sobota, 7 czerwca 2014

Ogródkowo

Z glebogryzarki dzisiaj nic nie wyszło. Przez tydzień jest zajęta gdzieś indziej. Mogliśmy szukać w innej wypożyczalni, nawet ten lokalny ogrodnik powiedział gdzie, ale mieliśmy dzisiaj w środku dnia (o 13) wizytę potencjalnych kupców na mieszkanie. Hmm... Czy coś z tego będzie?
W każdym razie mieliśmy dzień rozbity i głowy do glebogryzienia nie. Może za tydzień?
Zawiozłam za to na działkę dziadka. Ale coś nie był dzisiaj w sosie. Podobno od świtu czekał, ale niestety dopiero po 14 udało się wszystko zorganizować. W każdym razie dziadek był nastroju marudnym:
"Kucze, szufla taka krzywa."
"Kucze, szpadel ciężki."
"Kucze, tyczki za długie."
"Kucze, pomidory jakieś takie słabe. I drogie."
Ale gorąco było, i widać, że dziadkowi to dokuczało. Pomidory podwiązał, potem usiadł sobie w cieniu i patrzył, jak się Po bawi w piasku.
Ja trochę ogarnęłam w garażu. Kucze, znaleźć cokolwiek to problem. Nie wiadomo, czy jest w garażu, czy w chałupie. Czy na górze, czy na dole. Za wszystkim się ulatałam. Muszę kupić parę skrzynek, żeby ogarnąć narzędzia, i żeby wszytko łatwo było znaleźć.
Poza tym zaczęłam przygotowywać miejsce pod ognisko. Na skarpie, od wspominanych wcześniej wierzb, wyznaczyłam półkole o promieniu 2,5 m. Plan jest taki, że wybiorę stamtąd ziemię do poziomu tej pod płotem. Powstanie taki placyk o średnicy 5 m. W przyszłości skarpa mogłaby być wzmocniona kamiennym murkiem. Obniżenie będzie obsiane trawą, a na środku będzie można sobie palić ogień. Tak 'w głowie' rysuje mi się to, jako przyjemny 'pokoik' otoczony z każdej strony zielenią, z jednym dojściem wzdłuż płotu i drugim po schodkach, przy wierzbie. Problem jest przynajmniej jeden. Oznacza to do przewalenia mniej więcej 5 m3 ziemi. I to znowu tymi małymi chińskimi rączkami. Tak na moje oko jakieś dwa dni pracy. Mam wrażenie, że już sąsiedzi dziwnie na mnie patrzą. Dzisiaj jeden zagadał, że 'są takie wertykulatory...' No wiem. Co to, pogrzebać we własnej ziemi nie można? Pewnie, że można to wszystko potraktować broną, zasiać trawnik. Wszyscy tak mają. Płasko, trawniczek i obsadzony tujami. Wygląda to ładnie, schludnie, 'od linijki'. Łukasz chce ogród naturalny. Ja bym chciała naturalno-rustykalny, żeby jeszcze coś można było z niego podskubać. Uwielbiam to. Tu dziubnąć, tam skubnąć.
Ale jak kształtowania działki teraz nie zrobimy, to później już nigdy. Albo będziemy musieli wrócić ze wszystkim do zera, czyli stanu, jaki mamy obecnie. Przecież nie będę teraz wynajmować koparki, żeby mi przewaliła te 5 m3 ziemi! Fakt, że czasu nie ma, ale po kilka łopat dziennie, chyba więcej można zyskać systematycznością? Chyba, że nas chwaściory sprowadzą do parteru. Howgh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz