czwartek, 15 stycznia 2015

Absurd urzędniczy

Jestem. Zaczęłam już nawet trzeciego posta. Tamtych nie skończyłam, może z tym się uda.

A piszę, bo się zbulwersowałam. Byłam dzisiaj w Inspektoracie Nadzoru Budowlanego (tfu), gdzie zaniosłam papierki, że skończyliśmy budowę. Przygotowałam się do tej wizyty bardzo dokładnie. Wypytałam kierownika budowy o dokumenty - zrobił mi niezbędną listę. Przegrzebałam fora, czy czegoś jeszcze nie trzeba. Wszystko wydawało się w porządku.

Oczywiście gdyby było, to bym teraz była jak w skowronkach. A tak mam telepawkę.

Biurwa sobie zażyczyła:
1. Zaświadczenia z Tauronu o przyłączeniu. Ale jak to? Mam przyłącze, na co mam papiery. Mam umowę, że prąd mi dostarczają (na wszelki wypadek oczywiście wzięłam wszystko co miałam). NIE. Mam pójść do BOKu po dodatkowy papierek.
2. Upoważnienia elektryczne od elektryka!!!
- Ale jak to? Przecież tu jest pieczątka.
- Nie. Bo kiedyś ktoś podrobił pieczątkę a nie miał uprawnień. I teraz podjęli taką decyzję.
- Ale przecież KOPIĘ bez problemu można również podrobić. Nota bene oryginał też.
- Ma być.
- I tak za jednego oszusta będą państwo karać uczciwych ludzi?
- ...

3. Uprawnienia wykonawcy świadectwa energetycznego do wykonania tegoż. Pani powiedziała tylko, że i tak mam dobrze, bo kiedyś żądali oryginału (tak zresztą jest napisane na druku)! Wyobrażacie sobie, że wykonawca świadectwa użycza swoje uprawnienia, bądź lata z każdym wnioskiem, żeby je okazać?
I tu Pani komentarz, że żądali, ale im zabronili. Czyli jest jednak ktoś, kto takie maksymalne absurdy trochę ukróca.

Tak z ciekawości sprawdziłam w domu - lista uprawnionych wykonawców takich świadectw jest dostępna na stronach odpowiedniego ministerstwa.
Być może gdzieś jest (powinna być), ale się nie wgłębiałam, również lista osób z uprawnieniami elektrycznymi. Jeśli nie ma, to pewnie nie byłoby problemu zrobić takiej listy. Są to dane jawne, ogólnodostępne. Albo w inny sposób urząd mógłby sam takie uprawnienia weryfikować. Poza tym energetyka nie odbierze przyłącza, jeśli wszystko nie jest ok - i tu są bardzo zasadniczy. Czemu INB stwierdza, że będzie bardziej papieski od papieża?
I kolejny absurd, że ja - inwestor - mam udowadniać urzędowi, że elektryk jest legalny. Elektryk może tak samo mnie oszukać. Ciekawe, czy wtedy przed urzędem będę odpowiadała ja - za poświadczenie nieprawdy, albo coś w tym rodzaju? I druga sprawa, jest to urząd nadzorczy, czyli mający wszelkie prawa, żeby takiego wykonawcę zweryfikować (w przeciwieństwie do mnie, inwestora, który mogę tylko opierać się na zaświadczeniu urzędu, że ten elektryk się zna). Ba, nie tylko może go zweryfikować, ale również pewnie ukarać, bądź przekazać sprawę odpowiedniemu innemu urzędowi. Wiecie, nie ogarniam.

I pomyślcie sobie jeszcze, że w czerwcu mają likwidować pozwolenie na budowę na rzecz zgłoszenia budowy i liberalizować przepisy. Pytanie, czy to nie będzie liberalizacja tylko na papierze?

2 komentarze:

  1. Napisałam fajny komentarz i mi go gugiel zjadł. To już nie napiszę. :|

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisz no. Choć trochę. ;)

    OdpowiedzUsuń