poniedziałek, 20 maja 2013

" - To ON!"

- Kto Poluś?
- BETON!
Taka mniej więcej rozmowa się odbyła w piątek. Polka na widok pompy do betonu podskoczyła zaaferowana i zachwycona. W sumie ja trochę też z niedowierzaniem patrzyłam na ogromną pompę wjeżdżającą na naszą uliczkę. Betoniary -- ku oburzeniu Polki -- już nie oglądałyśmy, bo w piątek (po dniu pracy) oprócz betonowania czekało nas jeszcze sprzątanie chałupy, pakowanie, wywózka dzieci do dziadków, jazda do Szklarskiej Poręby, nocne łażenie po górach, czyli podejście do schroniska Pod Łabskim Szczytem, aby przed północą usnąć w środku gór. :)
I to był chyba najpiękniejszy prezent urodzinowy, jaki dostałam w życiu. Pierwszy raz od dziesięciu lat wyprawa z mężem w góry bez dzieciaków. W ramach prezentu Łu przegonił mnie spod Łabskiego na Śnieżkę i z powrotem do Szklarskiej Poręby. Jakieś 40 km. Końcówkę na ostatnich nogach, jęcząc niemożliwie pod nosem. No, ale skąd by Łu wiedział, że mi dobrze, gdybym nie jęczała? ;)

Jakby ktoś nie wiedział jak się czułam idąc dziś do pracy, to mniej więcej tak:

2 komentarze:

  1. Ojejujej, naprawdę fajny prezent urodzinowy :) Wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczególnie to wleczenie się w drodze do i z pracy. Dzisiaj wracając trochę się spieszyłam, bo późno wyszłam, a przed 17 muszę Po odebrać. Oj, ciężko było. ;)

    OdpowiedzUsuń