niedziela, 5 marca 2017

Wiosna...

...w ogrodzie.
W tym roku mamy niespodziankę od losu, bo zima była. Nie tak jak kilka lat temu np. w środę (to chyba w 2013), czy w niedzielę (jakoś rok wcześniej), ale mróz nawet ze śniegiem trzymał od początków stycznia do połowy lutego.
Za to z początkiem marca rozpoczęła się wiosna. Choć może to falstart, ale można już było zacząć różne ogrodowe prace.
I tak:
1. Udało mi się już przygotować do wiosny rabatę z różami i lawendami;
2. przekopać rabatę obok;
3. zasadzić 8 róż;
4. kupić i zasadzić różaneczniki na rabacie pod kuchennym oknem (w projekcie były tam laurowiśnie, ale tych ma być sporo w innych miejscach to stwierdziłam, że jedna z rododendronami też się nada, tym bardziej, że są zimozielone i kwitną pięknie wiosną);
5. ściągnąć szmatę i zgrabić rabatę między śmietnikiem i  bramką;
6. wygrabić i odchwaścić rabatę od wschodniej strony, w tym pościnać wrzosy, trawy, poziomki; również poprawić agrowłókninę - tę co się ostała. Jeszcze trochę mi zostało, ale już bliżej końca niż dalej.

Mimo takiej roboty oceniam, że pracy mam jeszcze na jakieś 2 tygodnie (14 roboczodniówek). Wydawało mi się, że to bardzo dużo, choć jakoś, gdy dziadek dzisiaj zagadał, że niedługo będę  mogła zacząć prace w ogródku zrobiło mi się ciepło na serduchu, że już tyle mam zrobione.

Aha, nie napisałam, że kupiłam też dwa bukszpany w kuli o śrenicy ok. 40 cm (w Lerła były) i wsadziłam. Wyglądają ślicznie, choć trochę mnie martwią, że były wykopywane z ziemi, czyli korzenie mają pocięte dość mocno. Przycięłam zatem liście również. Myślę, że jednak trochę za mało. I teraz mam dylemat, czy czekać co z tego wyniknie: czy 'kulki' pousychają czy dadzą sobie radę. W pierwszym przypadku będę żałowała wydanych pieniędzy (100 zł) w drugim, że nie kupiłam więcej. Tak po polsku powinnam się cieszyć, bo pretekst do zmartwienia się znajdzie. ;)

Na Allegro kupiłam też pigwowca wspaniałego (takiego na nalewki), kalinę japońską (bodajże) i trzy sosny kosówki 'gnom'. Te ostatnie mnie trochę martwią, bo za 26 zł kupuje się taki mały pipsztyczek zaszczepiony na patyku. Rośnie toto powoli - po 10 latach ma mieć pół metra, czy jakoś tak. Po 30 - metr czy półtora. Przecie toto zostanie zdeptane zanim te pół metra urośnie. No nie wiem co z tego będzie. A trzy musiałam kupić (tak w projekcie stało). Na zmarnowanie pewne.

Jedna rzecz bardzo mnie pocieszała, że takie przygotowanie do wiosny gdy już rośliny są, w porównaniu do tego, gdy trzeba przygotować grunt, idzie stosunkowo szybko. Trochę powycinać, trochę pograbić, wybrać chwasty. Voila!
Tylko grabienie trawnika jest chyba gorsze niż kopanie. Na razie nie musimy wertykulować, ale pewnie za rok czy dwa trzeba będzie takie ustrojstwo nabyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz