niedziela, 17 kwietnia 2016

Kto rano wstaje...

...ten... wiadomo.
Wczoraj miało padać od 10, więc założyłam, że z pryskania roundupem nici. Ale wstałam przed 7., zerknęłam na prognozę pogody i deszcz przenieśli z 10 rano na okolice trzynastej. To stwierdziłam, że jest szansa na wymagane parę godzin suchości. Przed ósmą zabrałam się za pryskanie. W miarę sprawnie poszło. Do wieczora z zapowiadanych ulew nic nie wyszło, spadło tylko parę kropli, czyli oprysk herbicydem muszę uznać za udany. Teraz tylko czekać, aż wszystko padnie.
Przekopałam jeszcze kawałeczek ziemi pod róże. Jako że mam 7 a powinno być na tym fragmencie 10, to wybrałam się na poszukiwania do dyskontów, gdzie takie róże widziałam (Queen Elizabeth, lub inaczej Queen of England). Pół Wrocławia zjeździłam i nie znalazłam. Dokupiłam za to zawciągów i zrobię nieco większą ich kępkę.
Łukasz cały dzień robił coś przy płocie, przeciągał prąd do napędu bramy i zamka elektrycznego w bramce. A dzieciaki szalały z gościem po ogrodzie, że dzisiaj będę bała się tam pójść zobaczyć zniszczenia. Aha, na dzisiaj opady odwołali zupełnie. Czyli weekend wypadł pozytywnie, tym bardziej, że temperatura sięgnęła 12 stopni C, a w słońcu to pewnie i więcej.
Dzisiaj, jako że wstałam w okolicach 4, dzień powinien być jeszcze bardziej udany, choć obawiam się, że go prześpię.

3 komentarze:

  1. A mi dzisiaj przymrozek zdechł pomidory, ogórki, cukinię, fasolkę i koleusy. Płakać mi się chce...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przymrozek?!? W Jukeju? W kwietniu? Duży był?
    Pomidory mogą się pozbierać. Ja tak miałam, że zwarzyły się, ale i tak urosły. Reszty to nie wiem.

    Smutno mi wraz z Tobą. :( Człowiek robi, robi, a potem błotem po oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak duży, ale że wilgoć, to pokrył szronem wszystko. Pewnie z -3*C, albo i niżej... Taki lajf.

      Usuń