poniedziałek, 16 marca 2015

Wiosna...

...blisko. Choć ciągle na większości drzew pąki nawet nie napuchły. W ogródku wybiły się żonkile, ale kwiatów jeszcze nie ma - będą lada dzień. Widać pąki, które też jakby czekały w uśpieniu na hortensji, borówkach. Skalniaki niby podnoszą się do życia, ale... Trawa chrzęści suchymi źdźbłami, zieleń jednak nie ta. Wierzba jakby coś...
Po prostu taki moment, jakby wszystko w blokach szykowało się do wyścigu na setkę. I tak będzie, że pewnego dnia będą już te pąki, następnego liście, a trzeciego zaleje nas zieleń i nie będę mogła nadążyć, żeby chwastów się pozbyć. Ale teraz jest właśnie ten moment napięcia 'tuż przed'. Dwa ciepłe dni wystarczą, ale ciągle temperatura oscyluje między 3-7 st. C. Ciut za mało, żeby obwołać wiosnę. Zima to też już nie jest. Kiedyś była taka ładna nazwa: przedwiośnie. Albo przednówek.
Teraz możemy z radością oczekiwać na moment rozkwitu, ale kiedyś był to czas największego głodu. Gdy już skończyły się zapasy, a nowe plony jeszcze nie urosły. Cieszmy się więc z tego, co mamy.
U mnie na oknie rosną pomidorki:
za pomidorkami oregano, które też planuję wysadzić w ogródku, a za oreganem laur, który też będzie w ogródku, ale w donicy. Za laurem bazylia - tę pewnie zjemy, zanim będzie czas wysadzania. Smacznej wiosny zatem.

sobota, 7 marca 2015

Tak dużo się dzieje...

...że nawet nie bardzo wiem, jaki tytuł dać posta. Nie jest to 'dzianie się' co prawda związane z domem, choć i tu troszkę, ale z miejscowością i naszym życiem wśród ludzi. Znajomi sąsiedzi stwierdzili, że już budowa nas tak nie obciąża, to można nas zająć sprawami lokalnymi. I tak się dzieje, choć co dokładnie, to nie chcę pisać na tym blogu. W najbliższym czasie na pewno trzeba będzie wyrobić jakąś równowagę między życiem rodzinnym - domowym, a życiem 'okolicznym'. Choć jedno i drugie będą się zapewne mocno przenikały.
W domu niejaka stagnacja, jeśli chodzi o postęp prac. Domykamy zobowiązania pobudowlane, regulujemy bieżące domu i mieszkania. Na zawieszone prace, nie-niezbędne do życia, brakuje na razie środków, ale i do nich dojdziemy. Nie musimy się już spieszyć. Grunt, że po budowie wcale nie jesteśmy wypruci z chęci i każda kolejna dopięta rzecz na pewno będzie nam sprawiać przyjemność, a nie drgawki z niechęci. Przyjemnie jest po prostu.
W okna puka wiosna. U nas we wsi trochę mniej niż we Wrocławiu, gdzie pojawiły się już dywany krokusów na trawnikach i w ciągu jednego dnia włosy wierzby płaczącej z gładkich stały się takie karbowane i rozświetlone. Kolejny rok obserwuję to zjawisko na ogromnej wierzbie przy starej bibliotece Uniwersytetu. Magiczne to takie trochę, gdy jednego dnia witek nie widać, następnego dnia są takie właśnie pogrubione i rozświetlone, a kolejnego to już są liście i witek praktycznie nie widać.
U nas w ogródku też zaczęliśmy spieszyć się z sadzeniem drzew. W ostatnią niedzielę Mi został z gierką, a z Łu i Po pojechaliśmy na upatrzony wcześniej nieużytek szukać samosiejek brzózek. Przywieźliśmy chyba 10 i dzisiaj będziemy je pewnie sadzić. Zastanawiam się jaki zagajnik brzozowy z tego wyjdzie. Brzózki mają w tej chwili około 2 metry i kora nawet im się jeszcze nie bieli. Śmiesznie będzie, gdy za parę lat okaże się, że to nie brzózki, ale np. osiki, które również rosły w pobliżu. ;)
Pisałam, że skończyły się prace na stryszku w garażu? Tzn. takie związane z zabudową. Teraz czeka na nas malowanie i zrobienie jakiejś podłogi. Na tę podłogę nie mam zupełnie pomysłu, czy kłaść jakieś kafle, czy może linoleum? A może zamalować beton betondurem - jak na dole? Góra będzie pewnie pełnić bardzo różne funkcje, od składziku, przez warsztat, do kanciapy Mi, który twierdzi, że zrobi sobie tam laboratorium chemiczne. W każdym razie nie zdziwię się, gdy za parę lat będzie chciał tam mieć jakąś kanciapę na spotkania z kolegami.

Mimi obudził się, to do następnego razu.

wtorek, 24 lutego 2015

To już jest...

...koniec.
Tym tragicznym wstępem obwieszczam całkiem radosną nowinę!
Przed chwilą miałam telefon z Inspektoratu, że "dokumenty są do odbioru"! Rozumiem, że dokumenty po zamknięciu budowy! Czyli to już jest koniec!
Już formalna Długa Droga Do Domu została zakończona. Zamknięta. Finito! Bęc!
Wierzyć mi się nie chce, bo spodziewałam się jeszcze nie wiadomo jakich problemów na koniec. A tu nic. Telefonik. Pan grzecznie i sympatycznie poinformował. Ucieszyłam się do słuchawki, że 'pan jest jaskółką dobrych wieści', co strasznie Pana rozbawiło. No nic, chyba czas na świętowanie. :)
No i... do roboty - bo tej niemało przed nami.

PS. Aha, i to już chyba ostatni wpis z tagiem 'budowa'. Kolejna rzecz, w którą nie mogę uwierzyć. I pierwszy wpis, z tagiem 'radości'. W sumie to nie wiem, czemu wcześniej takiego nie miałam. Zazwyczaj używałam 'jojczenie'.

piątek, 20 lutego 2015

Zapach...

...świeżej pościeli. Co czujecie, gdy o tym myślicie?
Mi się zawsze przypomina pościel przyniesiona ze słońca, czasem wymrożona, czasem już lekko wilgotna wieczorną rosą. W każdym razie taka, która parę godzin spędziła na dworze przez co pachnie trochę sianem, trochę wiatrem, trochę słońcem.
Mieszkając w mieszkaniu bez balkonu nie mieliśmy możliwości wystawienia pościeli i przewietrzenia jej w taki sposób. Dzisiaj pierwszy raz u siebie takie wietrzenie zrobiłam. Mmm...

niedziela, 15 lutego 2015

Gwiazdki na szybach

Pamiętacie gwiazdki szronu na szybach? Siedzenie w ciepłej chałupie, gdy na zewnątrz mróz. Od mrozu oddzielają zaparowane okna, czasem po prostu zamglone, a czasem wymalowane w łuki, gwiazdki, kryształki. Jako dziecko próbowałam czasem stworzyć obrazki chuchając na szybę i obserwując jak zamarza. Oczywiście nie udawało się to w oknie z podwójnymi szybami, bo temperatura od wewnętrznej strony raczej nie była ujemna. W starych pociągach jednak była taka szansa. I z tym kojarzą mi się zimowe jazdy do Babci i Dziadka prawdziwym parowozem. W obrazku można było 'wychuchać' okienko, w którym widać było zazwyczaj czerń nocy.
Teraz już chyba nigdzie nie ma okien jednoszybowych. Praktycznie nigdzie nie stosuje się też okien skrzynkowych, w których często wewnętrzne skrzydła ściągano na lato i zakładano z powrotem na zimę uszczelniając przestrzeń pomiędzy skrzydłami gazetami, szmatkami. Bardziej dbające o estetykę gospodynie owijały ocieplenie na przykład bibułą. Żeby było ładnie. Takie przynajmniej mam wspomnienia z okien obserwowanych w dzieciństwie. I takich nie widziałam już ho, ho.
Myliłby się jednak ten, co sądzi, że na super, hiper energooszczędnych oknach gwiazdki są niemożliwe. Czytaj: ja się myliłam. Bo jednak bywają:

sobota, 14 lutego 2015

Ostatni papierek...

...został wczoraj zaniesiony do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Znowu ciśnienie mi się niebezpiecznie podniosło. Jedno, że panienka powinna pracować od 7:45. Przyszła tuż przed 8. Nie szkodzi, zaraz otworzyła. Złożyłam papierek. Papierek to osobna historia. Było to, szumnie nazwane ZAŚWIADCZENIE O PRZYŁĄCZENIU.

* * *
Na chłopski rozum potwierdzenie w postaci zapłaconej faktury za dostarczenie prądu powinno być wystarczającym poświadczeniem, że w jakiś sposób przyłączeni jesteśmy. Nie - dla INB nie jest. Może umowa? Również nie. Może protokół odbioru? - skądże! Mam się udać do energetyki i wziąć dodatkowy papierek.
Wykręciłam więc na infolinię do Tauronu, po -nastu czy -dziesięciu minutach dodzwoniłam się, żeby się dowiedzieć, że nie ma problemu, muszę tylko wysłać na maila prośbę z danymi. Nie ma sprawy, wysyłam. Wysłałam i czekam. Parę dni to trwało, żebym dostała odpowiedź, że jednak muszę wysłać pocztą AŻ DO KATOWIC. Na głowę upadli - stwierdziłam; wzięłam dzień wolny w pracy i po 2 godzinach w kolejce dostałam dostałam się do pani w BOKu. Pani była bardzo miła, powiedziała, że nie ma sprawy, ale to niestety nie do nich i ona tego nie może wystawić (choć wszystkie dane ma przed nosem na ekranie komputera), bo oni nie są dystrybucja tylko coś tam, a w ogóle to 'tamci' mają wszystkie potrzebne dane przyłącza i ona to wyśle szybciutko faksem i jeszcze zadzwoni, żeby to szybciutko zrealizowali, czyli już następnego dnia w piątek rano będzie wysłane. Super. Do poniedziałku powinno przebyć te kilkanaście kilometrów.
W poniedziałek nie doszło.
We wtorek również.
Podobnie w środę, czwartek.
W piątek nie wytrzymałam i zadzwoniłam na infolinię gdzie...
...Pani mnie wysłuchała z niejakim niesmakiem, bo 'oni przecież mają dwa tygodnie, a to jeszcze nie minęło'; i na nic się zdały moje jęki, że obiecywali szybko, a pisemko to ja już załatwiam miesiąc, a nie dwa tygodnie. Pani powiedziała, żebym chwilę poczekała, po czym wysłała mnie na koniec sieci telefonicznej, gdzie zapadłam się w otchłań Krańcowego Wodospadu (tego ze Świata Dysku), czyli po ponad dwudziestu minutach wsłuchiwania się w ciszę stwierdziłam, że jednak mnie nie stać na wiszenie na słuchawce i się wyłączyłam.
W kolejny piątek dostałam awizo. Sobota, niedziela - poczta nie działa. W poniedziałek, wtorek, środę poczta działa u nas w godzinach 8:30 do bodajże 15:30. Czyli dopiero w czwartek (godziny pracy do 18:30) odebrałam przesyłkę, z zupełnie oczywistą obawą, że jest to pismo z Inspektoratu, że 'proszę uzupełnić dokumenty'. Jednak nie! To było ZAŚWIADCZENIE.
I myślicie, że był to jakiś skomplikowany dokument? Nie. To był taki napisany na kolanie, że 'ten budynek, na tej ulicy jest podłączony do naszej sieci'. Finito.

* * *
Papierek w każdym razie złożyłam wypytując się trochę o procedurę i 'to kiedy już będziemy się mogli oficjalnie wprowadzić?'. Pani stwierdziła, że jeśli wszytko będzie ok, czyli (m.in.) nie zmienialiśmy sposobu ogrzewania, to 6. marca mogę ZADZWONIĆ i ZAPYTAĆ o to, czy łaskawie PRZYGOTOWALI dokumenty. Ale co to znaczy, że 'gdy nie zmienialiśmy sposobu ogrzewania'? Przecież zmienialiśmy i KierBud (i internet) twierdził, że to nie jest zmiana istotna. Wg panienki jest, bo przecież jest zmiana w planie zagospodarowania działki, bo przecież był zaplanowany przewód gazowy i go nie będzie.
Z nastroszonymi włosami na głowie wpadłam do pracy, i dawaj do netu. Nic nie znalazłam, że taka zmiana jest zmianą istotną! Oczywiście wszystkie zmiany muszą być zgodne z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego. I nasze wstawienie pompy ciepła jak najbardziej się w to wpisywało. Ba! Przy takiej interpretacji może wynikać, że mamy samowolę budowlaną! Żeby było śmieszniej, to na tę samowolę dostaliśmy dotację od gminy. Więc już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.

* * *
Kolejny mały paradoks budowlany, który w międzyczasie mi wypłynął, to na przykład to, że zmianą istotną jest, że zmienia się kubatura budynku. Ale już nie jest istotne, czy się zmienia np. kąt nachylenia dachu, bądź jego wysokość. I niech mi jakiś uczony budowlaniec (najlepiej Inspektor NB!) wytłumaczy, jak można nie zmienić kubatury budynku podnosząc dach? - co nagminnie jest praktykowane w okolicy.

niedziela, 1 lutego 2015

Łysy misiek czy budowlaniec?

Z mieszkania wyprowadziliśmy się już ponad miesiąc temu. Trochę stało puste, bo w sumie nie zdążyliśmy tam posprzątać, i ciągle jeszcze trochę rzeczy jest do wyniesienia. Ponieważ zawsze to obciążenie, bo trzeba utrzymać, czynsz i ratę kredytu zapłacić, to stwierdziliśmy, że razem z ogłoszeniem o sprzedaży wystawimy ogłoszenie o wynajem. Chętnych na kupno nie ma. Chętnych na wynajem mam już dwóch. I tak:
Jedno, to małżeństwo z dwójką dzieci: dziewczynkami w wieku 8 i 1 lat. Tato pracuje jako kierowca (TIRa?) i praktycznie go nie ma. Mama: nie wiem. W kontakcie dość konkretni i sympatyczni. Chcieliby wynająć od marca na rok, może dłużej. Najlepiej razem z meblami, bo nie mają (mebli jest tylko trochę, których nie braliśmy do domu).
Drugi, wydzwaniał już dwa razy, czy 'tamci państwo się nie zdecydowali', bo oni potrzebują na już mieszkanie dla kierownika budowy. Prawdopodobnie którejś z okolicznych. Ale potrzebują tylko na około 3,5 miesiąca, może trochę dłużej.

Tyle faktów. I teraz weź tu podejmij decyzję, co będzie lepsze, głównie: kto mniej zdewastuje mieszkanie i z kim będzie mniej problemów? Może jakieś sugestie, co robić, o co pytać, co zawrzeć koniecznie w umowie? Ja nie mam zielonego pojęcia (no, tyle co w necie znajdziemy) jak się pozabezpieczać i, nie powiem, stresuje mnie wizja problemów, jakie mogą się pojawić. Brr...

Etykiety

życie rodzinne (124) ogród (121) budowa (102) przetwory (31) marudzenie (28) plany (28) jojczenie (27) dywagacje (21) sso (20) filozofowanie (17) rośliny (17) dach (16) obserwacje (15) przyroda (15) zwierzęta (15) działka (14) mieszkanie (14) przyłącza (14) wnętrza (14) aranżacje (13) finanse (13) ogólne (13) życie na wsi (13) problemy (11) stan 0 (11) woda (11) covid19 (10) droga (10) nalewki (10) przepisy (9) sąsiedzi (9) kalkulacje (8) marzenia (8) okna (8) ptaki (8) wspomnienia (8) z netu (8) święta (8) ciocia dobra rada (7) prąd (7) bździuny (6) ogrzewanie (6) sądziad (6) absurdy (5) instalacje (5) kot (5) książki (5) radości (5) wiosna (5) zasłony (5) zdjęcia (5) zima (5) co ja robię tu? (4) elewacja (4) historycznie (4) kanalizacja (4) nie wiem co powiedzieć (4) politycznie tfu (4) sprawy wsi (4) wygrzebane z lamusa (4) łazienki (4) drzwi (3) fontanna (3) gaz (3) genealogia (3) inspiracje (3) kuchnia (3) odkrycia (3) pory roku (3) schody (3) wino (3) wyczytane (3) cuda natury (2) dokumenty (2) dom (2) energooszczędność (2) kompost (2) ku pamięci (2) ogrodzenie (2) pet challenge (2) piękne słowa (2) podłoga (2) przeprowadzka (2) ssz (2) wymiękam (2) zioła (2) a (1) bruki (1) dialogi (1) domek na drzewie (1) działania (1) kosopleciny (1) krupnik (1) muzyka (1) okolica (1) pogoda (1) poidełko (1) pytania bez odpowiedzi (1) reklama (1) strachy na lachy (1) szkoła (1) słowiańszczyzna (1) taras (1) tydzień Ziemi (1) wynajem (1) wypieki (1) z dialogów (1) zbiory (1) śmieci (1)