochę skorygowałam, ale ciągle dużo za dużo. Ech...
Jutro (dzisiaj) mnie nie będzie na budowie, żeby wyjaśniać te sprawy. A z nas dwojga, to ja robiłam za tego złego policjanta. Do czego w sumie chyba średnio się nadaję.
Nie, nie, tynk w porządku. Wygląda ślicznie i z daleka, i z bliska. Przynajmniej w naszym mniemaniu. Ale... Zabrakło materiału. 'Pani dokupi'. Liczę, liczę, i doliczyć się nie mogę i nie wiem o co chodzi. Policzyłam elewację, w bardzo dużym zaokrągleniu w górę. Obecnie zużycie tynku wychodzi na poziomie 3,05 kg/m2 wobec 2,7 kg/m2 deklarowanej przez producenta i 2,4-2,5 kg/m2 deklarowanej przez sprzedawcę. Poszukałam w necie jakie są doświadczenia ludzi, co piszą producenci, to mniejsze bądź większe zużycie zależy od jakości tynku (my mamy dobrej bo Caparol) i gładkości ścian (ściany gładkie, bo to metoda BSO, a do tego robione przez tego samego wykonawcę). Zużycie materiału większe o 15-25% przerasta moje pojmowanie.
Wpadłam wczoraj rano na budowę i z kupionych 23 baniaków materiału naliczyłam 15.
Samo powyższe niby jeszcze o niczym nie świadczy, ale czuję się rąbana. Tym bardziej, że w trakcie budowy ciągle brakowało jakichś materiałów. Ciągle utyskiwałam, że nie nadążam kupować. Próbowałam jakoś kontrolować zużycia, ale ktoś by musiał ciągle bywać na budowie, żeby to ogarnąć. Nie ma. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wystarczyło w każdym razie, żeby się obudzić o 2 w nocy, bo może jednak coś źle policzyłam czy coś.
Więc jeszcze raz, dokładniej. Trochę skorygowałam, ale ciągle dużo za dużo. Ech...
Jutro (dzisiaj) mnie nie będzie na budowie, żeby wyjaśniać te sprawy. A z nas dwojga, to ja robiłam za tego złego policjanta. Do czego w sumie chyba średnio się nadaję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
życie rodzinne
(124)
ogród
(121)
budowa
(102)
przetwory
(31)
marudzenie
(28)
plany
(28)
jojczenie
(27)
dywagacje
(21)
sso
(20)
filozofowanie
(17)
rośliny
(17)
dach
(16)
obserwacje
(15)
przyroda
(15)
zwierzęta
(15)
działka
(14)
mieszkanie
(14)
przyłącza
(14)
wnętrza
(14)
aranżacje
(13)
finanse
(13)
ogólne
(13)
życie na wsi
(13)
problemy
(11)
stan 0
(11)
woda
(11)
covid19
(10)
droga
(10)
nalewki
(10)
przepisy
(9)
sąsiedzi
(9)
kalkulacje
(8)
marzenia
(8)
okna
(8)
ptaki
(8)
wspomnienia
(8)
z netu
(8)
święta
(8)
ciocia dobra rada
(7)
prąd
(7)
bździuny
(6)
ogrzewanie
(6)
sądziad
(6)
absurdy
(5)
instalacje
(5)
kot
(5)
książki
(5)
radości
(5)
wiosna
(5)
zasłony
(5)
zdjęcia
(5)
zima
(5)
co ja robię tu?
(4)
elewacja
(4)
historycznie
(4)
kanalizacja
(4)
nie wiem co powiedzieć
(4)
politycznie tfu
(4)
sprawy wsi
(4)
wygrzebane z lamusa
(4)
łazienki
(4)
drzwi
(3)
fontanna
(3)
gaz
(3)
genealogia
(3)
inspiracje
(3)
kuchnia
(3)
odkrycia
(3)
pory roku
(3)
schody
(3)
wino
(3)
wyczytane
(3)
cuda natury
(2)
dokumenty
(2)
dom
(2)
energooszczędność
(2)
kompost
(2)
ku pamięci
(2)
ogrodzenie
(2)
pet challenge
(2)
piękne słowa
(2)
podłoga
(2)
przeprowadzka
(2)
ssz
(2)
wymiękam
(2)
zioła
(2)
a
(1)
bruki
(1)
dialogi
(1)
domek na drzewie
(1)
działania
(1)
kosopleciny
(1)
krupnik
(1)
muzyka
(1)
okolica
(1)
pogoda
(1)
poidełko
(1)
pytania bez odpowiedzi
(1)
reklama
(1)
strachy na lachy
(1)
szkoła
(1)
słowiańszczyzna
(1)
taras
(1)
tydzień Ziemi
(1)
wynajem
(1)
wypieki
(1)
z dialogów
(1)
zbiory
(1)
śmieci
(1)



