piątek, 20 lipca 2012

Już sama nie wiem...

...co się dzieje. Wszystko jakoś dziwnie przyspiesza, choć pewnie w którymś momencie się zatnie. Obaczy się.
Mianowicie...
Wykonawca przyłącza wody... Zapowiadał, że nie weźmie się za robotę wcześniej, niż we wrześniu. Nam rybka. Zależało nam na terminie, żeby się wyrobić ze wszystkim do października, bo jedno z ustaleń ma taką datę, a nie chcieliśmy po raz kolejny tego uzgadniać. Bach, dzisiaj telefon, że on właściwie to w poniedziałek (za trzy dni) będzie wchodził z budową przyłącza. W sumie, to czemu nie. Cena ustalona. Wysupła się ze skarpety.

Generalny wykonawca (o ile tego wybierzemy)... Pierwszy raz dzwoniłam do pana z firmy P jakoś w zeszłym tygodniu. Od razu usłyszałam, że w tym roku terminów nie ma, ale w przyszłym to chętnie. Jak dla nas OK; dopiero ruszyliśmy z tematem, musimy się jeszcze ogarnąć, zaplanować różne rzeczy i NAJWAŻNIEJSZE - sprzedać mieszkanie. W każdym razie wczoraj umówiliśmy się na spotkanie, żeby obgadać wycenę. I tu w zasadzie wyszło, że pan jest zdecydowany już we wrześniu wchodzić na plac robić fundamenty!

Wszystko fajnie, tylko za co? ;) Na razie czekam jeszcze na wyceny z dwóch innych firm. Jutro muszę ruszyć jeszcze dwa miejsca: prawie-sąsiada poznanego na forum Muratora, który miał mi kogoś polecić i właściciela domu, którego budowę obserwowałam jakiś czas (inną, niż tę opisywaną zza okna). W każdym razie muszę się z tym spieszyć.

Ha, ciekawostka. Pierwszy raz użyłam etykiety 'budowa'. Może to już?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz