Od dłuższego czasu zmagamy się z 'przykrótką kołderką' finansową. Jakoś tak nie chcielibyśmy budować hurraoptymizmem, który skończyłby się nie we własnym domu a w głębokich krzakach. Kombinujemy co zrobić, żeby bezpiecznie przebrnąć przez fazę budowy a i nie zadłużyć się po same uszy na stare lata. Do spokojnego budowania brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy. Tak raczej bliżej setki, niż dziesiątki, więc porządne kalkulacje są jak najbardziej na miejscu.
Obecnie mamy dwa kredyty: jeden we frankach, przy obecnym kursie na około 130 tys.; drugi w złotówkach na blisko 110 tys. Razem miesięcznie obciążają nas na ok. 1300 zł. Da się z nimi żyć, ale brać coś więcej nie byłoby najlepszym pomysłem.
Oszczędności mamy za mało, żeby dociągnąć budowę do jakiegoś zaawansowanego etapu. Główna część naszego kapitału jest zamrożona w mieszkaniu - wg mnie ok. 350 tys. Wg Łu trochę mniej.
Pierwotny plan zakładał dociągnięcie budowy do stanu surowego z przychodów bieżących. Ciągle jednak widmo brakujących kilkudziesięciu tysięcy przed nami. Czekać aż je uzbieramy? To koszt budowy wzrośnie o kolejnych parę procent. Klasyczne 'dwa do przodu, trzy do tyłu'.
Dzisiaj poszliśmy na kolejny spacer z serii 'to może już zjemy maliny z własnej działki' (ciągle zielone, albo ktoś nam wyżera). Natknęliśmy się na sąsiadów, ale chyba nie w sosie, więc głowy im nie zawracaliśmy. Niemniej urodził się nowy pomysł...
Gdyby jednak tak...
1. Sprzedać mieszkanie (+350 tys. zł); pozbyć się obu kredytów (1300 zł z miesięcznych obciążeń), (-240 tys zł z portfela);
2. zamieszkać w mieszkaniu wynajętym na tym samym osiedlu, lub - jeszcze lepiej - bliżej budowy (koszt miesięczny ok. 1300--1500 zł);
W ten sposób, przy podobnych wydatkach na życie zyskujemy 110 tys. zł. Z 50 tys. oszczędności daje ok. 150 tys. zł na rozpoczęcie budowy.
3. Za tą kwotę dociągnąć budowę do stanu surowego otwartego;
4. z czystym kontem kredytowym wziąć kredyt na 250-300 tys. zł (ok. 1500 zł miesięcznej raty);
5. możliwie szybko doprowadzić dom do stanu używalności;
6. zamieszkać u siebie.
Proste? ;)
Minusy:
- Trudny na pewno byłby etap, gdy trzeba byłoby płacić za wynajem i kredyt (3000 zł!!!);
- przez cały czas budowy wynajmujemy mieszkanie;
- trzeba gdzieś składować wszystkie posiadane przez nas graty;
-
Plusy:
+ Na wstępie mamy wkładu własnego ponad 50% (gotówka + działka bez hipoteki).
+ W takim przypadku realna staje się budowa przez jednego wykonawcę -- od fundamentów do wykończeń -- obniży to cenę robocizny i materiałów;
No i ciągle aktualny jest temat, co zostawić 'na później', żeby zmieścić się w budżecie. Czas siadać do kalkulacji...
sobota, 10 września 2011
niedziela, 31 lipca 2011
Deszczowo i marzennie
Pogoda lipcowa skłania do siedzenia w chałupie pod lampą. Pod kocem i z książką na kolanach. Czyli przytulny dom w takim przypadku to podstawa.
Dzisiaj również ołowiane chmury nie zachęcają do wyjścia. Lać miało i pod Wrocławiem padało równo, ale jakoś nam wyszło, że się ruszyliśmy troszkę na południe i spędziliśmy większość dnia biegając pod chmurami w Arboretum w Wojsławicach. Tam aż tak ołowiano nie było. Choć chłodno, to jednak zielona trawa skłoniła dzieciaki do biegania po trawie na bosaka. Otaczające nas drzewa, drzewka, krzewy, krzewinki, byliny, bylinki i inne takie zmusiły do zachwytów i zastanawiań nad ogrodem.
Żebym nie zapomniała, wrzucam sobie zdjęcie banalnie prostego a jednak nigdzie nie widziałam, żeby wykorzystywanego pomysłu na parkan wierzbowy.

Wierzbowe patyki są powtykane w ziemię. Za parę lat utworzą (jak myślę) równy płotek. W Wojsławicach było więcej wierzbowych, plecionych 'ozdób' ogrodowych. Nasza działka jest dość wilgotna, żeby nie powiedzieć mokra. Wierzba powinna się dobrze trzymać.
Zazwyczaj w takich ogrodach zachwyca ilość i różnorodność form, gatunków, kolorów. Każdy szczegół jest ważny i piękny, a wszystkie tworzą całość, która o żadnej porze roku się nie nudzi. Wracając więc rozmyślałam, jak zagospodarować te nasze 10 i (prawie) pół ara, żeby było pięknie, przytulnie, niepowtarzalnie. Po powrocie do domu trafiłam tutaj: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/56,35751,10024399,Domy_jak_marzenie___wybieraja_wroclawscy_architekci.html i mała konsternacja. Ogrody przy tych domach są zazwyczaj minimalistyczne. Zresztą, co to za ogrody - kawałek trawnika, ścieżka, beton, drzewo/drzewko.
A jednak ogród w Wojsławicach i ogródki przy współczesnej, dobrej architekturze mają wspólny mianownik. Jak na razie, to co zauważyłam to dopracowanie szczegółów i dobre materiały. Mam nadzieję, że u nas tego (i na to) nie zabraknie.
A na koniec pierwsze kroki w butach Poli, czyli Pola W Butach wygląda tak:
Dzisiaj również ołowiane chmury nie zachęcają do wyjścia. Lać miało i pod Wrocławiem padało równo, ale jakoś nam wyszło, że się ruszyliśmy troszkę na południe i spędziliśmy większość dnia biegając pod chmurami w Arboretum w Wojsławicach. Tam aż tak ołowiano nie było. Choć chłodno, to jednak zielona trawa skłoniła dzieciaki do biegania po trawie na bosaka. Otaczające nas drzewa, drzewka, krzewy, krzewinki, byliny, bylinki i inne takie zmusiły do zachwytów i zastanawiań nad ogrodem.
Żebym nie zapomniała, wrzucam sobie zdjęcie banalnie prostego a jednak nigdzie nie widziałam, żeby wykorzystywanego pomysłu na parkan wierzbowy.

Wierzbowe patyki są powtykane w ziemię. Za parę lat utworzą (jak myślę) równy płotek. W Wojsławicach było więcej wierzbowych, plecionych 'ozdób' ogrodowych. Nasza działka jest dość wilgotna, żeby nie powiedzieć mokra. Wierzba powinna się dobrze trzymać.
Zazwyczaj w takich ogrodach zachwyca ilość i różnorodność form, gatunków, kolorów. Każdy szczegół jest ważny i piękny, a wszystkie tworzą całość, która o żadnej porze roku się nie nudzi. Wracając więc rozmyślałam, jak zagospodarować te nasze 10 i (prawie) pół ara, żeby było pięknie, przytulnie, niepowtarzalnie. Po powrocie do domu trafiłam tutaj: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/56,35751,10024399,Domy_jak_marzenie___wybieraja_wroclawscy_architekci.html i mała konsternacja. Ogrody przy tych domach są zazwyczaj minimalistyczne. Zresztą, co to za ogrody - kawałek trawnika, ścieżka, beton, drzewo/drzewko.
A jednak ogród w Wojsławicach i ogródki przy współczesnej, dobrej architekturze mają wspólny mianownik. Jak na razie, to co zauważyłam to dopracowanie szczegółów i dobre materiały. Mam nadzieję, że u nas tego (i na to) nie zabraknie.
A na koniec pierwsze kroki w butach Poli, czyli Pola W Butach wygląda tak:
piątek, 1 lipca 2011
Finanse i maliny
Kolejne pół roku minęło. Sprawy dzieciowo-zawodowe trafiły w swoje codzienne koleiny, czyli ja pracuję, Pola zostaje z opiekunką. Dzięki temu (że wszystko jest w koleinach) mogliśmy się trochę pozbierać i zacząć kalkulować czy z wiosną uda nam się ruszyć z budową. Wydawało nam się, że jeśli będziemy mieć ok. 40 tys. w gotówce, to można startować. Ale wydawanie wydawaniem -- wszystko trzeba mieć na papierze (no, desce czy innym desku) skalkulowane.
Wydatki, które musimy ponieść do stanu 'zero', czyli pierwszego etapu budowy:
A ceny kalkulowane na koniec 2010 r. Chyba nam przyjdzie czekać na gwiazdkę z nieba. :(
A gdzie maliny?
Byliśmy dziś na działce. W chaszczowisku rosły sobie krzaczuszki. Nieduże. Na nim ze dwie malinki, ale jeszcze zielone. Obok - kupa kupy - wywalona przez sąsiada za płot zawartość kosiarki. Chyba będę musiała z nim 'poważnie porozmawiać'. Tyle optymistycznego akcentu. ;)
Wydatki, które musimy ponieść do stanu 'zero', czyli pierwszego etapu budowy:
- droga -- 2400 zł;
- szambo -- 3700 zł;
- przyłącze wody -- 5500 zł;
- przyłącze prądu (budowlane) -- 1700 zł;
- prace geodezyjne -- 900 zł;
- wyprowadzenia instalacji w płycie podłogowej -- (jeszcze kalkuluję co trzeba, ale myślę, że nie więcej niż) -- 500 zł;
- roboty ziemne (wg kosztorysu) -- 9600 zł;
- fundamenty (wg kosztorysu) -- 34000 zł;
- posadzki i podłogi (wg kosztorysu) -- 21500 zł.
A ceny kalkulowane na koniec 2010 r. Chyba nam przyjdzie czekać na gwiazdkę z nieba. :(
A gdzie maliny?
Byliśmy dziś na działce. W chaszczowisku rosły sobie krzaczuszki. Nieduże. Na nim ze dwie malinki, ale jeszcze zielone. Obok - kupa kupy - wywalona przez sąsiada za płot zawartość kosiarki. Chyba będę musiała z nim 'poważnie porozmawiać'. Tyle optymistycznego akcentu. ;)
O czym to ja dzisiaj...
...chciałam pisać...
Rano spojrzałam jak prawie co dzień za okno. Tuż na przeciwko buduje się chałupka. Szczegóły mi się nie podobają: czterospadowy dach z kilkoma lukarnami, złote szprosy w oknach, ale...
Obserwuję wzrastanie tego domu od kiedy się wprowadziliśmy, czyli jakieś pięć lat. Początkowo był to stan surowy otwarty, przykryty czerwoną, angobowaną dachówką, wszystkie otwory były szczelnie zabite dechami. W takim stanie stał jakieś dwa czy trzy lata. Pewnego pięknego ranka zauważyłam, że nagle dom ożył - zamiast dech pojawiły się okna. Ale chałupka nadal świeciła pustkami. Mogłam sobie pooglądać złote szprosy. ;) Później zauważyłam, że w najbliższej okolicy są jeszcze przynajmniej trzy domy wybudowane wg tego projektu - jak widać ma coś w sobie, co przyciąga wielu.
W niemalże codziennej obserwacji zauważyłam, że wszystko było robione starannie i solidnie - spoiny w porothermie są równe i bez rozmazań zaprawy, dachówka równo położona, zabezpieczenia niewykończonych elementów. Widać właściciele i przyszli mieszkańcy nie śpieszą się z zamieszkaniem, ale budują tak, żeby w przyszłości nie poprawiać. Nie powiem - ja też bym tak chciała. Poszczególne etapy budują widocznie z tego co zarobią, ale do kolejnego 'skoku' przygotowują się z nie spiesząc się, z namysłem wybierając materiały i ekipę. Jak dla mnie ideał. ;) Tak myślę.
W ubiegłym roku byłam w ciąży i więcej czasu spędzałam w domu. W domu wykonano instalacje (w tym ogrzewanie podłogowe) i tynki wewnętrzne.
W tym roku niedawno zaczęli ocieplać wełną mineralną całość. Wygląda na to, że niedługo skończą. Ciekawe, czy przyszli mieszkańcy zdążą się wprowadzić przed naszą wyprowadzką?
Rano spojrzałam jak prawie co dzień za okno. Tuż na przeciwko buduje się chałupka. Szczegóły mi się nie podobają: czterospadowy dach z kilkoma lukarnami, złote szprosy w oknach, ale...
Obserwuję wzrastanie tego domu od kiedy się wprowadziliśmy, czyli jakieś pięć lat. Początkowo był to stan surowy otwarty, przykryty czerwoną, angobowaną dachówką, wszystkie otwory były szczelnie zabite dechami. W takim stanie stał jakieś dwa czy trzy lata. Pewnego pięknego ranka zauważyłam, że nagle dom ożył - zamiast dech pojawiły się okna. Ale chałupka nadal świeciła pustkami. Mogłam sobie pooglądać złote szprosy. ;) Później zauważyłam, że w najbliższej okolicy są jeszcze przynajmniej trzy domy wybudowane wg tego projektu - jak widać ma coś w sobie, co przyciąga wielu.
W niemalże codziennej obserwacji zauważyłam, że wszystko było robione starannie i solidnie - spoiny w porothermie są równe i bez rozmazań zaprawy, dachówka równo położona, zabezpieczenia niewykończonych elementów. Widać właściciele i przyszli mieszkańcy nie śpieszą się z zamieszkaniem, ale budują tak, żeby w przyszłości nie poprawiać. Nie powiem - ja też bym tak chciała. Poszczególne etapy budują widocznie z tego co zarobią, ale do kolejnego 'skoku' przygotowują się z nie spiesząc się, z namysłem wybierając materiały i ekipę. Jak dla mnie ideał. ;) Tak myślę.
W ubiegłym roku byłam w ciąży i więcej czasu spędzałam w domu. W domu wykonano instalacje (w tym ogrzewanie podłogowe) i tynki wewnętrzne.
W tym roku niedawno zaczęli ocieplać wełną mineralną całość. Wygląda na to, że niedługo skończą. Ciekawe, czy przyszli mieszkańcy zdążą się wprowadzić przed naszą wyprowadzką?
wtorek, 29 marca 2011
Chaszczowisko
Dziś nasze chaszczowisko zostało wzbogacone o kilka badyli. W sobotę dostałam kilka malin do zasadzenia i dwa kwiatki wiosenne. Pierwotna dżungla zryta przez dziki wcale nie nabrała przez to znamion ucywilizowania, bo badyle wtykałam jak leci. Czy coś z nich wyrośnie - zobaczymy latem. :) Jeśli tak, to jesienią może zjemy pierwsze własne plony. A dwa kwiatki wiosenne zasadziłam pod samosiejnym jesionem. Mam nadzieję, że drzewko przetrwa budowlane perturbacje i wyrośnie nam pięknie.
niedziela, 13 marca 2011
Wiosenna inspekcja
U sąsiadów prace ruszyły pełną parą. Wykopy pod fundamenty wykopane; humus po całej działce rozplantowany; droga utwardzona.
Z tą drogą to teraz mamy zagwozdkę. Sąsiadka zadzwoniła, że to co było (gruzowe śmieciowisko) musieli wywieźć, bo się do niczego nie nadawało i nawieźli tłucznia. I co my na to, czyli czy partycypujemy w kosztach. Bagatela 3300 zł ich to kosztowało. Jak takie koszty rozdzielić? Sprawa nie jest prosta, bo działki drogowe są dwie, z czego jedna ma trzech właścicieli, druga bodajże szesnastu (lub więcej). Z czego bezpośrednio przy drodze, tych którzy mogliby z niej korzystać jest sześciu, ale jeden już pobudowany ma dojazd z drugiej strony, drugi (a właściwie dwóch) możliwy dostęp od drogi głównej (działka narożna), trzeci to sprzedawca działek, który pewnie nie będzie chciał partycypować w kosztach drogi a kiedy znajdzie klienta - nie wiadomo. Zostaje trzech współwłaścicieli, którzy mają szansę się dogadać, ale w jakich proporcjach? My mieszkamy najdalej, to będziemy korzystać z całego wybudowanego kawałka, ale jeszcze sporo musimy dobudować. Ten co ma najbliżej nie będzie pewnie zainteresowany w partycypacji w kosztach dalszej części. Zagmatwane.
Niewiele myśląc odpaliłam arkusz kalkulacyjny. Żeby nie było - jak najbardziej legalny. Podzieliłam drogę na odcinki. Zrobiłam małą macierz uwzględniającą odcinki, długości, współwłaścicieli, ich wykorzystanie poszczególnych odcinków etc. Wyłoniło się kilka kwot, zależnych od przyjętych warunków, których jeszcze nie znam. O te ma się dowiedzieć Sąsiadka. W każdym razie ja już jestem przygotowana z odpowiedzią.
Małe podsumowanie.
Zanim rozpoczniemy budowę domu czekają nas wydatki:
- droga (ok. 700 zł +/-100 dla Sąsiadów) + dobudowanie kawałka do nas;
- przyłącze wody - ok. 6500 zł;
- druga rata za przyłącze elektryczne - 1200 zł.
Wtedy nasza działka będzie miała dojazd, prąd i wodę w działce. :D
Z tą drogą to teraz mamy zagwozdkę. Sąsiadka zadzwoniła, że to co było (gruzowe śmieciowisko) musieli wywieźć, bo się do niczego nie nadawało i nawieźli tłucznia. I co my na to, czyli czy partycypujemy w kosztach. Bagatela 3300 zł ich to kosztowało. Jak takie koszty rozdzielić? Sprawa nie jest prosta, bo działki drogowe są dwie, z czego jedna ma trzech właścicieli, druga bodajże szesnastu (lub więcej). Z czego bezpośrednio przy drodze, tych którzy mogliby z niej korzystać jest sześciu, ale jeden już pobudowany ma dojazd z drugiej strony, drugi (a właściwie dwóch) możliwy dostęp od drogi głównej (działka narożna), trzeci to sprzedawca działek, który pewnie nie będzie chciał partycypować w kosztach drogi a kiedy znajdzie klienta - nie wiadomo. Zostaje trzech współwłaścicieli, którzy mają szansę się dogadać, ale w jakich proporcjach? My mieszkamy najdalej, to będziemy korzystać z całego wybudowanego kawałka, ale jeszcze sporo musimy dobudować. Ten co ma najbliżej nie będzie pewnie zainteresowany w partycypacji w kosztach dalszej części. Zagmatwane.
Niewiele myśląc odpaliłam arkusz kalkulacyjny. Żeby nie było - jak najbardziej legalny. Podzieliłam drogę na odcinki. Zrobiłam małą macierz uwzględniającą odcinki, długości, współwłaścicieli, ich wykorzystanie poszczególnych odcinków etc. Wyłoniło się kilka kwot, zależnych od przyjętych warunków, których jeszcze nie znam. O te ma się dowiedzieć Sąsiadka. W każdym razie ja już jestem przygotowana z odpowiedzią.
Małe podsumowanie.
Zanim rozpoczniemy budowę domu czekają nas wydatki:
- droga (ok. 700 zł +/-100 dla Sąsiadów) + dobudowanie kawałka do nas;
- przyłącze wody - ok. 6500 zł;
- druga rata za przyłącze elektryczne - 1200 zł.
Wtedy nasza działka będzie miała dojazd, prąd i wodę w działce. :D
sobota, 12 marca 2011
Ptasie plany
Zapewne jak każdy budujący wyobrażam sobie, co będzie się działo, gdy ta nasza chałupka już stanie. Jakie będzie otoczenie; co zrobimy w ogródku; co warto byłoby zrobić, żeby było miło, wygodnie itd.
Dzisiaj podczas naszych (prawie)cowieczornych rozmówek z Mi, pod wpływem lektury książki prof. Kruszewicza, stwierdziliśmy, że zrobimy jakieś oczko wodne lub poidełko dla ptaków. Jest to podobno świetne miejsce do obserwacji. Jeśli zostanie mi mój nawyk w miarę wczesnego wstawania, to na pewno ogromnie przyjemna będzie możliwość podglądania różnych sikorek, mazurków i kopciuszków (tych w okolicy jest najwięcej) z własnego okna. Trzeba będzie również zadbać o zachwaszczenie całej działki. Coby obrosła różnymi krzaczorami. I od dłuższego czasu myślimy o trawniku nie takim, do cotygodniowego koszenia, ale bardziej takiego łąkowego. Który będzie się kosiło dwa razy do roku - jak łąkę. Mmm...
Dzisiaj podczas naszych (prawie)cowieczornych rozmówek z Mi, pod wpływem lektury książki prof. Kruszewicza, stwierdziliśmy, że zrobimy jakieś oczko wodne lub poidełko dla ptaków. Jest to podobno świetne miejsce do obserwacji. Jeśli zostanie mi mój nawyk w miarę wczesnego wstawania, to na pewno ogromnie przyjemna będzie możliwość podglądania różnych sikorek, mazurków i kopciuszków (tych w okolicy jest najwięcej) z własnego okna. Trzeba będzie również zadbać o zachwaszczenie całej działki. Coby obrosła różnymi krzaczorami. I od dłuższego czasu myślimy o trawniku nie takim, do cotygodniowego koszenia, ale bardziej takiego łąkowego. Który będzie się kosiło dwa razy do roku - jak łąkę. Mmm...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
życie rodzinne
(124)
ogród
(121)
budowa
(102)
przetwory
(31)
marudzenie
(28)
plany
(28)
jojczenie
(27)
dywagacje
(21)
sso
(20)
filozofowanie
(17)
rośliny
(17)
dach
(16)
obserwacje
(15)
przyroda
(15)
zwierzęta
(15)
działka
(14)
mieszkanie
(14)
przyłącza
(14)
wnętrza
(14)
aranżacje
(13)
finanse
(13)
ogólne
(13)
życie na wsi
(13)
problemy
(11)
stan 0
(11)
woda
(11)
covid19
(10)
droga
(10)
nalewki
(10)
przepisy
(9)
sąsiedzi
(9)
kalkulacje
(8)
marzenia
(8)
okna
(8)
ptaki
(8)
wspomnienia
(8)
z netu
(8)
święta
(8)
ciocia dobra rada
(7)
prąd
(7)
bździuny
(6)
ogrzewanie
(6)
sądziad
(6)
absurdy
(5)
instalacje
(5)
kot
(5)
książki
(5)
radości
(5)
wiosna
(5)
zasłony
(5)
zdjęcia
(5)
zima
(5)
co ja robię tu?
(4)
elewacja
(4)
historycznie
(4)
kanalizacja
(4)
nie wiem co powiedzieć
(4)
politycznie tfu
(4)
sprawy wsi
(4)
wygrzebane z lamusa
(4)
łazienki
(4)
drzwi
(3)
fontanna
(3)
gaz
(3)
genealogia
(3)
inspiracje
(3)
kuchnia
(3)
odkrycia
(3)
pory roku
(3)
schody
(3)
wino
(3)
wyczytane
(3)
cuda natury
(2)
dokumenty
(2)
dom
(2)
energooszczędność
(2)
kompost
(2)
ku pamięci
(2)
ogrodzenie
(2)
pet challenge
(2)
piękne słowa
(2)
podłoga
(2)
przeprowadzka
(2)
ssz
(2)
wymiękam
(2)
zioła
(2)
a
(1)
bruki
(1)
dialogi
(1)
domek na drzewie
(1)
działania
(1)
kosopleciny
(1)
krupnik
(1)
muzyka
(1)
okolica
(1)
pogoda
(1)
poidełko
(1)
pytania bez odpowiedzi
(1)
reklama
(1)
strachy na lachy
(1)
szkoła
(1)
słowiańszczyzna
(1)
taras
(1)
tydzień Ziemi
(1)
wynajem
(1)
wypieki
(1)
z dialogów
(1)
zbiory
(1)
śmieci
(1)