poniedziałek, 20 października 2014

Pisać...

...się nie chce. I już.
Trochę się dzieje. Ale jakoś tak jesienna ospałość mnie dopadła. Roboty dużo, przez to, że skończone podłogi i łazienki to mogłabym się zabierać za ostatnie malowanie ścian, gruntowanie i malowanie łazienek. Tylko znowu jakoś czasowo nie wyrabiam. Szybko robi się ciemno, dzieci trzeba poprzywozić i ogarnąć. Pojechać na godzinę, żeby zanurzyć wałek i zaraz go myć, mija się z celem. Więcej czasu i farby pójdzie na przygotowanie i zakończenie pracy.
W sobotę Łu z Tatem będą pewnie robić coś w garażu, a w niedzielę będziemy obchodzić urodziny Po. Kończy 4 lata, choć sama rozpowiada, że kończy już 5. :)
W ogródku posadziłam drzewka i krzaki. Od drugiego Taty dostałam śliwkę, agrest i trzy derenie jadalne. Śliwka wylądowała przy studni, a agrest i derenie na razie w tymczasowym miejscu (razem z wisienkami), czyli na grządkach, które planuję wystartować w przyszłym roku. Rośliny wylądują po drugiej stronie działki, ale dopiero, gdy wyzbieramy śmieci, zakopiemy dół po sławojce i przepuścimy tam traktorek. Czyli raczej wiosną.
W tym roku muszę jeszcze ogarnąć moje ogniki szkarłatne. Część posadziłam pod płotem, gdzie zarosły trawą, część między kwiatami, to zupełnie o nich zapomniałam i ostatnio wygrzebywałam spomiędzy chwastów, część jest w doniczkach i chyba lepiej na zimę byłoby je przesadzić do ziemi. Ogniki wystają jakieś 7 cm nad ziemię, więc mikrusy takie, że trudno je zauważyć. Praktycznie wszystkie poprzyjmowały się, więc z wiosną powinny ruszyć ślicznie. Już się nie mogę doczekać. :) Oprócz ogników przyjęły się jeszcze ostrokrzewy, trzmieliny i takie nieznane mi coś, o laurokształtnych liściach. Acha, i zapomniałam zupełnie, że gdzieś mam wsadzonych kilka ligurstrów. Na spory kawał żywopłotu powinno tego wystarczyć. Tylko pytanie, kiedy to będzie można nazwać żywopłotem? Tak na moje oko, to za jakieś 5 lat. Dopiero. Nie martwiłoby mnie to, gdyby nie oznaczałoby również, że ja będę o 5 lat starsza. Ech, jesienne klimaty...

Bardzo dużo przyjemności sprawia mi to grzebanie w ziemi. Ostatnio, sadząc drzewka podsypywałam je własnym kompostem. W ziemi jest też sporo dżdżownic, co mnie bardzo cieszy. Proszę, jak to robalami można się radować. Gorzej ze ślimakami. Odkryłam w niedzielę, przewalając drewniane pozostałości pobudowlane, kilka gniazd chyba ślimaczych jaj. Duże to jak żabi skrzek. Jedne były przeźroczyste jak galaretka, inne białe. I znowu żałuję, że zdjęć nie zrobiłam. Albo zdjęcia, albo robota.
Przez tą robotę, to nie zdążyłam się jeszcze wywalić na trawie, co sobie przecież już jakiś czas temu obiecałam. Może dopiero na śniegu orła zrobię? Wcale się nie zdziwię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz