sobota, 22 listopada 2014

'Takie dziwne czasy'...

...próba druga. Poprzednio, jak widać, nie udało mi się napisać więcej niż zdanie. Z tych zaplanowanych. A opisywania mam dużo. A tego, co chciałam poprzednio (o tym, że nie ma się czasu pomieszkać), to już chyba innym razem.
Może zacznę od elewacji, co to ciągle jeszcze skończona nie jest. Już trzy tygodnie! :( Patrząc na to, że miała przyjść już zima i temperatury poniżej 0 (a potrzebne są wyższe niż 5 st.C), to może się okazać, że w takim stanie chałupka przestoi do wiosny.
Z daleka nie wygląda to źle, ale jednak część cokołu i wąska ścianka budynku od strony garażu są tylko pogruntowane. Może wizytator z banku nie zauważy i odfajkuje gotową elewację a my będziemy mieli powód, żeby jednak do skończenia nie płacić.
Co się stało z samym tynkiem, czyli dlaczego go zabrakło, to nie wiemy. I jest to drażliwy temat, który nie wiemy jak rozwiązać. Z jednej strony z wykonawcą współpracujemy od początku budowy. Z drugiej, nie tylko tynków było ciągle mało. Próbowałam kontrolować ilość zużywanych materiałów, ale przy braku permanentnej kontroli było to niemożliwe. Nawet do tego stopnia, że prosiłam zamawiając cement w hurtowni, żeby zaznaczyli mi markerem worki. Nie było szans na doliczenie się. Jeszcze nie wiem, co ostatecznie zrobimy z tymi tynkami, tym bardziej, że kilka prac jest ciągle do wykonania.

W środku pojawiły się drzwi. Zdjęcia nie mam. Proste, białe, ramiak dookoła i płycina. Jak pisałam wcześniej: bez klamek, więc wczoraj Łu pojechał nadrobić ten drobiazg. Aha, mam jakieś zdjęcie z klamką:
Wyszło, że wszystkie klamki to chińszczyzna. Urodą i dopasowaniem nie powalają. Jednak teraz musieliśmy wybrać coś, co po prostu spełni swoje zadanie. Poza problemami z klamkami wyszło też, że otwory są za wysokie, trzeba było 'na gwałt' czymś uzupełniać. Teraz w niektórych drzwiach jest szczelina nad framugą, którą trzeba będzie jakoś zaklajstrować, zaakrylować i pomalować.

W ubiegły weekend udało się nam pojechać do Ikei i zakupić dzieciakom łóżka. Na zmontowanie czasu jeszcze nie było. Może dzisiaj?

Kolejna sprawa, z którą Łu mnie pogania, a na którą, jak myślę, obecnie nas nie stać, to zasłony. Cały dół jest praktycznie otwarty i widoczny z każdej strony świata. Wcale by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że na początku będziemy tam również spać. Poza tym trzeba w miarę jednolicie dobrać wystrój i do tych wielkich okien, i do okna kuchennego (nad zlewem), i do okna w jadalni. Nad tymi wielkimi oknami trudno zawiesić jakieś zwykłe, proste karnisze. No i jest też problem, jak zasłony odsunąć 'na bok' tak, żeby nie zasłaniały sporej części okna. Materiału w końcu będzie bardzo dużo. Podczas bytności w Ikei znaleźliśmy takie systemy szynowe z zakrętami. Zastanawiam się, czy tej dużej ilości materiału nie przesuwać po prostu na ścianę boczną? Na mniejszych oknach chcielibyśmy zrobić rolety rzymskie, czyli takie podciągane do góry. Jednolitość mógłby zapewnić materiał - jednakowy i na dużych i na mniejszych oknach. Łu (mi zresztą też) podobają się tkaniny naturalne, typu lnu tkanego. I jakieś takie, w kolorach naturalnych, znaleźliśmy w I., ale... Dzisiaj przyszło mi do głowy, żeby jednak zasłonami nadać kolor wnętrzom. Co myślicie o bławatkowym niebieskim? Na lnie powinien być taki lekko przygaszony, stonowany, a jednocześnie łączyć bądź zastępować niebo za oknem. ;)

Ze spraw finalizujących budowę, to mamy już nadany numer adresowy. Numer 7 stał się faktem. :) Uruchomiony jest też geodeta, poszukuję również kogoś, kto wykona świadectwo energetyczne. Ponieważ ktoś, kto miał niskie ceny, nie odpisał na maila, to wystawiłam się na oferteo. Ze spraw formalnych zostanie nam domknięcie sprawy z kierownikiem budowy. I chyba wszystko.

Okazało się też, że zrobiłam sobie niespodziankę w ogródku. Wiosną kupiłam COŚ, co pani mi zachwalała. Podawała nawet nazwę, ale zapomniałam, i przez całe lato starałam się dowiedzieć co to jest. Bezskutecznie. Dwa dni temu oglądałam 'Maję w ogrodzie', gdzie pojawiło się coś, co miało takie same liście, choć innego koloru. Ale... bingo. Okazało się, że mam w ogródku wilca ziemniaczanego, czyli batata. Przynajmniej wiem, że muszę go wykopać. I, jeśli znajdę czas, to może uda mi się wysadzić bulwy do doniczek. Choć, ponieważ Po od nocy kaszle jak opętana, może zabraknąć czasu i na to. :(

4 komentarze:

  1. Bardzo jestem ciekawa tego bławotkowoniebiego. A co sądzisz o lawendowym? Choć osobiście, z oszczędności i bezpieczeństwa (żeby nie przeodbrzyć), zrobiłabym kremowe - pasują absolutnie do wszystkiego i wszędzie - rolety, nawet nie rzymskie, tylko małe zgrabne standartowe i poczekałabym kilka miesięcy jak mi się mieszka, zastanowiłabym się powoli co powiesić na stałe. Osobiście nie lubię długich i ciężkich zasłon. Ale to jest osobiste odczucie moje.
    W poprzednim domu miałam w sypialniach zwykłe podgumowane rolety w delikatne kwiaty na białym tle. Były zamontowane na oknach i stanowiły zasłony. Oprócz tego na pojedyńczych karniszach miałam firakni, które mogłam tanio i szybko wymieniać jak mi się koncepcja zmieniała. Zasłon nie było wcale. Było jasno i lekko. W nowym domu mam inaczej, ale tylko dlatego, ze potrzebowałam odmiany, tamta opcja mi się znudziła, ale dalej uważam ją za ciekawą. :)
    fifka
    ps. strasznie sie cieszę ze już finiszujecie i lada chwila będziecie w swoim wymarzonym domu! gratuluje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Fifka. U nas raczej firanek nie planuję. Natomiast zasłony tak. Żeby móc się zasłonić, gdy światła się zapali i będzie chciało poczucie, że jednak sąsiedzi w życiu nie uczestniczą. Te okna są ogromne, co zazwyczaj mi nie przeszkadza, ale jednak, gdy na dole chciałam się przebrać do roboty, a nie było jeszcze drzwi, to nie było miejsca, żeby się schować.

      Usuń
  2. Fakt, teraz to już bliżej niż dalej :) Z tymi materiałami to chyba każdy to przerabiał, że ile by nie było, zawsze jest mało... Pamiętam jak przy samym remoncie i kilku poprawkach finalnie wyszło nam bodaj 1,5 raza więcej niektórych materiałów mimo planowania "z górką". Ale cóż, w tej branży nie zawsze 2 plus 2 równa się 4, nie ma się co martwić ;) Natomiast jak to mówią "ufaj ale sprawdzaj" i mogę to w 100% potwierdzić, z resztą nie tylko jeżeli chodzi o samo wykonanie ale i materiały, bo tutaj też różne cuda się mogą zdarzyć. Z resztą jak kupowaliście choćby cement to na pewno wiecie o co chodzi, ja też wychodzę z założenia że akurat na tym oszczędności nie ma co robić, bo to się może tylko na trwałości odbić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jakoś tak mnie to zawsze dziwiło. Ilość, wydawałoby się, wyliczalna, a tu po prostu znika w zakrzywieniu czasoprzestrzeni. I ciągle 'natychmiast płać pan, czasu nie trać pan...'.

      Usuń