środa, 3 grudnia 2014

Porządki, czyli...

...idą święta... idą święta...
Skręconą nogę Po (Po już szaleje, choć czasem noga o sobie przypomina) mogę traktować jak prezent przedświąteczny. Grzejemy się w rodzinnym ciepełku. Porządki na całego, co oznacza obwieszone wszystko praniami (wczoraj zrobiłam siedem, dzisiaj na razie cztery czy pięć), porozrzucane poduchy z kanap, powyciągane różne rzeczy z łazienki (szczotka do wc stoi obok drzwi wejściowych), wyrzucona część z szafek (zapudłowałam i wywiozłam już wszystkie płyty z muzyką i filmami). Trudno przejść, ale widać, że dzieciaki są szczęśliwe. Wcześniej było małe Waterloo, teraz jakoś spokojniej, ale widać, że kooperacja kwitnie. Aż trudno jakoś zagonić Mi do lekcji.
Od wczoraj na oknie czekają dwa listy do Mikołaja i jeszcze jedna karteczka, z komentarzem, że staruszek będzie sobie mógł wziąć drugą kanapkę z nutellą, jak rozwiąże zagadkę matematyczną. Listy leżą od wczoraj, może dlatego, że ktoś zapomniał przygotować te kanapki. ;)

Tak piorę te wszystkie rzeczy, coś staram się poukładać (już trzeci dzień) i myślę sobie: ile to czasu trzeba na przedświąteczne porządki! Patrząc na to, że zostały tylko trzy tygodnie, a tu termin przeprowadzki ciągle nieustalony, Łu zmaga się ze schodami i samochodem (konieczna naprawa), ja z zasłonami, geodetą, ubezpieczeniami, to czasu jakby nie było wcale. Chyba zaczynam wpadać w przedświąteczną panikę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz