niedziela, 18 stycznia 2015

Schody

Hmmm... jak by tu zacząć. A właściwie, to co by tu napisać. W sumie to nie wiem. Wczoraj, ekipa w składzie pięciu inżynierów i dwóch praktyków montowała konstrukcję. Konstrukcja waży ponad 200 kg, więc było co dźwigać. Ponieważ geometrię ma co prawda maksymalnie prostą, ale pokręconą (zabieg), to ustawić toto dobrze nie było łatwo, jednak gdzieś po dwóch godzinach stękania, patrzenia (jeden robi, sześciu patrzy) i nie bez problemów stanęło na swoim miejscu. Konstrukcja unikatowa, wymyślona i zaprojektowana przez Łu. Wygląda pięknie.
Zadowoleni zjedliśmy zbiorowy obiad, pośmialiśmy się, potem reszta poszła a my z Łu (głównie Łu) zabraliśmy się za montaż stopni. Wszystko pięknie, tylko coś nie do końca pasuje. Proste powinny zachodzić na siebie 3,8 cm, zachodzą 4,5 cm. No nic. Proste jeszcze poszły prosto, na zakręcie zaczął się wiraż. Nic nie pasuje.
Dzisiaj drugi dzień przymierzania, rysowania, obliczeń. Konkluzja wyszła taka:
Ponieważ konstrukcja jest zagięta, nie było możliwości zrobienia jej z jednego odcinka profilu zamkniętego. W związku z czym dolny i górny prosty odcinek jest z profilu zamkniętego, zabieg jest wykonany z ceownika, który po wygięciu został zamknięty paskiem blachy. Pomysł sam w sobie dobry, efekt też byłby niezły, ale...
Panowie nie mieli rury o zakładanym promieniu (43 cm). Do Łu dotarła informacja, że wyginają na 40 cm. OK, da się przeżyć. Z obliczeń wyszło jednak, że promień był 30 cm. Nie byłby to jednak problem. Ba, nawet byłoby lepiej, bo konstrukcja pod zabiegiem weszłaby 'głębiej', ale...
Panowie po zmianie rury nie uwzględnili, że mniejszy promień, to również mniejszy powinien być skok, na skręconym elemencie. I skok zrobili taki, jak był w pierwotnym projekcie. Czyli w tym miejscu konstrukcja jest bardziej stroma. Skoro tu jest stroma, to gdzieś trzeba było to zgubić, i następny odcinek (do górnego podestu) ma zamiast zakładanych 38 stopni jedynie 30. Czyli, żeby zachować wysokość stopnia, to jest zwiększona odległość między stopniami.
Łu teraz siedzi i kombinuje, jak to wszytko dopasować. Oczywiście część stopni jest nie do zastosowania. Przynajmniej trzy z zabiegu trzeba będzie zrobić nowe. Albo i więcej. Czyli możliwość swobodnego wejścia na górę odsunęła się o kolejne parę tygodni. Hej!
A niezbiegająca się geometria (w zabiegu) wygląda tak (na dropie jest więcej):

2 komentarze:

  1. Piękne są, czy równe, czy nie. Piękne!
    A czy one zakręcają ze względów technicznych, czy wyłącznie estetycznych? Bo jakby były proste, też by były piękne.
    Eh... Jak schodów w domu nienawidzę, i tego, że mam piętrowy, a nie parterowy dom, nie mogę odżałować, tak takie shcody bym chiała i bym je kochała.
    fifka

    OdpowiedzUsuń
  2. ...do czasu, aż byś z nich spadła. ;) Prosto w tę wielką szybę. Nawet nie myślę, jak to by się skończyło. Nota bene chciałam, żeby dolna część schodów wywijała się na pokój, żeby bieg nie kończył się na oknie, ale w projekcie było tak, i tak chciał Łu. Teraz tym bardziej zagrożenie jest większe i trzeba będzie solidnie podejść do poręczy.
    Schody nie mają być piękne, w każdym razie nie to jest na pierwszym miejscu. Na pierwszym miała być ergonomia. Nie jest. I teraz pytanie, czy wywalać całą konstrukcję, czy ratować się babolem. No cóż, o ile inne babole (jeśli są) to są schowane, to ten będzie w samym centrum uwagi.
    W naszych warunkach mieliśmy do wyboru: kawałek ogródka, czy schody. Wąski pasek zieleni wokół, to jakaś pomyłka, wolałabym chyba sąsiada za ścianą. No i taki układ jest tu, na Dolnym Śląsku, najbardziej tradycyjny i 'się wpisuje'. To wpisywaliśmy.

    OdpowiedzUsuń