czwartek, 10 lipca 2014

Wykopki...

...jak w październiku. I błoto też.
Do 10 przestało padać, to ok. 11 pojechaliśmy i wzięliśmy się za kupy ziemi i piachu. Wszystko stało w wodzie, to jest w błocie, więc taplaliśmy się jak czaple. Kalosze się przydały, w każdym razie nie unurzaliśmy się po same pachy tylko po kostki. Ogarnęliśmy jedną górę piachu, całą ziemię z wykopu wgłębnika i jedną mniejszą kupkę - spod schodów wejściowych. Wystarczyło tego na budowę opaski i wyrównanie działki od zachodniej strony. I już wszystko w miarę równo wygląda. Przynajmniej w porównaniu do tego, co było wcześniej.
Jedno co muszę przyznać, to jeszcze tak urobiona na działce nie byłam. I mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała. Starość nie radość, od dźwigania i machania szuflą i grabiami bolą mnie stawy w dłoniach, nadgarstki i łokcie. Choroba zawodowa?
Zaskoczyła nas też swoim przybyciem przedstawicielka właścicielki działek. Czyli pani, od której kupowaliśmy naszą działkę i właścicielka jeszcze ze dwudziestu następnych, czekających na sprzedanie. Główny temat, to udrożnienie drogi. Z jednej strony spora jej część od naszej strony jest zawalona gruzem, nawiezionym przez kogoś. Poza tym rośnie na niej kilka drzew, które kwalifikują się do uzyskania pozwolenia na wycięcie. Szczególnie szkoda by nam było akacji, która wybujała już na dobre 7-8 metrów i jest najwyższym drzewem w okolicy. Łu zaproponował, że może by zrobić taki mały objazd tego drzewa. Tak, jak się to robi np. w Szwajcarii, gdzie standardem na małych drogach jest drzewo na środku. W każdym razie właścicielka ma zamiar wziąć na siebie przygotowanie tej drogi i ewentualnie wykupienie udziałów od tej właścicielki, która robi nam problemy ze wszystkim. Byłoby fajnie, choć tracilibyśmy na tym kameralność naszej uliczki, która w tej chwili jest ślepa. Gdyby jednak udało się ją przekazać gminie, byłaby szansa, że stałaby się cywilizowaną drogą. Ciekawe, czy dożyjemy. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz