sobota, 26 lipca 2014

Krok za krokiem...

...zbliżamy się do... czegoś. W sumie nie wiem czego, bo gdy się wydaje, że coś już osiągnęliśmy, to się zaczyna widzieć to wszystko, co jest jeszcze przed nami.
Dzisiaj zerwałam się rano. No, nie tak wcześnie, jak lubię, ale tak, jak niedospanie z tygodnia mi pozwoliło, czyli o 7:30. Szybka kawa i na budowę malować ciągle niepomalowane fragmenty. Chyba drugi miesiąc już machamy wałkami i końca nie widać!
Poprzednio napoczęłam ostatnią puszkę z farbą, więc stwierdziłam, że przed robotą podjadę do OBI. Podjechałam. I wsiąkłam na półtorej godziny.
Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała na dział z roślinami. W OBI rośliny są wg mnie bardzo drogie (dla przykładu lawenda po ok. 24 zł, brzoza 250 zł), ale za patrzenie jeszcze płacić nie każą. No i jakoś tak trafiłam na wózki z roślinami przecenionymi o 75%. Powybierałam, sporo, ale okazało się, że część dopiero wybrana do przeceny, a ta jeszcze niezatwierdzona. Jak chcę, to mogę iść do kierowniczki, to kierowniczka może obniżyć cenę o 50%, ale więcej to już musi szef. Rada nierada część odłożyłam z powrotem, część zgarnęłam licząc na choć 50%. Znalazłam kierowniczkę, znalazł się też szef i od razu zatwierdził tę większą obniżkę wszystkiego. Skoro tak, to poleciałam po hortensję, co wyglądała prześlicznie (choć bez kwiatów). Poza tym musiałam pójść z kierowniczką wydrukować naklejki z przeceną, znaleźć te odpowiednie, nakleić i dopiero mogłam pójść do kasy. Gdy kierowniczka zobaczyła hortensję, to zaczęła kręcić nosem. Jeszcze wychodząc słyszałam, że pracownica tłumaczyła się gęsto. Chyba kiepsko jej dzisiaj poszło. :( Za to ja mam hortensję, taką jak w ogródku u babci w Szklarach, za całe 11 zł. Różne krzewy kwitnące i nie, po 5 zł. Trochę bylinek po niecałe 2,50 zł. Tylko... gdzie ja to mam teraz wsadzić?
Jakieś plany, gdzie tego typu rośliny mają rosnąć, to są. Ale akurat w tych miejscach leżą teraz różne materiały budowlane i pobudowlane. Lawendom będę chyba musiała zrobić takie kopczyki z ziemi zmieszanej z piaskiem, bo lubią sucho. Hortensja pewnie woli cień, a u nas na działce cień jest tylko z przodu, gdzie obecnie nie da się nic zasadzić. Podobnie róże wysokopienne - planowałam w okolicach wejścia, czyli teraz posadzić się nie da, bo nie przeżyją. Hortensję wcisnę w najdalszy kąt działki, bo jest tam trohchę cienia, ale będę musiała stamtąd powysadzać inne rośliny. Czyli jutro (bo dzisiaj się nie wyrobiłam) czeka mnie trochę prac ogródkowych.
Zmarudziłam na działce o dwie godziny dłużej, niż planowałam, ale za to zdążyłam pomalować kuchnię z jadalnią i 'korytarzyk'. Został do pomalowania jeszcze pokoik na dole. Nie licząc drugiego malowania ścian na dole, ale jak wyczytałam drugie malowanie to już lepiej robić po innych pracach. Słusznie, patrząc na to jak się wszytko brudzi.

Łukasz zaczął coś przebąkiwać, że może by okna umyć. Po obiedzie zebraliśmy się więc znowu do roboty. Ponownie potwierdzam, budowa bez dzieci to bułka z masłem. Pomimo dzieciaków udało nam się doczyścić okna na dole. O dziwo wszystkie szyby całe i niezarysowane. Tynki, farby i posadzki, które znalazły się na oknach, nie bez trudu, ale zlazły. Udało się jeszcze mniej więcej posprzątać i powymiatać. Gdybym jutro domalowała ten mały pokój, to w głównej części chałupy nasze roboty byłyby ogarnięte. Można by wpuszczać panów od łazienek, ale to wymaga jeszcze załatwienia materiału, co chwilę też potrwa.
Oczywiście nie czas spocząć na laurach. Garaż czeka na swoją krwawicę. Gipsy na górze, malowanie góry i dołu, malowanie podłogi.
No i ogródek. Trawy ciągle prawie nie widać (ponad dwa tygodnie). Chyba masz Aga rację, że za często na nią patrzę ;) . Na wrzesień/październik szykujemy się na sadzenie drzewek. Brzozy wypatrzone na drugim końcu miasta, a owocowe planuję nabyć w Strzelinie. Tato ma się rozejrzeć gdzie.

I tak jakoś dzisiaj, chyba po raz pierwszy, zobaczyłam światełko w tunelu. Że wszystko to już pewna skończona, i w miarę określona, ilość prac.

A kiedy wprowadzka? Nie wiem. Łu mówi o wrześniu. Ciągle jednak brakuje podłóg, schodów, łazienek, drzwi wewnętrznych i kuchni. Nie wierzę, że w dwa miesiące to ogarniemy, tym bardziej, że już trochę skrobiemy po dnie. Nagimnastykować się trzeba do wypłaty ostatniej transzy z banku, bo brakuje kilku prac. Ciągle czekamy na zwrot vatu z ubiegłego roku, co powinno trochę załatać dziurę.
Na ile znam Łu, to skoro mówi, że we wrześniu, to tak będzie. Najwyżej wprowadzimy się na betony. ;)

3 komentarze:

  1. Na betonie też się da. Bierzemy pod uwagę taką możliwość, jeśli kupimy coś do remontu ;) No, ale odwleka nam się i póki co, nie zanosi się na spanie na własnym betonie.

    A hortensje na pewno muszą w cieniu? Bo mi się kojarzą z pełnym słońcem, ale nie z doświadczenia, tylko jakąś taką wizję mam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam w ogrodzie trzy gatunki hortensji i wszystkie w pełnym słońcu rosną. Ponadto fantastycznie kwitną, sąsiedzi nie kryją zazdrości, takie są okazałe, więc pewnie słońce im służy. Najlepiej na słonecznym stanowisku czuje się hortensja krzaczasta i bukietowa. Hortensja ogrodowa wolałaby półcień. U mnie rożnie w pełnym słońcu i muszę ją solidnie podlewać, bo inaczej liście szybko się wybarwiają.
    Łezka w oku mi się kręci, bo najbardziej żal będzie mi właśnie tych hortensji. Zanim wyrosną takie okazałe w nowym ogrodzie, to ze dwa sezony miną.
    Pozdrawiam, Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, na tej hortensji było chyba napisane półcień. A cień jakoś tak mi się kojarzy z tą hortensją babci. Choć gdy staram się przypomnieć gdzie dokładnie rosła - nijak nie mogę. Aga, pamiętasz? Wiem, że była, ale gdzie?
    Skoro hortensja lubi wilgoć, to powinno być jej u nas dobrze. Może posadzę przy studni.

    OdpowiedzUsuń