...a ja nie wiem 'o czym by tu'. Tym razem więc tak różno-bełkotliwie będzie, bo piszę tylko dlatego, że nie śpię po nocy. Niespanie to jest dobry moment, żeby nadrabiać różne zaległe rzeczy, choć oby się jakąś chroniczną bezsennością nie skończyło.
Dużo się dzieje. Trochę w pracy, choć tu bez większych napięć. Koniec roku się zbliża i więcej roboty przez to. Ostatnio usłyszeliśmy, że z harmonogramu wynika, że nie będzie czasu na chorowanie, czyli że zdrowi mamy być. Na urlop do końcówki grudnia też za bardzo nie ma szansy, bo jedno, że to samo co wyżej, drugie, że nie ma już z czego brać. Ostatnie cztery dni na okolice świąt trzeba zachować, tym bardziej, że przygotowania zajmą pewnie trochę. W tym roku znowu pewnie u nas :) Komplikacji trochę będzie, bo do siostrzeńca przybędzie mi siostrzenica i problemy logistyczne z dojazdem rodziny trzeba będzie rozwiązać. Ale pewnie damy radę.
Z chałupkowych tematów, to wreszcie znaleźliśmy stół, który nam się podoba. Problem jednak jest jeden, bo do świąt już się na niego nie doczekamy. Trudno. Ten co stoi u Babci da radę jeszcze w tym roku, żeby nas wszystkich pomieścić.
Dużą zmianą jest to, że wokół domu kamieniarze skończyli prace. Niestety, z trzytygodniowym poślizgiem i teraz nie możemy wyrobić się z rozprowadzeniem ziemi i roślinami. Żeby chociaż trzy drzewka przed domem posadzić...
Może jutro się uda? Choć pewnie nie, bo nie wiem jak je zabierzemy z ogrodnictwa. Chodzi o trzy takie klony szczepione. Długość tegoż, to pewnie ponad 2,5 m. Może dowiozą? W niedzielę pojedziemy po aktinidię. Tylko - właśnie sobie myślę - kiedy ja ją w ziemię wsadzę? Jak wrócimy po ciemku, to nie zdążę. A przez cały tydzień wracam po ćmoku. Znowu problem.
Od dwóch dni w garażu leżą słupki na ogrodzenie od frontu. Nawet ich nie obejrzałam, bo nie miałam kiedy. Ciekawe, czy przed zimą uda się je zamontować? Niedawno prawie postawiliśmy ogrodzenia z boku działki. Mieliśmy robić z sąsiadami z jednej i drugiej strony. Przyjechał jednak wykonawca, wykopał dwa dołki, stwierdził, że nic nie jest przygotowane a ziemia za twarda i pojechał. Może to i dobrze, bo płyty, takie pod siatką, w ostatniej chwili okazało się, że nie będą gładkie, tylko z jakimiś wsiurskimi ozdóbkami. No to nie będzie ozdobnych betonowych płyt. I płotu przy okazji.
Oj, tyle mam do pisania, ale chyba pójdę spać. Dobranoc.
sobota, 14 listopada 2015
niedziela, 18 października 2015
Żółtnica pomarańczowa...
...czyli Maclura pomifera.
Roślinami (i zwierzami) interesuję się jakoś tak.. bo lubię. Gdy zobaczę coś nowego czy dziwnego, to trudno mnie oderwać. Ale i lokalnie trudno mnie zadziwić. A tu dzisiaj, proszę, poszłam z dziećmi na plac zabaw we Wrocławiu w parku Tołpy. Przy placu stoi jakieś takie zwyczajne drzewko. Listki trochę jak śliwki, więc nic nadzwyczajnego. Nigdy nie zwróciłam na nie większej uwagi. A dzisiaj pod drzewkiem leżały sobie takie dziwne cosie:
Owoce całkiem spore, ten na zdjęciu wcale nie jest duży. Część rozgnieciona - struktura taka trochę szyszkowa. Zapach całkiem przyjemny, trochę pigwowy.
Czy jadalne? A może trujące?
Dotarłam do domu i zaraz do neta. Znalazłam: jak w tytule.
Roślina dobra na repelent, czyli odstraszacz owadów - choć o tej porze roku, to już nie ma za bardzo czego odstaszać.
Podobno ma niezłe kolce, dziwne, bo na drzewku nie zauważyłam, i drewno idealne na łuki.
Roślinami (i zwierzami) interesuję się jakoś tak.. bo lubię. Gdy zobaczę coś nowego czy dziwnego, to trudno mnie oderwać. Ale i lokalnie trudno mnie zadziwić. A tu dzisiaj, proszę, poszłam z dziećmi na plac zabaw we Wrocławiu w parku Tołpy. Przy placu stoi jakieś takie zwyczajne drzewko. Listki trochę jak śliwki, więc nic nadzwyczajnego. Nigdy nie zwróciłam na nie większej uwagi. A dzisiaj pod drzewkiem leżały sobie takie dziwne cosie:
Owoce całkiem spore, ten na zdjęciu wcale nie jest duży. Część rozgnieciona - struktura taka trochę szyszkowa. Zapach całkiem przyjemny, trochę pigwowy.
Czy jadalne? A może trujące?
Dotarłam do domu i zaraz do neta. Znalazłam: jak w tytule.
Roślina dobra na repelent, czyli odstraszacz owadów - choć o tej porze roku, to już nie ma za bardzo czego odstaszać.
Podobno ma niezłe kolce, dziwne, bo na drzewku nie zauważyłam, i drewno idealne na łuki.
środa, 16 września 2015
Wizyta(cja?)...
Godzina 21:30.
Miłosz ma dylematy nad napisaniem zaległego wiersza miłosnego na zajęcia z języka polskiego. Trudny temat dla dwunastolatka.
Wiersz ma dotyczyć obrazka (na obrazku on i ona stoją naprzeciwko siebie, on trzyma czerwone baloniki w kształcie serca, widać kawałek niebieskiego nieba i zieloną trawę). Próbuję oświecić naturalną (jak myślę) ignorancję w tym temacie i pokazać jak łatwo jest sklecić rymy typu:
'Kiedy idę do Cię łąką,
zdajesz mi się mą biedronką',
jednak trudny to kawałek chleba. Nie dociera. I faktycznie, może to jeszcze za wcześnie?
Zapytałam się kto zadany wiersz napisał. Zgodnie z oczekiwaniami zrobiły to dziewczyny i - raptem - dwóch chłopców.
Ale ja nie o tym...
Tłumaczę banalność rymów, gdy tymczasem do pokoju (na górze) wchodzi Kota. Kota ma co prawda na imię Fifi, ale Kotą już zostanie. Kota niedawno miała kociaki, ale chyba następne będą niedługo, więc Kota chodzi chuda z dużym brzuchem i doprasza się jedzenia. Czasem dostaje (potrafi zjeść pół kurczaka z rosołu). Do chałupy raczej jej nie zapraszamy, ale lubimy, więc grzecznie odprowadzam Kotę do drzwi okiennych. Kota poszła, ale wepchała się żaba.
"Jesień idzie, nie ma na to rady...".
Miłosz ma dylematy nad napisaniem zaległego wiersza miłosnego na zajęcia z języka polskiego. Trudny temat dla dwunastolatka.
Wiersz ma dotyczyć obrazka (na obrazku on i ona stoją naprzeciwko siebie, on trzyma czerwone baloniki w kształcie serca, widać kawałek niebieskiego nieba i zieloną trawę). Próbuję oświecić naturalną (jak myślę) ignorancję w tym temacie i pokazać jak łatwo jest sklecić rymy typu:
'Kiedy idę do Cię łąką,
zdajesz mi się mą biedronką',
jednak trudny to kawałek chleba. Nie dociera. I faktycznie, może to jeszcze za wcześnie?
Zapytałam się kto zadany wiersz napisał. Zgodnie z oczekiwaniami zrobiły to dziewczyny i - raptem - dwóch chłopców.
Ale ja nie o tym...
Tłumaczę banalność rymów, gdy tymczasem do pokoju (na górze) wchodzi Kota. Kota ma co prawda na imię Fifi, ale Kotą już zostanie. Kota niedawno miała kociaki, ale chyba następne będą niedługo, więc Kota chodzi chuda z dużym brzuchem i doprasza się jedzenia. Czasem dostaje (potrafi zjeść pół kurczaka z rosołu). Do chałupy raczej jej nie zapraszamy, ale lubimy, więc grzecznie odprowadzam Kotę do drzwi okiennych. Kota poszła, ale wepchała się żaba.
"Jesień idzie, nie ma na to rady...".
sobota, 12 września 2015
piątek, 11 września 2015
Szmaticzku na paticzku
Znowu mam dziecko chore, czyli nieprzewidzianie siedzę w domu. Ma to swoje dobre strony, bo tradycyjnie próbuję zrobić to wszystko, na co zazwyczaj nie mam czasu.
Jakiś czas temu dokupiłam materiału zasłonowego (panie w hurtowni mówiły, że to kostiumowy,, ale co tam), ostatnio rodzina przywiozła mi nowiutką maszynę do szycia, mechanizmy do rolet leżały już ze trzy miesiące. Czyli do roboty za roletki rzymskie. Wczoraj popełniłam dwie, na dzisiaj mi jedna została.
W uszytych ja tam widzę same wady: że materiał za wiotki, że za wąskie, że za krótkie, że krzywo uszyte. Łu twierdzi, że mu się podoba. W każdym razie możemy już pozasłaniać większość okien przed menelami, którzy podobno ostatnio siedzieli w krzakach w pobliżu.
No i mam nadzieję, że lada dzień zaczniemy prace brukarskie. Nie mogę się doczekać. U koleżanki niedaleko, po zrobieniu ścieżek zrobiło się nagle bardzo cywilizowanie. U nas może wreszcie też zniknie ten kociokwik sprzed domu.
Jakiś czas temu dokupiłam materiału zasłonowego (panie w hurtowni mówiły, że to kostiumowy,, ale co tam), ostatnio rodzina przywiozła mi nowiutką maszynę do szycia, mechanizmy do rolet leżały już ze trzy miesiące. Czyli do roboty za roletki rzymskie. Wczoraj popełniłam dwie, na dzisiaj mi jedna została.
W uszytych ja tam widzę same wady: że materiał za wiotki, że za wąskie, że za krótkie, że krzywo uszyte. Łu twierdzi, że mu się podoba. W każdym razie możemy już pozasłaniać większość okien przed menelami, którzy podobno ostatnio siedzieli w krzakach w pobliżu.
No i mam nadzieję, że lada dzień zaczniemy prace brukarskie. Nie mogę się doczekać. U koleżanki niedaleko, po zrobieniu ścieżek zrobiło się nagle bardzo cywilizowanie. U nas może wreszcie też zniknie ten kociokwik sprzed domu.
niedziela, 6 września 2015
Łoboziu, wypełniam obowiązek i inne...
...wlazłam dzisiaj na bloga, żeby napisać o wszystkim i o niczym. Znaczy się co dzieje się w sprawie budowy, a tu dostaję na twarz informację od gugla, że leży na mnie obowiązek poinformowania czytających o ciasteczkach. Niniejszym ogłaszam, że żadnych ciasteczek przeglądarkowych nikomu nie serwuję, a te co dostają przeglądając mojego bloga, to nie ja. Kto? Gugiel zapewne i licho wie kto jeszcze. Ja o żadnych ciasteczkach co serwuję internetowo nie mam pojęcia - i jeśli chcecie mnie wsadzić do ciupy to niech próbuje.
Internetowych nie, ale na słodkie zapraszam, bo - tadam - udało nam się nabyć piekarnik. Piekarnik istne cudo, na które czekaliśmy od grudnia. Tzn. nie dokładnie, bo w grudniu planowaliśmy kupić inny, ale nie było nas stać. Potem stwierdziliśmy, że się szarpniemy, ale... okazało się, że już nie ma go w sprzedaży. I tu zonk, bo wybraliśmy specyficzny piekarnik o wymiarach innych niż standardowe i jeszcze miał mieć zintegrowaną mikrofalówkę, więc nie przewidzieliśmy dodatkowego miejsca na tęże. A tu wyszło, że ani nie mamy miejsca na piekarnik (o normalnych gabarytach) ani na mikrofalę. Po krótkiej konsternacji (w okolicach kwietnia) w maju ogłosili, że pojawia się nowa linia sprzętu tego producenta, w której będzie piekarnik o wymaganych przez nas parametrach. Ba! tysiaczka tańszy. To niewiele myśląc zaczęliśmy zamawiać. W jednym sklepie, w maju. Po kilku dniach telefon, że jednak będzie w okolicach połowy czerwca. Nie ma sprawy, poczekamy. Potem już żadnego telefonu nie było tylko anulowanie zamówienia. Łu zamówił gdzie indziej. Podobna sytuacja. Potem jeszcze jeden sklep - to samo. I tak dotarliśmy w sierpniu do NeoNetu, skąd (również z poślizgiem) dostaliśmy informację, że sprzęt jest do odbioru.
W międzyczasie Miłosz chyba pooglądał vloga z serii "5 sposobów na..." zniszczenie mikrofalówki. I w przedostatnie dwa tygodnie wypróbował dwa: wsadził masełko w folijce do zmiękczenia - w efekcie we wnętrzu powstało kilka punktów, jakby ktoś zapałkę przyłożył. Nie do zmycia. Mało to było, bo kilka dni później szykował sobie (przynajmniej tak twierdzi, a jak było to tylko on wie) nugetsy. Odmroził je podobno jak trzeba. A potem nastawił na 10 minut! Szkoda tylko, że w woreczku foliowym, w którym były zapakowane. Wietrzyliśmy tydzień, a lodówkę jak się otwiera, to jeszcze do tej pory wyciąga zza niej zapaszek. Mikrofalówka w środku wygląda przerażająco.
Mam nadzieję, że piekarnik się ostanie trochę dłużej niż mikrofalówka. Choć nie jest to takie pewne, bo do uruchomienia potrzeba nacisnąć minimum trzy punkty (bo guziki to nie są). W mikrofali wystarczył jeden.
Łu się cieszy, bo wygląda na to, że piekarnik zarządzany jest przez linuxa. I teraz słyszę np. po podgrzaniu mleka: linux chce ci coś powiedzieć. Znaczy się kuchenka trąbi, że już skończyła.
Aha, i mamy projekt ogródka. Z projektem ścieżek, ogrodzenia, pergoli, nawodnienia i - oczywiście - nasadzeń. Już wiem, że ogrodzenie pewnie zrobimy inne niż zlecaliśmy, a i pergolę chyba inaczej. Teraz prowadzę rozmowy z brukarzami. Oby przed zimą skończyli. No i jeszcze ogrodzenie żeby stanęło, bo obecne położyła nam częściowo wichura, a właściwie trampolina od sąsiada, którą wichura wyniosła.
Internetowych nie, ale na słodkie zapraszam, bo - tadam - udało nam się nabyć piekarnik. Piekarnik istne cudo, na które czekaliśmy od grudnia. Tzn. nie dokładnie, bo w grudniu planowaliśmy kupić inny, ale nie było nas stać. Potem stwierdziliśmy, że się szarpniemy, ale... okazało się, że już nie ma go w sprzedaży. I tu zonk, bo wybraliśmy specyficzny piekarnik o wymiarach innych niż standardowe i jeszcze miał mieć zintegrowaną mikrofalówkę, więc nie przewidzieliśmy dodatkowego miejsca na tęże. A tu wyszło, że ani nie mamy miejsca na piekarnik (o normalnych gabarytach) ani na mikrofalę. Po krótkiej konsternacji (w okolicach kwietnia) w maju ogłosili, że pojawia się nowa linia sprzętu tego producenta, w której będzie piekarnik o wymaganych przez nas parametrach. Ba! tysiaczka tańszy. To niewiele myśląc zaczęliśmy zamawiać. W jednym sklepie, w maju. Po kilku dniach telefon, że jednak będzie w okolicach połowy czerwca. Nie ma sprawy, poczekamy. Potem już żadnego telefonu nie było tylko anulowanie zamówienia. Łu zamówił gdzie indziej. Podobna sytuacja. Potem jeszcze jeden sklep - to samo. I tak dotarliśmy w sierpniu do NeoNetu, skąd (również z poślizgiem) dostaliśmy informację, że sprzęt jest do odbioru.
W międzyczasie Miłosz chyba pooglądał vloga z serii "5 sposobów na..." zniszczenie mikrofalówki. I w przedostatnie dwa tygodnie wypróbował dwa: wsadził masełko w folijce do zmiękczenia - w efekcie we wnętrzu powstało kilka punktów, jakby ktoś zapałkę przyłożył. Nie do zmycia. Mało to było, bo kilka dni później szykował sobie (przynajmniej tak twierdzi, a jak było to tylko on wie) nugetsy. Odmroził je podobno jak trzeba. A potem nastawił na 10 minut! Szkoda tylko, że w woreczku foliowym, w którym były zapakowane. Wietrzyliśmy tydzień, a lodówkę jak się otwiera, to jeszcze do tej pory wyciąga zza niej zapaszek. Mikrofalówka w środku wygląda przerażająco.
Mam nadzieję, że piekarnik się ostanie trochę dłużej niż mikrofalówka. Choć nie jest to takie pewne, bo do uruchomienia potrzeba nacisnąć minimum trzy punkty (bo guziki to nie są). W mikrofali wystarczył jeden.
Łu się cieszy, bo wygląda na to, że piekarnik zarządzany jest przez linuxa. I teraz słyszę np. po podgrzaniu mleka: linux chce ci coś powiedzieć. Znaczy się kuchenka trąbi, że już skończyła.
Aha, i mamy projekt ogródka. Z projektem ścieżek, ogrodzenia, pergoli, nawodnienia i - oczywiście - nasadzeń. Już wiem, że ogrodzenie pewnie zrobimy inne niż zlecaliśmy, a i pergolę chyba inaczej. Teraz prowadzę rozmowy z brukarzami. Oby przed zimą skończyli. No i jeszcze ogrodzenie żeby stanęło, bo obecne położyła nam częściowo wichura, a właściwie trampolina od sąsiada, którą wichura wyniosła.
wtorek, 28 lipca 2015
...i ogródek (i jeszcze małe podsumowanie energooszczędności)
Nie wiem o czym pisać na blogu, a tu jednak ciągle się coś dzieje. Na tapecie jest jeszcze ogród do którego mogę wrzucić wstępną (brakuje jeszcze kilku elementów, a kilka do wymiany) koncepcję pani architektki krajobrazu z Ogrodowej Pasji.
Na razie bez komentarza.
Jeśli jednak macie jakieś pomysły na rośliny (z nastawieniem na rośliny użytkowe, ale niekoniecznie 'oczywiste'), to chętnie posłucham sugestii.
I jeszcze... Łu siedział obok i wyliczał opłacalność zastosowania pompy ciepła. Na razie wychodzi dobrze. Za pół roku grzania CWU i CO za prąd zapłaciliśmy około 1200 zł. Z tym, że wg mnie ciągle nieoptymalnie jest rozwiązane grzanie wody i 'strojenie' będzie trwało jeszcze pewnie z sezon lub dwa. Wg jakichś tam danych z gazety dotyczących cen gazu, to 1kW pozyskanej energii kosztuje nas taniej o 3gr od energii pozyskanej z gazu, co daje ok. 75 zł rocznie oszczędności ;). Instalacja z pompą ciepła kosztowała nas trochę drożej (Łu już nie pamięta ile), w porównaniu do instalacji gazowej (której - przypominam - ze względu na sąsiadkę nie mogliśmy pociągnąć), ale ciągle jest szansa, że oszczędzimy dodatkowo na utrzymaniu i eksploatacji jednej a nie dwóch instalacji. Nie wiem jak z czasem eksploatacji. Pompy są podobno długowieczne, więc jeśli nie wyjdzie jakiś nieprzewidziany problem, to faktycznie chałupka powinna okazać się znacznie energo- i kosztooszczędna.
Na razie bez komentarza.
Jeśli jednak macie jakieś pomysły na rośliny (z nastawieniem na rośliny użytkowe, ale niekoniecznie 'oczywiste'), to chętnie posłucham sugestii.
I jeszcze... Łu siedział obok i wyliczał opłacalność zastosowania pompy ciepła. Na razie wychodzi dobrze. Za pół roku grzania CWU i CO za prąd zapłaciliśmy około 1200 zł. Z tym, że wg mnie ciągle nieoptymalnie jest rozwiązane grzanie wody i 'strojenie' będzie trwało jeszcze pewnie z sezon lub dwa. Wg jakichś tam danych z gazety dotyczących cen gazu, to 1kW pozyskanej energii kosztuje nas taniej o 3gr od energii pozyskanej z gazu, co daje ok. 75 zł rocznie oszczędności ;). Instalacja z pompą ciepła kosztowała nas trochę drożej (Łu już nie pamięta ile), w porównaniu do instalacji gazowej (której - przypominam - ze względu na sąsiadkę nie mogliśmy pociągnąć), ale ciągle jest szansa, że oszczędzimy dodatkowo na utrzymaniu i eksploatacji jednej a nie dwóch instalacji. Nie wiem jak z czasem eksploatacji. Pompy są podobno długowieczne, więc jeśli nie wyjdzie jakiś nieprzewidziany problem, to faktycznie chałupka powinna okazać się znacznie energo- i kosztooszczędna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
życie rodzinne
(124)
ogród
(121)
budowa
(102)
przetwory
(31)
marudzenie
(28)
plany
(28)
jojczenie
(27)
dywagacje
(21)
sso
(20)
filozofowanie
(17)
rośliny
(17)
dach
(16)
obserwacje
(15)
przyroda
(15)
zwierzęta
(15)
działka
(14)
mieszkanie
(14)
przyłącza
(14)
wnętrza
(14)
aranżacje
(13)
finanse
(13)
ogólne
(13)
życie na wsi
(13)
problemy
(11)
stan 0
(11)
woda
(11)
covid19
(10)
droga
(10)
nalewki
(10)
przepisy
(9)
sąsiedzi
(9)
kalkulacje
(8)
marzenia
(8)
okna
(8)
ptaki
(8)
wspomnienia
(8)
z netu
(8)
święta
(8)
ciocia dobra rada
(7)
prąd
(7)
bździuny
(6)
ogrzewanie
(6)
sądziad
(6)
absurdy
(5)
instalacje
(5)
kot
(5)
książki
(5)
radości
(5)
wiosna
(5)
zasłony
(5)
zdjęcia
(5)
zima
(5)
co ja robię tu?
(4)
elewacja
(4)
historycznie
(4)
kanalizacja
(4)
nie wiem co powiedzieć
(4)
politycznie tfu
(4)
sprawy wsi
(4)
wygrzebane z lamusa
(4)
łazienki
(4)
drzwi
(3)
fontanna
(3)
gaz
(3)
genealogia
(3)
inspiracje
(3)
kuchnia
(3)
odkrycia
(3)
pory roku
(3)
schody
(3)
wino
(3)
wyczytane
(3)
cuda natury
(2)
dokumenty
(2)
dom
(2)
energooszczędność
(2)
kompost
(2)
ku pamięci
(2)
ogrodzenie
(2)
pet challenge
(2)
piękne słowa
(2)
podłoga
(2)
przeprowadzka
(2)
ssz
(2)
wymiękam
(2)
zioła
(2)
a
(1)
bruki
(1)
dialogi
(1)
domek na drzewie
(1)
działania
(1)
kosopleciny
(1)
krupnik
(1)
muzyka
(1)
okolica
(1)
pogoda
(1)
poidełko
(1)
pytania bez odpowiedzi
(1)
reklama
(1)
strachy na lachy
(1)
szkoła
(1)
słowiańszczyzna
(1)
taras
(1)
tydzień Ziemi
(1)
wynajem
(1)
wypieki
(1)
z dialogów
(1)
zbiory
(1)
śmieci
(1)


