piątek, 6 czerwca 2014

Mój pierwszy...

...trawnik wykonany.
Ma jakieś 8 m2. Czyli duży nie jest. Poza tym jest w miejscu, w którym było największe perzowisko na działce. I te perze będą pewnie wyłazić do usr... śmierci. Mam nadzieję, że ich, a nie mojej. Po kolei...
W najdalszym, i jednocześnie najniższym, kącie działki ma być zaplecze, typu kompostownik. Na razie zrobiłam taką małą zagródkę w zupełnie innym kącie, ale powoli chwaściory przestają mi się tam mieścić. Czyli wypadałoby przygotować jakieś docelowe miejsce. Ponieważ nie potrzeba jego dużo, to jest w zasięgu moich małych chińskich rączek wykonanie tego samodzielnie. Ale...
Jak napisałam miejsce było tragicznie zaperzone. Gdybym chciała je oczyścić z kłączy perzu, to te parę metrów robiłabym pewnie ze trzy dni. Dlatego, trochę obawiając się ostatecznego efektu, całość przekopałam, wywalając tylko największe kłębowiska kłączy. Pierwotnie chciałam całość przykryć czarną folią i tak na trochę zostawić, żeby wszystko pod spodem padło samo. Ale musiałabym wtedy czekać i czekać. Tato podsunął mi rozwiązanie, żeby zasiać trawę i zacząć kosić. Wtedy perze padną. Tak zrobiłam i zobaczymy co dalej. Ilość kłączy jest PRZERAŻAJĄCA. I może okazać się, że główną trawą, którą będę kosić, będzie właśnie perz. To by była tragedia i pośmiewisko dla sąsiadów.
W każdym razie założenia są takie, że jak już trawa wyrośnie i się trochę rozkrzewi, to chciałabym tam zrobić coś w rodzaju bruku. W darni powycinam miejsca na kamienie, których masa jest na działce i w okolicach. Takie, zazwyczaj z czerwonego granitu, kamienie w trawie powinny ładnie wyglądać i jednocześnie trochę ustabilizować najbardziej grząski teren na działce.
Na krawędzi trawnika, przy skarpie, wetknęłam kilka ukorzenionych gałązek wierzby płaczącej. Ciekawe, czy coś wyrośnie. Kurcze, może mogłam wziąć większe gałęzie? Te są takie grubości ołówka i długości 20 cm. Jakiś krzaczek zrobi się z nich (jeśli w ogóle) dopiero za 3 lata. A za 7 może będzie coś podobnego do drzewka. :(
Poza tym krawędź skarpy umocniłam trochę kamieniami i obsadziłam skalniakami i jakimiś bylinkami. Jak na razie jest to jedyny fragment działki, który wygląda w miarę 'cywilizowanie'. A patrząc na to, że włożyłam weń ładnych kilka dni pracy (z mizernym efektem), to całość ogarniemy za dwa lata. Albo i później.
Aż prosi się o zdjęcia, ale moim zepsutym pstrykadłem szkoda się wysilać. Może Łu, jak już wreszcie uda mi się go namówić na zwiedzenie zakątka, coś wydobędzie wartego pokazania.

1 komentarz:

  1. Się zdziwisz, kiedy Ci te siedem lat myknie jak jeden dzień, a wierzby zaczniesz traktować jak chwasty :) Kamienie w trawniku mnie przekonują, nie wiem tylko, co na to kosiarka. A perz w końcu zdechnie, dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń