piątek, 10 maja 2013

Jeśli nie chcesz mojej zguby...

...parking dawaj sąsiedzie.
A jak? A tak! Kuriozum.
Ale po kolei. Jestem w zarządzie wspólnoty bloku, w którym obecnie mieszkamy. Blok stoi na osiedlu składającym się z kilku bloków. Każdy blok/wspólnota ma swój kawałek terenu. Oprócz tego główna droga i place zabaw są współwłasnością wszystkich mieszkańców osiedla.
Na osiedlu deweloper wybudował miejsca parkingowe. Część z nich znajduje się na terenach zarządzanych przez poszczególne wspólnoty, część na terenach będących współwłasnością. Wyznaczonych miejsc parkingowych jest oczywiście dużo mniej niż jest zapotrzebowanie, więc ludzie parkują gdzie mogą: wzdłuż bloków, wzdłuż wspólnej drogi. Miło, że większość się stara, żeby zaparkować możliwie ciasno i jakoś codziennie, choć czasem z trudem, chyba wszyscy mieszkańcy osiedla mieszczą się na jego terenie.
Miejsca parkingowe nie są wydzielone geodezyjnie -- czyli nie ma możliwości wyodrębnienia oddzielnej własności -- są tylko prawem użytkowania zapisanym w akcie notarialnym. Po prostu przy kupnie, na akcie było napisane, że do lokalu przynależy  miejsce X i dodana mapka o które miejsce chodzi. Gdy kupowaliśmy mieszkanie, to nie wydawało mi się to piekielne, a teraz już tak.
Problemem, a właściwie kuriozalną sytuacją jest to, że deweloper sprzedając miejsca parkingowe, potrafił sprzedać prawo do miejsca parkingowego leżącego na terenie wspólnoty A, mieszkańcowi wspólnoty B. Czyli dla wspólnoty A jest to ktoś zupełnie z zewnątrz.
Rodzi to dziwne konsekwencje. Przypuśćmy takie sytuacje:
1. Wspólnota A postanawia przebudować/zlikwidować czy jeszcze coś innego zrobić z miejscami parkingowymi. Jako właściciel ma takie prawo. Ale na swojej nieruchomości ma narzucone (ciekawe, czy zapisane w Księdzie Wieczystej) prawo osoby trzeciej. Co może zrobić a czego nie może?
2. Wspólnota A postanawia naprawić dziury na miejscach parkingowych. Kto ponosi koszty i jak do tego zmusić osobę z zewnątrz?
3. Jedyne rozwiązanie prawne, jakie mi przyszło do głowy, to uznanie takiego parkingu jako prawa służebności - coś jak prawo służebności drogi. Ale w takiej sytuacji ten, kto ma taką służebność, może wyznaczyć opłatę za korzystanie ze swojej nieruchomości. Jak na razie nikt jeszcze na osiedlu nie wpadł na pomysł, żeby zażądać takiej opłaty. Mogę się jednak założyć, że gdy przyjdzie do naprawy nawierzchni, to ludzie się obudzą i powiedzą 'Halo, ale czemu mamy komuś z zewnątrz coś naprawiać!'.

Ale ja chciałam o trochę czymś innym...
Jako członek zarządu mojej wspólnoty dostałam wczoraj maila od firmy administrującej. W mailu przedstawiona mniej więcej taka sprawa:
jedno z naszych miejsc parkingowych jest użytkowane przez osobę nie z naszej wspólnoty; i ta osoba ma problem, ponieważ ma duże auto (typu bus), i jak parkuje tym autem, to albo nie może wjechać, bo mieszkańcy parkują wzdłuż bloku [bo brakuje oficjalnych miejsc parkingowych], albo -- jak już wjedzie -- to przeszkadza użytkownikom miejsc parkingowym sąsiadującym z jej miejscem; i ta osoba nie wie co zrobić, i żeby jej ten problem rozwiązać.
Nosz bulwa!
I co zarząd ma zrobić w takiej sytuacji? Nadmuchać to miejsce parkingowe?
A może na własnym terenie wyznaczyć specjalne miejsce, żeby ktoś zupełnie z zewnątrz, kto nawet nie płaci za utrzymanie terenu mógł zaparkować wehikuł typu bus?
Chyba jedyne co zostaje mi do napisania, to coś mniej więcej w stylu:
Bardzo mi przykro, że deweloper nie przewidział, że mieszkańcy osiedla mogą mieć samochody większe niż typowy samochód osobowy i nie dostosował odpowiednio miejsc parkingowych. Najbliższy parking publiczny, który w tej chwili przychodzi mi do głowy, a mógłby bez trudu pomieścić pojazd tych gabarytów, znajduje się przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Nieco bliżej znajdują się parkingi np. sklepu Biedronka, ale zarząd wspólnoty nie może odpowiadać za zgodę zarządcy terenu tego sklepu. Jednocześnie przypominam, że każdy ze współwłaścicieli może korzystać ze swoich praw na nieruchomości, jeśli nie ogranicza praw innych współwłaścicieli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz