wtorek, 10 lipca 2012

Fizyka teoretyczna a życie rodzinne

Wydawałoby się, że nie ma nic bardziej sprzecznego jak czysta fizyka, poubierana we wzory, prawa, wykresy, teorie, a życie rodzinne z jego chaosem, obs... pieluchami (ooo, właśnie jedną czuję, sorki na moment, choć pewnie wątek mi się urwie...).
Po 7 minutach...
Jestem, choć po drodze, oprócz zmiany pieluchy: mycie pupy; Chcesz siusiu do nocniczka? - nie... TAK!; oczywiście siusiu nie zrobiła, ale zdążyłam w tym czasie przygotować kubełek na pieluchy, który był w myciu; właśnie sobie przypomniałam, że pieluchy chyba ostatecznie w tym kubełku nie umieściłam (będę to musiała zrobić za najbliższej bytności w łazience); mieszanie zupy w garze; wyniesienie kilku zabawek z pokoju. Aha, i Pola właśnie 'gryzie' mnie jaszczurką. No nic, spróbuję wrócić do wątku...
W każdym razie wydawałoby się, że między jednym a drugim podmiotem tematu nic nie ma wspólnego... a jednak.
A jednak dopiero jak zostałam mamą, to zrozumiałam czym jest entropia układu. Na pewno jest ona wprost proporcjonalna do ilości osób w rodzinie i odwrotnie proporcjonalna do wieku. Przy czym ta druga zależność zmienia się wykładniczo (czy też może logarytmicznie?). Czuję się potraktowana 'wyrównywaczem' (co powinien zrozumieć ktoś, kto czytał 'Witajcie w małpiarni' Vonneguta) i nie mam siły zastanowienia się nad tym.
Hmm, siadłam do pisania posta, bo przyszło mi jeszcze inne (myślałam, że świetne) zestawienie tytułowych zagadnień, ale aktualnie obserwuję jak Po chowa telefon pod Kindla i zastanawiam się, co pierwsze wyląduje na podłodze.
Jednak telefon.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz