środa, 1 marca 2017

1 dzień marca...

...zaczął się porządkami. Czyli nic ciekawego, chociaż po ciągłym bieganiu praca - dom i braku czasu na porządki, to jakoś inaczej się do tego podchodzi. Tym bardziej, że to już takie wiosenne: pranie można wystawić na dwór (nic to, że wraz z suszarką 'stanęło na głowie', czyli przewróciło się), okna pomyć (choć udało mi się tylko w sypialni - zawsze to dwa z trzynastu z głowy).
Słońce ładnie świeciło, to i na ogród przyszedł czas. Ziemia jeszcze mokra. Trawnik ugina się, że ciągle mam wrażenie, że dziury w nim robię. Ale że w okolicznych ogródkach (tych zakładanych przez firmy) widać, że robotnicy się uwijają, to i samemu też trzeba się zabrać. Tam kilku chłopa pewnie w jeden dzień się obrobi ze strzyżeniem, grabieniem i wertykulacją trawnika. Dla mnie zapowiada się praca na kilka tygodni. Zanim skończę, to tu się już będzie działo...

Więc im szybciej się zabiorę, tym lepiej. Plan na dzisiaj to było wsadzenie tych ośmiu róż. Zrealizowany  w części, bo istniejącą rabatę po zimie trzeba było doprowadzić do stanu wiosennego: wyciąć lawendy, róże, trawy, przegrabić, wyrównać dziury. O dziwo z taką zagospodarowaną już (prawie) rabatą dość szybko się mogłam się uwinąć - nie więcej niż 20 minut mi zajęła. Potem mogłam wsadzić brakujące róże (dosadziłam cztery) i - tadam - prace przy tej rabacie można by uznać za zakończone, gdyby nie to, że trawki będę pewnie rozsadzać. Nakupiłam w  ubiegłym roku, to w tym będę miała już własne - po co kupować?

Drugą rabatę musiałam najpierw przekopać. I dobrze, bo wygrzebałam całkiem sporo perzu. Ciągle się nie pozbyłam tego tałatajstwa, choć w tym roku pewnie będzie o niebo lepiej niż w zeszłym. W międzyczasie jakoś zrobiłam odskok w celu posprzątania uschłych papryk i mięty. Mięta to osobna historia, bo puszcza rozłogi jak dzika. Wywaliłam wszystko, co odstawało z pierwotnych krzaczków. Ciekawe, czy to coś da. Zdziwiłam się, że oregano przeżyło zimę. Do spagetti było rewelacyjne. Jeszcze w listopadzie z niego korzystałam. Tak sobie myślę, że całkiem sporo z rzeczy zakupionych w ubiegłym roku będziemy mieć w tym pożytek. Oby tylko drzewa i krzewy szybko porosły. Bo niby sporo rośnie, ale wszystko jakieś takie małe. Oczywiście w sierpniu złapię się za głowę, że się to wszystko nie mieści. Już się cieszę. Oby się tylko zdążyć obrobić!

Zrobiłam też kilka zdjęć 'dla potomności'. Wiosenne kwiatki ledwie się przebijają:

Powyżej to takie mini irysy, które mają wystawać tylko trochę nad ziemię. Część tulipanów i hiacynty są na podobnym etapie. Na części miejsc, gdzie coś wiosennego wsadziłam nic nie widać.
Poza tym brudno i ponuro na działce. Straszy czarna ziemia i szmaty agrowłókniny, którą ostatnie wiatry pościągały, a ja mam dylemat czy ją ściągać czy poprawiać.
Moje dzisiejsze wyczyny widać tutaj:



A takich kilka luźnych rzutów na działkę - do porównań w lecie:


Na tym ostatnim zdjęciu są grządki, za które będę musiała się jak najszybciej zabrać. I obsadzić bukszpanowymi obwódkami. Zakładam, że będzie ślicznie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz