środa, 26 lutego 2014
Nic nie piszę...
...bo jak zaczynam myśleć o czym, to trochę za dużo się tego bierze. I znowu musiałabym pisać, że mnóstwo rzeczy pozaczynanych, ale niedomkniętych. Jak niedomknięte, to nie ma się co chwalić. A końców nie widać. Z takich drobnych 'przebłysków' to robi się elewacja i już jest w całkiem zaawansowanym stadium. Komin skończony, choć nieobrobiony. Kupiliśmy parapety - z granitu strzegomskiego; jeden jest już nawet zamontowany. A poza tym plany, plany, plany, aż w głowach huczy. Jak rozplanować każde wnętrze dokładnie. Łazienki są stosunkowo niewielkie, mieszczą wszystko, ale żeby było wygodnie i zgrabnie to sporo musimy się nagrzebać, żeby dopasować. Nie chcę zanudzać dywagacjami np. na temat szafki podumywalkowej (którą wertowaliśmy przez kilka wieczorów, żeby zrezygnować ostatecznie), bo to nudne jak flaki z olejem. Ale swoje przetrawić musimy. To idę trawić.
czwartek, 20 lutego 2014
Babole i kalafiory...
...tym razem nie z nomenklatury Poli.
Jojczałam nad wykonawcami, choć chyba ogólnie raczej ich chwaliłam. Przyszedł czas na omówienie błędów.
1. Bomba zegarowa pod fundamentami. Już chyba wspomniałam, że wykonawca przyłącza zostawił nam łączenie rury wodnej poniżej płyty fundamentowej. Ostatnio ruszyliśmy ten temat i chyba trzeba będzie go naprawić, póki się da. Jedyne wyjście, jakie przychodzi nam do głowy, to dokopanie się do rury z zewnątrz, ucięcie, być może zrobienie studzienki wodomierzowej (choć pytanie, czy ostatecznie wodomierz nie powinien być w środku?) i w jakiś inny sposób przeprowadzenie rury do budynku. Ponieważ chodzi o rurę wodną, więc trzeba by to zrobić tak, aby w zimie nie zamarzała. Nie mam pomysłu jak. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to że może dałoby się w tę rurę, która jest, wetknąć inną o mniejszym przekroju? Np. cienkościenną miedzianą? Bo inna alternatywa to rozwalanie płyty podłogowej co nam się zupełnie nie uśmiecha. Wrr...
2. Okna. Pisałam, że osadzili krzywo? Pisałam. Ale już poprawili, więc temat zamykam.
3. Dach. Hmm... Momentami boję się myśleć. Okna połaciowe zamontowane krzywo, co trochę widać tutaj:
Poza tym folia paroprzepuszczalna pod oknami źle podocinana (za głęboko), źle powykładana na okna. Nie mówiąc już o tym, że okna za wysoko (ale tu chyba już nie przeforsuję swojego zdania), bądź za nisko (garaż do poprawy) zamontowane.
W kalenicy wypatrzyłam, że taśma kalenicowa, taka blaszana, która powinna leżeć na dachówkach, przykrywa tylko górną część zamka dachówki. We wszystkich filmach instruktażowych nachodzi na tę gładką część. I teraz pytanie, czy im dach się nie zbiegł? I jak to poprawić? Ostatecznie mogłoby być, ale... taśma powinna być dokładnie doklejona do dachówek. Nie jest. Odstaje. Również kołnierze przy oknach dachowych wyglądają, jakby miały odlecieć. Może dlatego, że wykonawca miał świadomość, że okna do poprawy i trzeba będzie zdejmować? Wrr... Kolejna sprawa - koślawe cięcie dachówek. Nie tak bardzo, ale mogłoby być bardziej proste.
Największy babol może będzie widać tutaj:
Może w tym ujęciu słabo to widać, ale końcówka kalenicy się zapadła. I teraz pytanie, czy tylko łata kalenicowa lekko siadła? To byłby mały problem. Czy ostatnie krokwie się poddały. Nam wychodzi, że jednak to drugie, ponieważ:
a) pod spodem podbitka wygląda, jakby już się zwichrowała;
b) w projekcie jest to jedyna krokiew, która nie ma wzmocnienia jętkami! mechanika dachu pi razy takiego jak nasz jest świetnie opisana tutaj pokazuje, że krokwie powinny być związane, a u nas nie jest. A zawsze zastanawiało mnie, czemu przy szczytach dachów są takie, czasem ślicznie zaprojektowane, hmm, jak się nazywa taki element?
Lecę do pracy.
Jojczałam nad wykonawcami, choć chyba ogólnie raczej ich chwaliłam. Przyszedł czas na omówienie błędów.
1. Bomba zegarowa pod fundamentami. Już chyba wspomniałam, że wykonawca przyłącza zostawił nam łączenie rury wodnej poniżej płyty fundamentowej. Ostatnio ruszyliśmy ten temat i chyba trzeba będzie go naprawić, póki się da. Jedyne wyjście, jakie przychodzi nam do głowy, to dokopanie się do rury z zewnątrz, ucięcie, być może zrobienie studzienki wodomierzowej (choć pytanie, czy ostatecznie wodomierz nie powinien być w środku?) i w jakiś inny sposób przeprowadzenie rury do budynku. Ponieważ chodzi o rurę wodną, więc trzeba by to zrobić tak, aby w zimie nie zamarzała. Nie mam pomysłu jak. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to że może dałoby się w tę rurę, która jest, wetknąć inną o mniejszym przekroju? Np. cienkościenną miedzianą? Bo inna alternatywa to rozwalanie płyty podłogowej co nam się zupełnie nie uśmiecha. Wrr...
2. Okna. Pisałam, że osadzili krzywo? Pisałam. Ale już poprawili, więc temat zamykam.
3. Dach. Hmm... Momentami boję się myśleć. Okna połaciowe zamontowane krzywo, co trochę widać tutaj:
Poza tym folia paroprzepuszczalna pod oknami źle podocinana (za głęboko), źle powykładana na okna. Nie mówiąc już o tym, że okna za wysoko (ale tu chyba już nie przeforsuję swojego zdania), bądź za nisko (garaż do poprawy) zamontowane.
W kalenicy wypatrzyłam, że taśma kalenicowa, taka blaszana, która powinna leżeć na dachówkach, przykrywa tylko górną część zamka dachówki. We wszystkich filmach instruktażowych nachodzi na tę gładką część. I teraz pytanie, czy im dach się nie zbiegł? I jak to poprawić? Ostatecznie mogłoby być, ale... taśma powinna być dokładnie doklejona do dachówek. Nie jest. Odstaje. Również kołnierze przy oknach dachowych wyglądają, jakby miały odlecieć. Może dlatego, że wykonawca miał świadomość, że okna do poprawy i trzeba będzie zdejmować? Wrr... Kolejna sprawa - koślawe cięcie dachówek. Nie tak bardzo, ale mogłoby być bardziej proste.
Największy babol może będzie widać tutaj:
Może w tym ujęciu słabo to widać, ale końcówka kalenicy się zapadła. I teraz pytanie, czy tylko łata kalenicowa lekko siadła? To byłby mały problem. Czy ostatnie krokwie się poddały. Nam wychodzi, że jednak to drugie, ponieważ:
a) pod spodem podbitka wygląda, jakby już się zwichrowała;
b) w projekcie jest to jedyna krokiew, która nie ma wzmocnienia jętkami! mechanika dachu pi razy takiego jak nasz jest świetnie opisana tutaj pokazuje, że krokwie powinny być związane, a u nas nie jest. A zawsze zastanawiało mnie, czemu przy szczytach dachów są takie, czasem ślicznie zaprojektowane, hmm, jak się nazywa taki element?
Lecę do pracy.
sobota, 15 lutego 2014
Obiecana koza...
...i inne wrażenia z dzisiaj.
Koza wygląda tak:
Tak jak pisałam całkiem malutka, ale jak w tym kawale, jak już wszystkiego będziemy mieli dość to będzie co wystawić z chałupy.
Komin do kozy już prawie skończony. Ale 'prawie' czyni wielką różnicę. W piątek dowiedziałam się, że jeszcze jakichś cegieł nie ma na wykończenie. Nosz, !@#$%^ przecież wiadomo było, że będą potrzebne tak już ze trzy miesiące. No niestety, fachowość fachowością ale planowanie niektórych przerasta. To samo ze styropianem... chcą już, natychmiast (w czwartek). A tu figa, bo będzie dopiero we wtorek. Hurtownicy nie trzymają styropianu na stanie, bo jest ogromnie przestrzeniożerny. Tylko na naszą chałupkę potrzeba blisko 40m3. To kilka ładnych transportów, choć wiezie się prawie samo powietrze.
A płyta, czy jak się to nazywa, komina wygląda tak:
Szczerze powiedziawszy w jakiejś poczytnej gazecie tematycznej oglądałam podbudowę pod komin. I tutaj 'nasi' fachowcy biją tych gazetowych na głowę. Wymurowane (tam podbudowa była z belek! drewnianych!), równo i solidnie. Ładnie?
A tu jeszcze zdjęcie z komina z pozdrowieniami dla Dorki i Marcina:
Koza wygląda tak:
Tak jak pisałam całkiem malutka, ale jak w tym kawale, jak już wszystkiego będziemy mieli dość to będzie co wystawić z chałupy.
Komin do kozy już prawie skończony. Ale 'prawie' czyni wielką różnicę. W piątek dowiedziałam się, że jeszcze jakichś cegieł nie ma na wykończenie. Nosz, !@#$%^ przecież wiadomo było, że będą potrzebne tak już ze trzy miesiące. No niestety, fachowość fachowością ale planowanie niektórych przerasta. To samo ze styropianem... chcą już, natychmiast (w czwartek). A tu figa, bo będzie dopiero we wtorek. Hurtownicy nie trzymają styropianu na stanie, bo jest ogromnie przestrzeniożerny. Tylko na naszą chałupkę potrzeba blisko 40m3. To kilka ładnych transportów, choć wiezie się prawie samo powietrze.
A płyta, czy jak się to nazywa, komina wygląda tak:
Szczerze powiedziawszy w jakiejś poczytnej gazecie tematycznej oglądałam podbudowę pod komin. I tutaj 'nasi' fachowcy biją tych gazetowych na głowę. Wymurowane (tam podbudowa była z belek! drewnianych!), równo i solidnie. Ładnie?
A tu jeszcze zdjęcie z komina z pozdrowieniami dla Dorki i Marcina:
piątek, 14 lutego 2014
Dużo się dzieje...
...ciąg dalszy.
Mieliśmy jutro hulać po działce z grabkami. Ale rozdziału 'Grabki i koparki' nie będzie, bo koparka odmówiła współpracy. Dodatkowo Po przyniosła z przedszkola jelitówkę. Na razie ona nam tu upiększa dywany, kanapy i inne łóżeczka. Ciekawe kiedy przyjdzie kolej na nas.
Mieliśmy jutro hulać po działce z grabkami. Ale rozdziału 'Grabki i koparki' nie będzie, bo koparka odmówiła współpracy. Dodatkowo Po przyniosła z przedszkola jelitówkę. Na razie ona nam tu upiększa dywany, kanapy i inne łóżeczka. Ciekawe kiedy przyjdzie kolej na nas.
Dużo się dzieje...
...ale żadnych spektakularnych sukcesów (finiszów) nie widać. A o tym bym najchętniej pisała. Mogłabym napisać, że okna są, ale... główny budowlaniec zwrócił nam uwagę na to, że okna na wschodniej ścianie lekko wystają ze ściany (to nie problem), ale - co gorsza - krzywo wystają. Są dwa okna, jedno pod drugim, nie dość, że jedno do drugiego nie trzyma płaszczyzny, to jeszcze są skośnie względem ściany. Nie wiem czy to duży problem. Łu też. Zapytaliśmy kierownika budowy - kazał poprawiać. Dzisiaj był wykonawca ale jeszcze nie wiem co uradzili. Jak dla mnie, to rozwalanie czegoś gotowego i poprawianie będzie się wiązało z odrywaniem taśm izolacyjnych, wycinaniem okna ze ściany, być może jakimiś uszkodzeniami. Może nie warto?
Aaa... skończyli ścianki działowe. Są już wszędzie gdzie trzeba. Dzieciaki mają swoje pokoje i widzę, że bardzo to przeżywają. Mi ostatnio pytał wykonawcę, czy to naprawdę jego pokój. :) O dziwo nawet Po (3 lata i 4 mies.) dopytuje się o swój pokoik, meble, obiecane łóżko.
Ścianki ledwie postawili, to już je rozwalają. ;) Ostatnie dni to tylko wiertarki i młoty podobno słychać do nas w ciągu dnia. Trzeba porobić przejścia dla rur, kabli, wentylacji.
Elektryk jutro ma skończyć rozciąganie kabli. Jednak 'rozszycie' szafy zostanie na 'po tynkach'.
Wentylacja wygląda, hmm, ciekawie? Po chałupie porozpinane są rury, na oko fi 30. Zupełnie sobie nie wyobrażam jak taka wentylacja sprawdzi się w takim małym domku. W sklepach to widać takie wielkie rury pod sufitem i to się rozumie. Ale w domu mieszkalnym? Nie spotkałam nigdzie. Może to przesada? Może się za dużo naczytaliśmy różnych nowości? Rzeczywistość zweryfikuje.
Hydraulik przeprowadził już część rur wodnych i część kanalizacyjnych. Łu jeszcze szybko w nocy zamawiał podtynkowy moduł do baterii i odpływ liniowy do prysznica. Zostały już chyba tylko drobiazgi (nie licząc podłogówki, która będzie robiona gdzieś w połowie marca, po zamknięciu wszystkich innych otwartych spraw). Mamy też jednego babola wykonanego przez wykonawcę przyłącza wody (co go tak chwaliłam przed chwilą). W sumie nie wiem na ile to babol a na ile bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem. Mianowicie pod domem mamy łączenie rury wodnej, które wynikło z powodu dociągnięcia przyłącza trzy metry za daleko. Rura zamiast skończyć się w chałupie skończyła się ciut za wcześnie. Łu pogadał z hydraulikiem i czegoś takiego, czyli łączenia rury bez dostępu, nie powinno być. I teraz mamy zgryza, czy to odkopywać i co zrobić dalej. Można by na zewnątrz zrobić studzienkę wodomierzową. Ale i tak zostaje problem, jak dociągnąć rurę do wnętrza bez rozwalania płyty podłogowej, ocieplenia, izolacji, itd. Może dałoby się wcisnąć węższą rurę (np. miedzianą) do tej istniejącej? Trzeba będzie jednak kogoś dopytać, bo w sumie nie wiem z jakimi konsekwencjami mogłoby się wiązać rozszczelnienie. Podmycie fundamentów? Ech...
Aaa... skończyli ścianki działowe. Są już wszędzie gdzie trzeba. Dzieciaki mają swoje pokoje i widzę, że bardzo to przeżywają. Mi ostatnio pytał wykonawcę, czy to naprawdę jego pokój. :) O dziwo nawet Po (3 lata i 4 mies.) dopytuje się o swój pokoik, meble, obiecane łóżko.
Ścianki ledwie postawili, to już je rozwalają. ;) Ostatnie dni to tylko wiertarki i młoty podobno słychać do nas w ciągu dnia. Trzeba porobić przejścia dla rur, kabli, wentylacji.
Elektryk jutro ma skończyć rozciąganie kabli. Jednak 'rozszycie' szafy zostanie na 'po tynkach'.
Wentylacja wygląda, hmm, ciekawie? Po chałupie porozpinane są rury, na oko fi 30. Zupełnie sobie nie wyobrażam jak taka wentylacja sprawdzi się w takim małym domku. W sklepach to widać takie wielkie rury pod sufitem i to się rozumie. Ale w domu mieszkalnym? Nie spotkałam nigdzie. Może to przesada? Może się za dużo naczytaliśmy różnych nowości? Rzeczywistość zweryfikuje.
Hydraulik przeprowadził już część rur wodnych i część kanalizacyjnych. Łu jeszcze szybko w nocy zamawiał podtynkowy moduł do baterii i odpływ liniowy do prysznica. Zostały już chyba tylko drobiazgi (nie licząc podłogówki, która będzie robiona gdzieś w połowie marca, po zamknięciu wszystkich innych otwartych spraw). Mamy też jednego babola wykonanego przez wykonawcę przyłącza wody (co go tak chwaliłam przed chwilą). W sumie nie wiem na ile to babol a na ile bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem. Mianowicie pod domem mamy łączenie rury wodnej, które wynikło z powodu dociągnięcia przyłącza trzy metry za daleko. Rura zamiast skończyć się w chałupie skończyła się ciut za wcześnie. Łu pogadał z hydraulikiem i czegoś takiego, czyli łączenia rury bez dostępu, nie powinno być. I teraz mamy zgryza, czy to odkopywać i co zrobić dalej. Można by na zewnątrz zrobić studzienkę wodomierzową. Ale i tak zostaje problem, jak dociągnąć rurę do wnętrza bez rozwalania płyty podłogowej, ocieplenia, izolacji, itd. Może dałoby się wcisnąć węższą rurę (np. miedzianą) do tej istniejącej? Trzeba będzie jednak kogoś dopytać, bo w sumie nie wiem z jakimi konsekwencjami mogłoby się wiązać rozszczelnienie. Podmycie fundamentów? Ech...
Dach - nadbitka czy podbitka cd.
Nadbitka wygrywa.
'Z pewną taką nieśmiałością' podchodziliśmy do nadbitki.
1. Bardziej nam się podobała;
2. w sumie wychodziła taniej (choć koszt trzeba ponieść szybko, a jest to jeden z kosztów, które nie są konieczne);
3. wymaga więcej dziubania przy dachu (choć ogólnie dziubania jest dużo mniej, bo wypracowanie konstrukcji pod podbitkę, wymyślenie co zrobić, żeby się płaszczyzny zeszły, wykończenia krawędzi jest dużo bardziej zagmatwane);
4. cały dach robi się raz i nie trzeba do niego wracać;
5. widać konstrukcję (co samo w sobie jest ozdobą);
6. nic się nie zagnieździ w przestrzeni pomiędzy podbitką a dachem (a trochę się nasłuchałam od dekarza);
ale...
wszędzie w koło widać podbitki. Teoretycznie ludzie chyba powinni wybierać to, co lepsze i tańsze. A nam w każdą stronę wychodziło, że nadbitka lepsza. Zniechęcał nas wykonawca, kręcąc nosem i zachęcając, że jak zobaczymy co zrobił u siebie to na pewno nam się spodoba.
A teraz...
Teraz wykonawca po raz kolejny zachwyca się efektem. Dzisiaj powiedział, że nawet sąsiad stwierdził, że szkoda, że nie zrobił u siebie.
No, jak sąsiadowi gul skoczył, to wybór nie mógł być inny. ;)
A na poważnie...
Mi się podoba. I już.
'Z pewną taką nieśmiałością' podchodziliśmy do nadbitki.
1. Bardziej nam się podobała;
2. w sumie wychodziła taniej (choć koszt trzeba ponieść szybko, a jest to jeden z kosztów, które nie są konieczne);
3. wymaga więcej dziubania przy dachu (choć ogólnie dziubania jest dużo mniej, bo wypracowanie konstrukcji pod podbitkę, wymyślenie co zrobić, żeby się płaszczyzny zeszły, wykończenia krawędzi jest dużo bardziej zagmatwane);
4. cały dach robi się raz i nie trzeba do niego wracać;
5. widać konstrukcję (co samo w sobie jest ozdobą);
6. nic się nie zagnieździ w przestrzeni pomiędzy podbitką a dachem (a trochę się nasłuchałam od dekarza);
ale...
wszędzie w koło widać podbitki. Teoretycznie ludzie chyba powinni wybierać to, co lepsze i tańsze. A nam w każdą stronę wychodziło, że nadbitka lepsza. Zniechęcał nas wykonawca, kręcąc nosem i zachęcając, że jak zobaczymy co zrobił u siebie to na pewno nam się spodoba.
A teraz...
Teraz wykonawca po raz kolejny zachwyca się efektem. Dzisiaj powiedział, że nawet sąsiad stwierdził, że szkoda, że nie zrobił u siebie.
No, jak sąsiadowi gul skoczył, to wybór nie mógł być inny. ;)
A na poważnie...
Mi się podoba. I już.
wtorek, 11 lutego 2014
Tyle się dzieje...
...że praktycznie ja przestaję ogarniać.
Robi się:
- komin, ale że wylali płytę pod zakończenie i ta płyta jeszcze nie wyschła, więc zabrali się za
- ocieplenie. Mieli ocieplać z tyłu garaż (od zachodu), ale o dziwo zaczęli z drugiej strony.
- Elektryka: w sobotę zrobili przyłącze do chałupki, zrobiony jest garaż i dół, góra chyba jeszcze nie; no i zaraz skrzynkę elektryczną trzeba będzie podłączać.
- Hydraulik był wczoraj. Już coś tam naznosił.
- Wentylacja ruszyła dzisiaj. Rano Łu pokazał co i jak. Po południu zdumiały mnie jakieś dziwne rury zeskładowane w salonie. Tak, wentylacyjne. Rozryli też kawałki ścian pod te rury.
- Studnia. Ponownie muszę pochwalić wykonawcę przyłącza wody. To gość, który robi (skutecznie) zanim się zdąży coś powiedzieć. Dwa telefony i jeden krąg studzienny zamówiony, dowieziony.
- Ogródek. W niedzielę kupiłam sobie swoje pierwsze grabki. :) Takie duże, nie do piaskownicy. W najbliższą sobotę mamy umówioną koparę i - mam nadzieję - okiełznamy nasze góry i doliny.
To pewnie nie wszystko, ale - jak napisałam - nie ogarniam. Muszę się zabrać za przygotowanie umów.
Robi się:
- komin, ale że wylali płytę pod zakończenie i ta płyta jeszcze nie wyschła, więc zabrali się za
- ocieplenie. Mieli ocieplać z tyłu garaż (od zachodu), ale o dziwo zaczęli z drugiej strony.
- Elektryka: w sobotę zrobili przyłącze do chałupki, zrobiony jest garaż i dół, góra chyba jeszcze nie; no i zaraz skrzynkę elektryczną trzeba będzie podłączać.
- Hydraulik był wczoraj. Już coś tam naznosił.
- Wentylacja ruszyła dzisiaj. Rano Łu pokazał co i jak. Po południu zdumiały mnie jakieś dziwne rury zeskładowane w salonie. Tak, wentylacyjne. Rozryli też kawałki ścian pod te rury.
- Studnia. Ponownie muszę pochwalić wykonawcę przyłącza wody. To gość, który robi (skutecznie) zanim się zdąży coś powiedzieć. Dwa telefony i jeden krąg studzienny zamówiony, dowieziony.
- Ogródek. W niedzielę kupiłam sobie swoje pierwsze grabki. :) Takie duże, nie do piaskownicy. W najbliższą sobotę mamy umówioną koparę i - mam nadzieję - okiełznamy nasze góry i doliny.
To pewnie nie wszystko, ale - jak napisałam - nie ogarniam. Muszę się zabrać za przygotowanie umów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
życie rodzinne
(124)
ogród
(121)
budowa
(102)
przetwory
(31)
marudzenie
(28)
plany
(28)
jojczenie
(27)
dywagacje
(21)
sso
(20)
filozofowanie
(17)
rośliny
(17)
dach
(16)
obserwacje
(15)
przyroda
(15)
zwierzęta
(15)
działka
(14)
mieszkanie
(14)
przyłącza
(14)
wnętrza
(14)
aranżacje
(13)
finanse
(13)
ogólne
(13)
życie na wsi
(13)
problemy
(11)
stan 0
(11)
woda
(11)
covid19
(10)
droga
(10)
nalewki
(10)
przepisy
(9)
sąsiedzi
(9)
kalkulacje
(8)
marzenia
(8)
okna
(8)
ptaki
(8)
wspomnienia
(8)
z netu
(8)
święta
(8)
ciocia dobra rada
(7)
prąd
(7)
bździuny
(6)
ogrzewanie
(6)
sądziad
(6)
absurdy
(5)
instalacje
(5)
kot
(5)
książki
(5)
radości
(5)
wiosna
(5)
zasłony
(5)
zdjęcia
(5)
zima
(5)
co ja robię tu?
(4)
elewacja
(4)
historycznie
(4)
kanalizacja
(4)
nie wiem co powiedzieć
(4)
politycznie tfu
(4)
sprawy wsi
(4)
wygrzebane z lamusa
(4)
łazienki
(4)
drzwi
(3)
fontanna
(3)
gaz
(3)
genealogia
(3)
inspiracje
(3)
kuchnia
(3)
odkrycia
(3)
pory roku
(3)
schody
(3)
wino
(3)
wyczytane
(3)
cuda natury
(2)
dokumenty
(2)
dom
(2)
energooszczędność
(2)
kompost
(2)
ku pamięci
(2)
ogrodzenie
(2)
pet challenge
(2)
piękne słowa
(2)
podłoga
(2)
przeprowadzka
(2)
ssz
(2)
wymiękam
(2)
zioła
(2)
a
(1)
bruki
(1)
dialogi
(1)
domek na drzewie
(1)
działania
(1)
kosopleciny
(1)
krupnik
(1)
muzyka
(1)
okolica
(1)
pogoda
(1)
poidełko
(1)
pytania bez odpowiedzi
(1)
reklama
(1)
strachy na lachy
(1)
szkoła
(1)
słowiańszczyzna
(1)
taras
(1)
tydzień Ziemi
(1)
wynajem
(1)
wypieki
(1)
z dialogów
(1)
zbiory
(1)
śmieci
(1)




