piątek, 25 lipca 2014

Domknięcie stanu zamkniętego

Znowu trochę czasu minęło. Wydarzyło się chyba dużo.
Trawnik niby zrobiony. Ileż to już minęło od wysiania? Dwa tygodnie? Przez ten czas głównie była lampa, choć wszystkie portale obtrąbiały deszcze, burze, a nawet grady. I nic! Przez co laliśmy codziennie wodę, ale bez jakichś widocznych efektów. Pewnie za mało. Za to ptaki miały używanie i coraz więcej wróbli, gołębi i innego tałatajstwa kręciło się w koło.
Pogoda ruszyła się trochę wczoraj czy przedwczoraj. W efekcie zrobiło się kilka placków, na których widać kiełki trawy. A reszta? A reszta jest czarna, ze sterczącymi perzami. Czyli standardowo: ogród kiepsko. Chociaż mój skalniaczek porósł jak dziki i wszystko rozrasta się, aż miło popatrzeć. Ale to cały metr kwadratowy.
Za to coraz bardziej ogródek dojrzewa w mojej głowie, i już wiem, gdzie będą brzozy, a gdzie zagonek borówki amerykańskiej. Wypatrzyłam też miejsce, skąd uda nam się natachać kilka brzóz. W naszej okolicy posucha, jeśli chodzi o dzikie samosiejki, za to na drugim końcu miasta coś się powinno wygrzebać.

Żeby nie było, że trawa trochę się ruszyła, to zaraz akurat te najbardziej zielone miejsca podeptali monterzy pompy ciepła i kolejni robotnicy. Nosz ... jest piaskowa opaska wokół budynku. To niewygodnie panom się pewnie chodzi. Wrr. No, ale przynajmniej pompa zamontowana, choć jeszcze niepodłączona do instalacji. W przyszłym tygodniu ma być hydraulik i popodłączać, oraz zapuścić program wygrzewania instalacji. Ciekawe, jaki będzie efekt. I czy przypadkiem nie złoży się np. z największymi upałami. ;)

Poza pompą ciepła kolejnym osiągniętym krokiem milowym są drzwi i brama garażowa, które po zamontowaniu wyglądają tak:
Czyli stan zamknięty możemy wreszcie uznać za faktycznie zamknięty. Żeby nie było za różowo, to panowie zostawili po sobie brud większy niż ci od pianki. Ilość petów wskazuje, że przez te trzy czy cztery godziny musiało ich tam być kilkudziesięciu. I na dodatek jeden pluł słonecznikiem. A ja dopiero zdążyłam powybierać co większe kawałki pianki (po tych od pianki), która była wszędzie. Teraz mam pety, słoneczniki, folijki od licho wie czego, kawałki tektury i ogromna ilość styropianu. Nosz, ręce opadają razem z płuckami. Fakt, że budowa wyglądała... no, po prostu jak budowa, ale ja nie nadążam ze sprzątaniem po tych wszystkich fachofffcach. Oni cztery godziny montują, a ja potem dwa dni sprzątam. Ech...

2 komentarze:

  1. Czyli standardowo, my też ciągle sprzątamy i ciągle kolejni śmiecą. Niby ogólnie po sobie sprzątają, ale już takie duperele jak kawałki folii, pianki czy czegokolwiek ich nie interesują. A to bardzo ważne, aby wszystko wyzbierać. Niektórzy zasypują warstwą ziemi ale nasz obecny dom kupiliśmy z zasianym już trawnikiem a po wbiciu łopaty grunt był naszpikowany różnymi "skarbami", nawet prawie całymi cegłami. Teraz bardzo pilnuję porządku. Mąż właśnie wywozi na wysypisko gruz z budowy, bo w poniedziałek wchodzą z ociepleniem i chcemy przygotować teren.
    A u Was postępy widać. Kiedy planujecie się wprowadzić?
    Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Kruca bomba! To wyglądać zaczęło, no, jak miejsce do mieszkania. Co z tego, że trawa jeszcze nie rusza za bardzo, ruszy. Chyba za często na nią zaglądasz i masz efekt gotowanego mleka. Tylko się odwróć... ;)

    OdpowiedzUsuń