wtorek, 8 lipca 2014

Czas leci...

...roboty nie ubywa. A nawet, im dłużej się przyglądam, tym coraz więcej widać do zrobienia.
Teoretycznie, aby się wprowadzić, do zrobienia są:
- podłogi,
- łazienki,
- kuchnia.
W rzeczywistości jednak lista nie tylko się wydłuża, ale i komplikuje. Bo tak:
- Podłogi na dole, właśnie, żeby było jak najprościej, robimy z jednego materiału. Odpornego gresu, szarego, żeby mógł być 'tłem' dla dowolnych zmian kolorystycznych w przyszłości. Cena gresu taka w miarę, ok. 60 zł/m2. Ale... wykonawcy chyba poszaleli. Za położenie 1 m2 życzą sobie ok. 60 zł!!! To taka drobna dniówka pracy. A przecież w ciągu dnia położą tych metrów naście, jeśli nie dziesiąt. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy samemu nie położyć. Tylko kiedy? Z pracy się zwolnić?
- Aha, ciągle mi ucieka, że do wprowadzenia się potrzebne są jeszcze instalacje. A nie są zamontowane ani pompa ciepła (z całym ustrojstwem dookoła), ani rekuperator. Żeby postawić wszystko, trzeba wykończyć choć część garażu. Gniazdka już Tato z Łu dzisiaj skończą, ale trzeba pomalować choć na tym kawałku ścianę (czyli jeszcze przygotować ją pod malowanie) i coś zrobić z podłogą. Jak podłogę, to całą. Aby nie kafelkować, to chyba ją pomalujemy takim czymś do betonu. I tutaj...
Przez dwa dni sprzątałam garaż. A dlaczego tak długo? Było to tak... Poszłam pozamiatać. Jak już zaczęłam zamiatać, to stwierdziłam, że to nie bardzo ma sens, bo cała podłoga upstrzona w ciapkach z piany. Ale nie tylko podłoga, bo ściany też. Skoro dobrze byłoby się wziąć za ściany, to może i z sufitów spiłować nadmiar pianki, skoro Łu będzie niedługo chciał wykończyć poddasze. Do wykończenia (po wycięciu nadmiaru pianki) trzeba będzie jeszcze oczyścić profile (z pianki, bo coś nie chciała się przyczepiać izolacja paroszczelna; goście, co szykowali chałupę robili to szlifierką). Zrobiłam sporą część roboty na górze, wymiotłam 5 (pięć!) worów śmieci piankowych i zeszłam robić porządki na dół. Na dole zaś, oprócz pianki na różnych rzeczach, była góra błota. Naniesiona oczywiście przez tego !@#$%^& od pianki. Błota wymiotłam kilka kg. Po !@#$%^& on tam tak latał, skoro praktycznie nic nie robił? Żeby chociaż trzymał jakąś folię, żeby osłonić ściany. A tak wyszło, że mimo iż różne folie i rzeczy do zabezpieczeń były, to np. pozostała część rynien i obróbki blacharskie dachu są praktycznie do wyrzucenia, bo pianka się od tego nie odczepia. Wszystko razem powoduje, że koszty dodatkowe do pianki idą w tysiące zł. Za w sumie mierną jakość wykonania, bo w niektórych miejscach brakuje jakieś 50% grubości (z zakładanych 30 cm), choć wg umowy, to technologicznie powinno być plus minus 3 cm. Za jaja powiesiłabym tego gościa, gdybym go w swoje ręce dorwała. Można się z jednego cieszyć, że takiego 'fachowca' dorwaliśmy na koniec naszych zmagań z materią. Gdybyśmy od takiego zaczęli, to chyba bym zrezygnowała na samym początku i dom nigdy by nie stanął. W każdym razie na przygotowanie do prac garażowych, przez tego !@#$%^& potrzeba pewnie będzie jeszcze ze 2 dni pracy.
Zapomniałam zupełnie wspomnieć o drzwiach, których nie ma. Ani wewnętrznych, ani zewnętrznych. Zewnętrzne (+ brama garażowa) mają być za tydzień czy dwa. Ale nie ma lekko, bo projektant chałupy dał ciała. Zaprojektował drzwi wejściowe na 235 cm. Wszystko super, tylko że takie drzwi są nie do dostania. I znowu musimy zatrudniać wykonawcę do obniżenia nadproża. Podobnie brama garażowa. Jest 10 cm wyższa niż standardowa. Dopłata za niestandardową lub obniżanie nadproża. Wybraliśmy niestandardową. Dalej: napęd do bramy wymaga szyny i przestrzeni na co najmniej 320--360 cm. A u nas w garażu do nadproża jest 300 cm. Nakombinowaliśmy się z wykonawcą, w końcu zaproponował nam napęd do bramy przemysłowej. Montowany nie na szynie, ale bezpośrednio na wał bramy. Wszystko fajnie, tylko też wymaga 30 cm miejsca w którym aktualnie przebiega rura wentylacji z małego pokoju na dole. Wyszło nam, że najmniejszym problemem będzie ją przenieść. I tak dwa tygodnie temu miał być gość od wentylacji i do dnia dzisiejszego nie dotarł.
Żeby wjechać do garażu musi być zrobiony podjazd. Ponieważ daliśmy się (niestety) namówić, żeby dom podnieść o bloczek, to i wjazd jest odpowiednio wyżej. Na wjeździe wysypany jest piasek 'trochę gorszego gatunku', co polega na tym, że jest to piach pół na pół wymieszany z gliną. Czyli do niczego się nie nadaje. Tylko co z nim !@#$^& zrobić? Może chociaż jako podbudowa pod ten wjazd będzie się nadawał. Tylko, że żeby ściągnąć humus, to najpierw trzeba odwalić ten piach.
Ponieważ panowie się pobudzili i czas się zbierać na budowę, to na razie kończę te dywagacje.

1 komentarz:

  1. Cześć, a macie już zamówione drzwi wejściowe? Bo z tej firmy co ja zamawiam to są drzwi pod wymiar, tzn drzwi są mniejsze ale na górze robią nasadkę pod wskazany wymiar. Zerknęłam na zdjęcia z budowy i teraz masz wszystkie nadproża na tym samym poziomie. Ładnie to wygląda. Mi też tak architekt zaprojektował ale ja zmieniłam i obniżyłam nadproże w drzwiach, bo i tak mam daszek nad wejściem i tego tak nie widać a u ciebie widać. Może, jak jeszcze nie zamówiliście drzwi, to pomyślcie o nasadce.
    Mam też pytanie o izolację poddasza. Czytałam o waszych perypetiach, choć to łagodne określenie. Też zastanawiam się nad izolacją pianką ale nastraszyłaś mnie. Oczywiście wykonawcę miałabym innego, ale co jest pobrudzone pianką? Piszesz, że obróbki blacharskie i rynny. Ale przecież piankę kładł w domu, to jak pobrudził rynny? Firma zapewnia mnie, że po sobie sprzątają. Dzisiaj mam montaż okien, elektryk już pracuje, jutro wchodzi hydraulik a za tydzień tynkarz. Potem, posadzki, ocieplenie z zewnątrz i wtedy chciałabym te pianki robić. Ale martwię się, że tynki i posadzki bardzo pobrudzą. A wiadomo, że kosztuje to więcej. I już nie wiem czy iść w tą piankę czy pozostać przy wełnie. A tak na marginesie, z tego co wyczytałam, daliście 30 cm, ile kosztował was metr?
    Milena

    OdpowiedzUsuń