piątek, 14 lutego 2014

Dużo się dzieje...

...ale żadnych spektakularnych sukcesów (finiszów) nie widać. A o tym bym najchętniej pisała. Mogłabym napisać, że okna są, ale... główny budowlaniec zwrócił nam uwagę na to, że okna na wschodniej ścianie lekko wystają ze ściany (to nie problem), ale - co gorsza - krzywo wystają. Są dwa okna, jedno pod drugim, nie dość, że jedno do drugiego nie trzyma płaszczyzny, to jeszcze są skośnie względem ściany. Nie wiem czy to duży problem. Łu też. Zapytaliśmy kierownika budowy - kazał poprawiać. Dzisiaj był wykonawca ale jeszcze nie wiem co uradzili. Jak dla mnie, to rozwalanie czegoś gotowego i poprawianie będzie się wiązało z odrywaniem taśm izolacyjnych, wycinaniem okna ze ściany, być może jakimiś uszkodzeniami. Może nie warto?

Aaa... skończyli ścianki działowe. Są już wszędzie gdzie trzeba. Dzieciaki mają swoje pokoje i widzę, że bardzo to przeżywają. Mi ostatnio pytał wykonawcę, czy to naprawdę jego pokój. :) O dziwo nawet Po (3 lata i 4 mies.) dopytuje się o swój pokoik, meble, obiecane łóżko.
Ścianki ledwie postawili, to już je rozwalają. ;) Ostatnie dni to tylko wiertarki i młoty podobno słychać do nas w ciągu dnia. Trzeba porobić przejścia dla rur, kabli, wentylacji.

Elektryk jutro ma skończyć rozciąganie kabli. Jednak 'rozszycie' szafy zostanie na 'po tynkach'.

Wentylacja wygląda, hmm, ciekawie? Po chałupie porozpinane są rury, na oko fi 30. Zupełnie sobie nie wyobrażam jak taka wentylacja sprawdzi się w takim małym domku. W sklepach to widać takie wielkie rury pod sufitem i to się rozumie. Ale w domu mieszkalnym? Nie spotkałam nigdzie. Może to przesada? Może się za dużo naczytaliśmy różnych nowości? Rzeczywistość zweryfikuje.

Hydraulik przeprowadził już część rur wodnych i część kanalizacyjnych. Łu jeszcze szybko w nocy zamawiał podtynkowy moduł do baterii i odpływ liniowy do prysznica. Zostały już chyba tylko drobiazgi (nie licząc podłogówki, która będzie robiona gdzieś w połowie marca, po zamknięciu wszystkich innych otwartych spraw). Mamy też jednego babola wykonanego przez wykonawcę przyłącza wody (co go tak chwaliłam przed chwilą). W sumie nie wiem na ile to babol a na ile bomba zegarowa z opóźnionym zapłonem. Mianowicie pod domem mamy łączenie rury wodnej, które wynikło z powodu dociągnięcia przyłącza trzy metry za daleko. Rura zamiast skończyć się w chałupie skończyła się ciut za wcześnie. Łu pogadał z hydraulikiem i czegoś takiego, czyli łączenia rury bez dostępu, nie powinno być. I teraz mamy zgryza, czy to odkopywać i co zrobić dalej. Można by na zewnątrz zrobić studzienkę wodomierzową. Ale i tak zostaje problem, jak dociągnąć rurę do wnętrza bez rozwalania płyty podłogowej, ocieplenia, izolacji, itd. Może dałoby się wcisnąć węższą rurę (np. miedzianą) do tej istniejącej? Trzeba będzie jednak kogoś dopytać, bo w sumie nie wiem z jakimi konsekwencjami mogłoby się wiązać rozszczelnienie. Podmycie fundamentów? Ech...

2 komentarze:

  1. Okno jak będzie krzywo, to skrzydło będzie latało, kiedy się je otworzy. A to wnerwiające jest. Ja bym poprawiała. (fifka)

    OdpowiedzUsuń
  2. A okna poprawili. Ma być git.

    OdpowiedzUsuń